Mój maraton

Termin maratonu się zbliżał i czułem narastające podniecenie z tym związane. Wierzyłem, że będzie dla mnie kolejnym wielkim przełomem, które będzie dla mnie wiele znaczyć. Najważniejsze treningi, które miały mnie przygotować do maratonu, miałem już za sobą. Teraz biegałem dużo mniej, by nabrać świeżości i siły na ten dzień wielkiej próby. Czułem spokój, zupełnie tak, jakby jeszcze nie do końca do mnie docierało, że to naprawdę się stanie.

Dla mojej rodziny i znajomych każdy kolejny dzień był zwyczajny. Dla mnie jednak wszystko było inne. Ciągle miałem przed oczami siebie biegnącego w maratonie i spełniającego swoje jeszcze tak niedawno nierealne marzenie. Tak bardzo to się różniło od sytuacji, w której niedawno byłem, że trudno było w to uwierzyć. Wtedy udało mi się to zmienić dzięki bieganiu, a teraz miało dojść do kolejnego dla mnie przełomu. Do chwili, w której miałem sobie zdać sprawę, że wszystkie ograniczenia są tak naprawdę w naszej głowie. Że jesteśmy zdolni do rzeczy, które mogą się wydawać dla nas na pozór nieosiągalne. Tak właśnie myślałem o tym dniu maratonu.

Ten dzień nadszedł

Była sobota 24 września 2011 roku. Nazajutrz miałem pobiec w maratonie warszawskim. By dotrzeć do miejsca na czas, późnym wieczorem wsiadłem do autobusu i wyruszyłem w nieznane. To był początek wielkiej przygody, która miała znowu wpłynąć na bieg mojego życia. Mijaliśmy kolejne miasta i byliśmy coraz bliżej. Zjadłem 2 banany, by nabrać jeszcze sił i energii przed tym, co mnie czekało.

Wczesnym rankiem byliśmy już na miejscu. Moim oczom znowu ukazała się magiczna Warszawa. Dawne wspomnienia odżyły. To tu kiedyś oczekiwałem wielkich zmian w moim życiu. Działo się to 3 lata temu, gdy przemierzałem to miasto pieszo w poszukiwaniu jednostki wojskowej, gdzie miałem zacząć służbę. Ważyłem wtedy 98 kilogramów, dokuczało mi nadciśnienie. Marzyłem, że uda mi się tu zmienić moje życie. Wierzyłem, że schudnę i zdołam odmienić mój los. Jak się potem okazało, udało mi się to w połowie.

Teraz byłem tu po raz kolejny jako inna osoba. Osiągnąłem swoją wymarzoną sylwetkę i walczyłem o kolejne marzenie. O sięgnięcie niemożliwego i kolejny przełom w życiu. Tak wiele się w nim zmieniło. To niesamowite, jak małymi kroczkami można dojść do celu, gdy ma się marzenia i determinację, by je zrealizować.

Minął czas refleksji i po krótkich poszukiwaniach udało mi się dotrzeć na miejsce, w którym wszystko miało się zacząć. Wokół było tylu ludzi. Tam Twój wiek nie miał żadnego znaczenia. Widziałem młodych i starych. Kobiety i mężczyzn. Wszyscy dotarli tu w jednym celu. By pokonać swoje ograniczenia. Jeszcze bieg się nie zaczął, ale ja czułem się wspaniale. Wiedziałem, że jestem we właściwym miejscu o właściwym czasie. Wiedziałem, że właśnie teraz czynię swoje życie takim, jakim pragnę, by było. Właśnie jestem o krok od zrealizowania swojego pragnienia.

Zaczęło się

Odebrałem pakiet startowy, przebrałem się w strój sportowy i oddałem swoje rzeczy do depozytu. Tłumy ludzi zaczęły zmierzać w kierunku startu. Pełen entuzjazmu dołączyłem więc do nich. Każdy kolejny krok był dla mnie radością. Byłem coraz bliżej. Stałem już na starcie, a obok mnie tłumy ludzi. Wszyscy podnieceni tym, co już niedługo miało się zacząć. To niesamowite uczucie, gdy miesiące przygotowań doprowadzają Cię do tej jednej jedynej chwili. Stoję teraz na starcie maratonu. Miejscu, które kiedyś jawiło mi się jak za mgłą. Dziś to nierealne marzenie jest już rzeczywistością. Stoję na starcie, a wokół mnie ponad 4000 ludzi. Jest w tym wielka magia. Z pozoru obce sobie osoby stają się sobie bliskie. Jednoczy nas jeden wielki cel. Nie jest nim przebiegnięcie tego magicznego dystansu 42 195 metrów. Jaką wartość ma przebiegnięcie iluś tam kilometrów? Nic to kompletnie nie znaczy… Tak naprawdę w życiu chodzi tylko o jedno. Człowiek chce czuć, że jest coś warty. Że może w życiu czegoś dokonać. To właśnie rodzi w nas głód życia i ciągnie do przodu mimo wielu przeciwności losu.

Każdy z nas chce coś znaczyć, chce móc powiedzieć sobie u schyłku swojego istnienia, że jego życie było coś warte, że miało jakiś sens. Kim są ci ludzie na starcie i po co to robią? Są to ludzie tacy jak ja i Ty. Są to ludzie z marzeniami, którzy mimo lęku stają w szranki z życiem. Ludzie, którzy walczą ze swoimi ograniczeniami. Dziś wszyscy zjednoczyliśmy się w jednym wielkim celu. Większym niż my sami. Tym celem jest pokonywanie własnych ograniczeń i swoich największych słabości. Zabrzmiał sygnał startu. Już się zaczęło. To moja chwila prawdy. Czy sprostam? Czy dam radę sprostać swoim marzeniom? Te i inne myśli pojawiały się w tym małym ułamku czasu w mojej głowie. Zacząłem biec. Wokół mnie kołyszą się sylwetki innych. Nigdy nie widziałem tylu biegnących osób naraz. Są to zwykli ludzie. Na co dzień są ojcami, matkami, synami, córkami, a nawet babciami i dziadkami. Obok mnie biegnie pan, którego mógłbym być wnuczkiem. Jeśli on da radę, to ja miałbym nie dać?

Odchudzanie z pasją

Te i inne myśli mnie dopingowały, dawały siłę, by uwierzyć, że to realne, osiągalne. Biegłem wytrwale, skupiony na celu. Mijały kilometry, a ze mnie coraz bardziej ulatywała siła i energia. Co mnie wtedy trzymało na nogach? Co sprawiało, że nadal się trzymałem? To była świadomość, że jestem tu z konkretnego powodu. Mam pokonać swoje ograniczenia i spełnić swoje marzenie. Miałem wykonać kolejny krok do urzeczywistnienia wizji życia, jakie chce prowadzić. Wizji, w której pomagam ludziom zmieniać swoje życie. To, co mnie wypełniało, było niedostrzegalne z zewnątrz, ale takie piękne. Czułem coś, czego nie da się zobaczyć i zmierzyć. Czułem wsparcie otaczających mnie ludzi. Biegnący obok mnie starszy pan uśmiecha się do mnie, by dodać mi otuchy. Azjata częstuje cukierkiem. Nie rozumiem, co do mnie mówi, ale czuję jego dobre intencje.

Chce mnie wesprzeć. Choć się staram, to wiem, że nie sposób opisać słowami, jak wiele to dla mnie znaczy. Mijały kilometry i choć miałem coraz mniej siły, to nadal trwałem w swoim trudzie. Trwałem, bo otaczający mnie ludzie dodawali mi sił. Stali na ulicy, klaskali w dłonie i krzyczeli, ile sił w płucach, by mnie zdopingować. Szczególnie zapadły mi w pamięć słowa: „Jesteście najlepsi!”. Po takim dopingu nogi dosłownie same zaczęły mnie nieść. Biegnę więc dalej, podniesiony na duchu, utrzymując w swojej wyobraźni obraz celu. Widzę już siebie szczęśliwego na mecie i ta wizja trzyma mnie na nogach. Wiem, że nie mogę zawieść siebie i ludzi, którzy mnie wspierają. Tych, którzy biją brawa i tych, którzy biegną obok mnie. Ciało coraz bardziej odmawia posłuszeństwa. Nogi robią się coraz cięższe, a oddech szybszy. Gdy na moment zwalniam do chodu, by móc sięgnąć po wodę, zdaję sobie sprawę, że muszę się zmusić resztkami sił do tego, by znów zacząć biec. Ciało mówi „dość, wystarczy”, ale umysł odpowiada „biegnij, dasz radę”. Ta walka trwa w każdym z ludzi, którzy mnie otaczają. W końcu wygrywa umysł i dalej prę naprzód.

„To już ostatnie metry” — krzyczą do mnie, więc zbieram w sobie ostatnie resztki sił, by zerwać się do szaleńczego finiszu. Pełen euforii zacząłem wyprzedzać otaczających mnie ludzi. Nagle poczułem wielki skurcz w lewej nodze. Zwalniam więc zatem trochę i dalej biegnę. Duch wprawdzie ochoczy, ale ciało już słabe. To już ostatnie metry, sapię jak parowóz, ale tak się cieszę w duchu, że nawet nie zwracam na to uwagi. I stało się. Meta! Dałem radę. Osiągnąłem to, co kiedyś wydawało mi się tylko nieśmiałym marzeniem. Zakładają mi medal na szyję. Łzy szczęścia cisną się do oczu, a serce przepełnia nieopisana satysfakcja. Idę na chwiejących się nogach, ale czuję się jak mocarz, którego nic nie jest w stanie zatrzymać. Teraz, po wielu trudach, uświadomiłem sobie, że tak naprawdę słowo „niemożliwe” traci swój sens, gdy przestajemy w nie wierzyć i wytrwale dążymy do celu. Naszą cierpliwością i determinacją sprawiamy, że pokonujemy wszystkie przeszkody na drodze do celu, aż jego osiągnięcie staje się faktem. Zacząłem inaczej postrzegać rzeczywistość. Teraz już wiem, że człowiek może osiągać rzeczy, które wydawały mu się na pozór nieosiągalne.

Uwaga: Tekst jest fragmentem książki „Odchudzanie z pasją”: http://www.zlotemysli.pl/prod/12408/odchudzanie-z-pasja-marcin-wielgosz.html.

Oceń ten wpis

< < Poprzedni <<
>> Następny >>
darmowy ebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


(wymagane)