Podejścia do szukania pracy

Idealny szuka idealnej

Chciałabym, by z tej książki wynikły dwa przesłania. Jedno to takie, że masz lepsze kwalifikacje, niż ci się wydaje, i możesz dostać dobrą pracę. Drugie, że warto się starać o ciekawą pracę, która pozwala się spełniać pod każdym względem — zainteresowań, finansów itd.

Jednakże nie należy w tym przesadzić. Czasami są w życiu okresy, gdy praca staje się złem koniecznym. Trzeba znieść ciężki charakter szefa, niezbyt wysoką płacę, nudne i rutynowe czynności. Być może jest to kolejny, aczkolwiek niewygodny stopień kariery, który należy przejść. Niestety są na tym świecie ludzie o naprawdę dużych wymaganiach. Takim przykładem był Marek, o którym pisałam w poprzednim rozdziale. Marek miał duże wymagania, ale nic nie robił. A gdy zaczął działać, zmniejszył też swoje wymagania i ostatecznie został zatrudniony.

Tymczasem Ewelina, choć niby starała się szukać pracy, to niewiele działała. Dlaczego? Otóż Ewelina wymarzyła sobie idealną pracę i idealne stanowisko. Przez jakiś czas pracowała na umowę zlecenie dla firmy, w której pomagała w koordynacji i organizacji festiwalów filmowych i dla której wykonywała tłumaczenia z języka niemieckiego. Gdy pracodawca przestał dawać jej zlecenia, Ewelina chciała znaleźć bardzo podobną pracę, a w zasadzie identyczną.

I tu był problem, gdyż stanowisko, które piastowała, było dość niszowe. W regionie, w którym mieszkała, jedyną instytucją oferującą takie samo był jej były pracodawca. Logiczne więc było, że w żadnym innym przedsiębiorstwie nie znalazłaby dokładnie tego, czego szukała. W takiej sytuacji należało rozglądać się za innymi możliwościami, otworzyć się na nową szansę, ale Ewelina tego nie chciała. Wolała być bez pracy i czekać na nieistniejące zlecenia. Owszem, warto szukać idealnej pracy, ale jeśli jej chwilowo nie ma, trzeba posłuchać rozsądku i zrezygnować z niektórych wymagań.

Uprzejmie proszę…

Zauważyłam, że wielu ludzi, szczególnie w kryzysowej sytuacji, ma tendencję do „proszenia o pracę”. Być może i ty przechodzisz teraz trudny okres w życiu. Brakuje ci pieniędzy na rachunki, może na jedzenie, i zdobycie zatrudnienia jest coraz bardziej naglącą potrzebą. Czy w takiej chwili nie chciałoby się powiedzieć swojemu potencjalnemu pracodawcy: „Ja naprawdę szybko się uczę i chcę ciężko pracować.
Zrobię wszystko, by dostać ofertę zatrudnienia, bo jej naprawdę potrzebuję. Chcę tu pracować, bo nie mam na nic pieniędzy i mam długi…”.

Niestety taka postawa może się nie spodobać i nie wróżę nikomu sukcesu po takiej wypowiedzi. Tymczasem zdarzyło mi się już widzieć list motywacyjny zaczynający się lub kończący słowami: „Uprzejmie proszę o…” i nieważne, czy to była prośba o rozważenie kandydatury, czy o pozytywne rozpatrzenie listu. Taka wypowiedź jest jednak zbyt uprzejma i zbyt prosząca.

Dlaczego pracodawcy nie lubią proszalnej postawy?

U pracowników bardzo cenna jest motywacja. Pogłębiają ją: zainteresowanie rodzajem wykonywanej pracy, zgodność z wartościami reprezentowanymi przez firmę, chęć wniesienia dodatkowej wartości itd. Wiadomo, że taki zmotywowany pracownik będzie dużo wkładał w rozwój firmy, nie ograniczy się do wymaganego minimum, ale będzie się starał dać z siebie jak najwięcej. Ponadto, powinien zostać w firmie na dłuższy czas, jeśli tylko oferowana praca będzie spełniała jego potrzeby.

Tymczasem ktoś, kto prosi o pracę, musi być najprawdopodobniej bardzo zdesperowaną osobą. (Dlatego nigdy nie mów, że decydujesz się aplikować na dane stanowisko, bo masz na utrzymaniu dzieci albo długi do spłacenia!). To znaczy zależy mu na jakiejkolwiek pracy, a nie właśnie tej i tylko tej, i właśnie w tej firmie. Trudno wyczuć, czy charakter wykonywanej pracy będzie mu odpowiadał lub czy ma wspólny z firmą system wartości. Na dzisiaj taki kandydat nie zwraca na te ważne rzeczy uwagi. Istnieje bardzo duże ryzyko, że gdyby dostał upragnione stanowisko, to po kilku tygodniach lub miesiącach jego motywacja mogłaby zniknąć.

Owszem, pieniądze są motywatorem, ale nie jedynym i nie najważniejszym. Po spłaceniu długów i ustabilizowaniu sytuacji finansowej stają się ważne takie czynniki, jak atmosfera w pracy, rutyna lub jej brak, możliwości rozwoju itd. I nagle oczekiwania pracownika się zmieniają…

Pracodawcy lubią jasne i klarowne sytuacje. Chcą wiedzieć, czego pracownik oczekuje od nich i jeśli to możliwe, starają się spełnić te oczekiwania, zakładając, że przez dłuższy okres one się nie zmienią. W przypadku zatrudnienia desperata tak naprawdę nie wiadomo, czego on chce i jakie są jego motywy poszukiwania pracy. W związku z tym lepiej zatrudnić kandydata o sprecyzowanych wymaganiach.

Praca dla absolwenta

Czy rzeczywiście musisz prosić?

Drugi aspekt postawy „proszenia” o pracę to wyrażenie własnej samooceny. Pamiętaj, pracodawcy czytają między wierszami. Często to, co im powiesz, lub to, co napiszesz, zostanie zinterpretowane w sposób, o którym nie zdarzyło ci się pomyśleć. Kiedy o coś prosimy? Prosimy wtedy, kiedy czegoś nie mamy, czasami wtedy, gdy na to nie zasługujemy lub nam się nie należy. Przenieśmy to na rynek pracy. Jeśli kandydat prosi, to znaczy, że być może uważa, że nie zasługuje na tę pracę lub mu się nie należy…

Od łaski pracodawcy zależy, czy ją dostanie, czy nie. Tu muszę przypomnieć, że żadna firma nie jest instytucją charytatywną wspierającą walkę z bezrobociem. Jeżeli prosisz o pracę, to znaczy, że masz niską samoocenę albo że twoje kompetencje są za niskie. Może to również oznaczać, że tak naprawdę jedyną motywacją do otrzymania pracy w danej firmie jest tylko i wyłącznie twoja chęć zdobycia środków na utrzymanie. Niestety celem pracodawcy nie jest zapewnianie ludziom możliwości zarobkowania, ale odnalezienie osoby, która będzie zmotywowana do pracy w jego przedsiębiorstwie i zainteresowana wykonywaniem swoich zadań.

Uwaga: Tekst pochodzi z książki „Praca dla absolwenta”, która ukaże się w Złotych Myślach 9 kwietnia.

Oceń ten wpis

< < Poprzedni <<
>> Następny >>
darmowy ebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


(wymagane)