Samodoskonalenie w Polsce

Naszym wyborem jest świat, w jakim chcemy żyć.

Dziś już nie ma przymusu granic. Polak jest swobodny w wybieraniu miejsca na życie. Wybieramy codziennie naszą Ojczyznę. Wierzę, że niemal dla wszystkich jest też oczywiste, że pozytywne zmiany, jakie w niej zachodzą, są trwałe, a kierunek, w jakim zdąża znakomita większość społeczeństwa — właściwy. Większość Polaków uwierzyła również w to, że to od nas samych zależy nasz los — tak indywidualnie, jak i zbiorowo — i jest gotowa przejąć za niego jednoosobową odpowiedzialność.

Podstawę sukcesu coraz częściej widzimy nie w cwaniactwie i łucie szczęścia, ale we własnym rozwoju, właściwych wartościach i Akademia Sukcesuprzestrzeganiu uniwersalnych praw. Staramy się również poznać siłę tkwiącą w każdym z nas i wykorzystać do budowania indywidualnego sukcesu. Uczymy się skutecznie współdziałać. Postęp psychologiczny nie jest być może tak spektakularny jak ten w gospodarce, jednakże widoczne są wielkie przemiany w ludziach i lepsze nastawienie do samodoskonalenia.

Obserwowałam te zmiany w odstępach trzech miesięcy, przyjeżdżając z Ameryki do Polski na szkolenia. Za każdym razem zastawałam nie tylko piękniejszy kraj, ale i ludzie zdawali się inni — zrelaksowani, uśmiechnięci, bardziej dla siebie uprzejmi. Zewsząd spotykałam mnóstwo optymizmu i energii do działania.

I tak było przez kilka lat. Podchwytywano nowe pomysły, wiedzę, uczono się. Niestety, dziś ten proces jakby się zahamował, a nawet odwrócił. Zastanawiam się, z czego to wynika? Przychodzą mi do głowy dwie przyczyny. Pierwsza taka, że samodoskonalenie poszło nie w tę stronę, w którą iść powinno. Polacy zachwycili się głównie metodami pozwalającymi rzekomo szybko nabyć umiejętności zwiększające sprzedaż, poprawiające relacje czy… pozwalające wygrać wybory. Dali się uwieść — niczym Amerykanie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych — mocy technik, socjotechnik i różnych manipulacji.

Uczyli się, krótko mówiąc, udawać kogoś, kim być powinni lub kogo oczekiwała — ich zdaniem — osoba, wobec której stosowali owe techniki. „Mocny uścisk dłoni”, „spojrzenie prosto w oczy”, „dostosowywanie tonu własnej wypowiedzi do tonu rozmówcy”, „potakiwanie, kiedy ktoś mówi”, „odpowiedni strój”, „postawa” , „mimika” , „gesty” i tak dalej.

Sporo było szarlatanerii oferującej kolejne algorytmy, czyli proste i zawsze działające przepisy, jak zrobić to czy tamto. Uwierzono, że można rozpoznać natychmiast typ klienta i stosownie go potraktować, że można zastosować wybrany styl kierowania w zależności od sytuacji i potrzeby; że można zmienić nawyk albo zlikwidować długoletnie przyzwyczajenie dzięki „zakotwiczeniu” — umownemu ruchowi, który niczym pstryczek wyłączy niechcianą czynność; mamiono, że jesteśmy w stanie rozpoznać natychmiast, czy nasz rozmówca jest wzrokowcem czy słuchowcem, a może kinestetykiem… Zafascynowani takimi prostymi drogami prowadzącymi do sukcesu ludzie chłonęli je i… faktycznie osiągali sukcesy. Ale nie dlatego, że coś umieli, tylko myśląc tak, mieli więcej pewności siebie i odwagi, która pozwalała im na odważne ruchy. Poza tym była koniunktura na sukces.

Druga przyczyna to fakt, że poznawaliśmy te wszystkie nowe metody podejścia do działania w czasach prosperity, boomu gospodarczego,
społecznej euforii. Pozytywne myślenie rodziło się samo i nawet najzagorzalsi sceptycy musieli przyznać, że Polska zmienia się na lepsze. Nie poświęcono zatem wystarczającej uwagi tej ogromnie ważnej cesze — pozytywnemu myśleniu. Zaniedbano prace nad charakterem i budową właściwych nawyków, zajmując się raczej pozorami i wizerunkiem oraz budowaniem właściwych postaw.

Zresztą sporo ludzi ma niestety podejście „jak zarobić, żeby się nie narobić”, takie „szybkie zmiany” , „szybki zysk”… Jak zupa błyskawiczna! Dlatego tego typu rady zawarte w książkach i szkoleniach trafiały na podatny grunt. Niestety przy prawdziwym zysku, autentycznym sukcesie czy dobrobycie obowiązuje raczej prawo tradycyjne, naturalne: Najpierw się sieje, potem troszczy o to, co się posiało, a na końcu — zbiera.

Z upływem lat euforia opadła, kapitalizm zaczął wymagać od ludzi dostosowania się również w zakresie odporności, konsekwencji, twórczości… A do tego wszystkiego potrzebny jest właściwy charakter. Aż prosi się, by zacytować stare powiedzenie Goethego: „Żeby zrobić coś, trzeba być kimś”. A ja dodam jeszcze: nie wystarczy wiedzieć „jak”.

Dlatego trzeba inwestować w siebie, ale należy to robić mądrze — korzystać z tych książek i szkoleń, które nie tylko uczą sposobów działania, ale podpowiadają także, jak zmienić siebie, by łatwiej nam było osiągać zamierzone cele i współdziałać z innymi. Ta książka należy to takiego nurtu. I jeszcze jedno warto wiedzieć: rodzimi trenerzy i autorzy w niczym nie ustępują zagranicznym. Mają nawet nad nimi przewagę — znajomość języka polskiego i… polskich realiów.

Widać zmiany. Uczestnicy szkoleń coraz częściej szukają nie prostego sposobu, ale drogi. Obserwuję także zjawisko, że ci, którzy jeszcze dwa lata temu chcieli nabyć pewne techniki, które miały im szybko pozwolić osiągnąć to, na czym im zależy, wiedzą już, że to nie działa i dołączają do szkoleń prowadzonych przez trenerów namawiających do zmiany postaw, ale i do budowania charakteru, do tworzenia nowych nawyków.

ZADANIA

1. Zapisz najważniejszą dla Ciebie myśl z przeczytanego tekstu.
2. Dowiedz się, czy w Twoim mieście działa jakieś stowarzyszenie lub klub ludzi mających na celu własny rozwój. Może są instytucje kształcące w tej dziedzinie?

Uwaga: Tekst pochodzi z drugiego wydania książki Akademia Sukcesu Iwony Majewskiej-Opiełki, które ukaże się już niebawem w Złotych Myślach.

Oceń ten wpis

< < Poprzedni <<
>> Następny >>
darmowy ebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


(wymagane)