Browsing Tag

marzenie

rozwój osobisty i osiąganie celów

Nieprawdziwe życie: Pułapka myślenia „innych ludzi”

28 listopada 2019

Problemem nie jest kształcenie ludzi. Problemem jest fakt, że są oni kształceni jedynie na tyle, aby mogli uwierzyć, że zostali nauczeni, ale niedostatecznie, aby kwestionować to, czego ich nauczono.
~Autor nieznany

KURS JEST GÓWNO WARTY…

SKRYPT nie jest instrukcją zawierającą zasady i reguły rozdawaną w szkole czy też mapą dopiętą do Twojego dyplomu z uniwersytetu. Nie jest czymś, co można zobaczyć czy dotknąć, ale istnieje. Jego wszechobecny — jak powietrze, którym oddychasz.

Moja opowieść o podróży do centrum miasta, w której występuje horda zasilonych kofeiną zombie, uwidacznia typowy los człowieka Pierwszego Świata, niezależnie od kraju czy kultury. Zmuszasz się do pobudki, następnie gramolisz się z łóżka, jedziesz samochodem, pociągiem czy idziesz pieszo do pracy, i tak przez kolejne 50 lat. Jak zdarta płyta, grająca w kółko ten sam kawałek, dzisiejszy dzień odgrywany jest identycznie jak wczorajszy. W rezultacie wypłatą Twojego życia jest weekend, podczas którego dają o sobie znać odkładane przez cały tydzień, zaległe sprawy. Wolne, potencjalnie służące zabawie i relaksowi. Chwila wytchnienia dla Twojej duszy od ciężarów transakcji, mająca na celu odbudować utraconą energię.

Niewielu zdaje sobie sprawę, że zostaliśmy zaprogramowani do takiego istnienia — bezwolnego, nowoczesnego niewolnictwa. To jest tak, jak w systemie operacyjnym komputera. SKRYPT kieruje całym przedsięwzięciem. Oddaj mu ster życia i przyjmij wyrazy mojego współczucia. Wskaże Ci on, jak myśleć, pracować, jak się bawić, głosować, oszczędzać, inwestować, odejść na emeryturę i jak umrzeć.

W 2005 roku, podczas przemowy z racji rozdania dyplomów na uniwersytecie Stanforda, Steve Jobs powiedział: „Nie dajcie się uwięzić przez dogmat, którym jest życie zgodne z myśleniem innych”. Steve Jobs miał na myśli SKRYPT — zbiór kulturowych założeń uformowany przez „myślenie innych ludzi”, schemat prowincjonalnych przekonań i obowiązujących obyczajów.

Zapytaj sam siebie — czy to jest Twoje myślenie? Czy myślenie innych?

Idź na studia i zdobądź dyplom, niezależnie od kosztów, zapotrzebowania czy rachunku ekonomicznego. Sfinansuj swoją edukację kredytem studenckim, nie rezygnując przy tym z wyrobienia pięciu kart kredytowych, które z góry zatwierdziły banki. Skończ uczelnię z pustymi kwalifikacjami i bezużytecznym wykształceniem, zostając jednym z milionów podobnych sobie, z tym samym dyplomem. Opuść klasztor, zwany uniwersytetem, z bagażem długu — własnego, rodziców lub obydwoma. Zdobądź pracę, abyś mógł oficjalnie dołączyć do szeregów uprzywilejowanych ludzi, uprawiających prostytucję czasu, wymieniając ogromne bloki czasu z zasobów Twojego życia — pięć lub siedem dni — w zamian za małe kawałki papieru nazywane pieniędzmi. Bądź niewolnikiem całymi dniami, co zazwyczaj związane jest z powtarzaniem tych samych monotonnych czynności, abyś mógł zapłacić za swoje właśnie skończone studia, ciuchy, które nosiłeś, samochód, który prowadziłeś, i mieszkanie, którego już nie wynajmujesz. Korzystaj z kart kredytowych dla osiągnięcia wygodniejszego życia — Starbucks na śniadanie, Chipotle na lunch, a Chick-fil-A na kolację. Imprezuj do rana w klubach, kupuj kolejki drinków, starając się zrobić wrażenie na obcych ludziach i kobietach z wyższej ligi. Kupuj butelki drogiej wódki i próbuj wywrzeć na nich jeszcze większe wrażenie w pokojach dla VIP-ów. Zaciągaj dług bez ograniczeń — przecież w końcu skończyłeś studia!

Kilka lat później.

Wespnij się po drabinie korporacyjnej. Budź się, usypiaj budzik i budź się ponownie. Wejdź w schemat działania — praca, korki, powtórki seriali, sen. Powtórz to jeszcze cztery razy w tym tygodniu. Weź nadgodziny i pokaż swoim korporacyjnym włodarzom, że zrobisz wszystko, co będzie konieczne. Podlizuj się szefowi — temu w źle skrojonym garniturze i z nieświeżym oddechem. Nie cierp swojej pracy, toleruj współpracowników, ale kochaj swoją wypłatę. Dostań podwyżkę i awans. Kup fajny samochód, niezłe mieszkanie i modne ciuchy. Przeżywaj wspaniałe weekendy, ubarwione alkoholem i rozrywką, korzystając z „przepustki”. Pracuj dobrze, baw się jeszcze lepiej. Wydawaj bez hamulców — w końcu raz się żyje!

Kilka lat później.

Śledź trendy mody. Prada, Louis Vuitton, Chanel. Śledź popkulturę — LeBron, Miley, TMZ. Oglądaj popularne seriale w telewizji: Gra o tron, Breaking Bad, The Walking Dead. Śledź życie nieistniejących ludzi w sztucznie stworzonych programach telewizyjnych, pokazanych jako rzeczywistość. Czcij sportowców i celebrytów. Przyjmuj opinie sław i ich poglądy polityczne, ponieważ są sławni. Płać podatki. Płać rachunki. Płać kredyt hipoteczny, raty kredytu samochodowego, rachunek za kablówkę, czynsz do spółdzielni. Nie przestawaj powiększać kredytu — przecież ciężko pracujesz, więc należy Ci się.

Kilka lat później.

Wakacje trwają każdego roku dwa tygodnie, ale tylko za przyzwoleniem włodarzy. Kupuj najnowsze i najlepsze przedmioty. Dr. Dre wypuścił słuchawki z kasowaniem szumów, P.Diddy coś innego, a Lady Gaga jeszcze coś innego. Wydawaj dla poczucia spełnienia. Wydawaj dla poprawy samopoczucia — przynajmniej do poniedziałku lub do rachunku, jaki poniedziałkowa praca musi zapłacić. Wydawaj, aby wypełnić lukę, której nie umiesz wytłumaczyć. Poczuj się zapędzony w róg przez pracę, kredyt hipoteczny, samochód, kartę kredytową i samo istnienie. Poczuj, jak umyka Ci wolność, podczas gdy Twoja prawda łatana jest dalszym odwracaniem uwagi, powiększeniem długu i kolejnymi fikcyjnymi ucieczkami.

Kilka lat później.

Usłysz tykanie swojego zegara biologicznego. Zacznij się martwić, że nadal jesteś singlem. Umów się na randkę z koleżanką lub współpracowniczką. Zacznij randkować przez internet. Tinder, Match, eHarmony. Spotkaj swoją drugą połowę. Wejdź w związek małżeński. Wydaj fortunę na sześciogodzinną ceremonię ślubną — taką, którą będziesz spłacał przez sześć kolejnych lat.

Kontynuuj pracę. Nie przestawaj wydawać. Nadal odwracaj uwagę. Kontynuuj obawy przed nadejściem niedzielnego wieczoru. Poniedziałkowego poranka obawiaj się jeszcze bardziej. Zacznij marzyć o rzuceniu tego wszystkiego, o podróżowaniu po świecie. O budzeniu się wtedy, kiedy chcesz. Snuj marzenia o wspaniałości, o czymś, co ma wyższe znaczenie niż bezsensowność powtarzanego w koło, ciągłego płacenia rachunków. Fantazjuj na temat marzeń, które od dawna są martwe.

Kilka lat później.

Miej dzieci. Wychowuj je. Bądź odpowiedzialny. Zmień sposób, w jaki postrzegasz dług. Zacznij planować emeryturę. Idź za radą zadufanych w sobie person z telewizji — tych w pomarańczowym sweterku i postawionym kołnierzyku. Podążaj za finansowymi poradami spłukanych brokerów. Dowiedz się, jak zdobyć bogactwo, od tych, którzy nie są bogaci. Oszczędzaj 10 procent i módl się, żeby nie było krachu.

Odkładaj na edukację swojego dziecka. Pracuj ciężej i dłużej. Pozbądź się długu. Planuj budżet. Trzymaj się go. Odcinaj kupony. Zrezygnuj z kanałów filmowych. Zrezygnuj z kablówki. Przestań pić kawę ze Starbucksa. Nie chodź na lunch do Chipolte. Rób kanapki w domu. Nie chodź do kina. Nie kupuj markowych produktów. W ogóle nic nie kupuj. Przestań marzyć o sportowych samochodach, ponieważ każda złotówka musi być przekazana do Wall Street. Zgódź się na mniej, przestań się dobrze bawić, przestań żyć i zacznij umierać.

Kilka lat później.

Uwierz, że będziesz w stanie przejść na emeryturę w wieku 65 lat. Uwierz, że w ogóle będziesz jeszcze żył w wieku 65 lat. Nie przestawaj wierzyć w Wall Street. Ufaj procentowi składanemu, mając nadzieję na dziesięcioprocentowy wzrost w skali roku, mimo braku wzrostu przez całą ubiegłą dekadę. Ufaj, że gospodarka zawsze będzie miała dla Ciebie pracę. Miej wiarę w stały wzrost wartości Twojego domu. Ufaj mainstreamowym mediom, nie wątpiąc w ich obiektywizm. Ufaj koncernom farmaceutycznym. Ufaj, że żywność, którą spożywasz, jest zdrowa i wierz w piramidę żywieniową USDA5, FDA6 i jej zarząd farmaceutów. Ufaj swojemu otyłemu lekarzowi i przedstawicielom rządu.

Kilka lat później.

Domagaj się, aby twoje dzieci miały lepsze stopnie, aby mogły dostać się na dobrą uczelnię i tak samo jak Ty zdobyć dobrą pracę, aby mogły powtarzać ten sam marsz śmierci, z którego Ty nie możesz się wyrwać. Naucz swoje dzieci różnicy pomiędzy „mrzonkami” a „rzeczywistością”.

Nie przestawaj pracować. Starzej się nadal w zobojętnieniu. Powtarzaj to w koło — ustaw autopilota i cierpliwie czekaj, będąc przykutym do najgorszych możliwych partnerów — nadziei i czasu. Miej nadzieję, że giełda pomnożyła Twoje środki. Łudź się, że inflacja nie pożarła zysków. Miej nadzieję, że procent składany przyniesie zyski, obiecane przez finansowych zachwalaczy. Miej nadzieję, że Twoje pieniądze nie uległy hiperinflacji za sprawą nierozważnych polityków. Żyw nadzieję, że ubezpieczenie socjalne istnieje i że jest tam dosyć środków, aby w końcu wygrać wolny czas, którego nigdy nie miałeś, a o którym zawsze marzyłeś.

Lata później.

Poczuj żal. Wyrzuty sumienia. Twoja lista wymarzonych rzeczy do zrobienia przed śmiercią nadal jest pełna, a zasób pozostałego czasu niemal się wyczerpał. Twoje oszczędności odzwierciedlają podobny stan. Dobij do wieku emerytalnego. Uświadom sobie, że nadzieja i czas nie zapewniły obiecanego 10-procentowego zwrotu w skali roku. Opóźnij emeryturę. Opóźnij emeryturę żony. Odłóż je w czasie, aby móc dłużej pracować. Oszczędzaj więcej i żyj skromniej.

Niestety czas o nic nie dba. Ma w nosie, że miałeś obiecaną beztroską emeryturę, ponieważ zawierzyłeś sześciu dekadom funduszu indeksowego. Czasu nie obchodzi, że jesteś lata świetlne od wymarzonego rejsu dookoła świata. Nie dba o to, że pracowałeś 63 lata, wydałeś fortunę, umacniając gospodarkę, i oddałeś fortunę w podatkach. Nie obchodzi go różnica pomiędzy tym, co było obiecane, a co dostarczono.

Ponieważ czas mówi, że pora umierać…

Przed emeryturą, przed zrealizowaniem punktów z listy marzeń, przed pozbyciem się żalu…

Witamy w SKRYPCIE

Wyprodukowanym przez konwencjonalną mądrość…

Rozpowszechnionym przez zinstytucjonalizowaną indoktrynację…

I połkniętym w ślepej wierze…

Obudź się… wytwarzanym produktem jesteś Ty.

Stada tworzy się z powodów ekonomicznych — aby ostrzyc, wydoić, ubić. Dołącz do stada, a otrzymasz łatwe do przewidzenia rezultaty, które zostały dla niego z góry założone.

5 Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych.
6 Agencja Żywności i Leków (USA).

Fragment pochodzi z książki „Unscripted” MJ DeMarco.

"UNSCRIPTED" MJ DeMarco

rozwój osobisty i osiąganie celów

Współczesny MATRIX: Skrypt

25 listopada 2019

W wyniku systematycznej sprzedaży masom dobrze opakowanych kłamstw przez całe pokolenia, prawda będzie się wydawać zupełnie niedorzeczna, a ten, kto ją głosi, zostanie uznany za kompletnego szaleńca.
~Dresden James, pisarz

A co, gdybym Ci powiedział…

Że coś jest faktycznie czymś. Większość ludzi kompletnie tego nie zauważa i traktuje wewnętrzny głos jak zwykły hałas otoczenia. Inni słyszą te szepty, lecz tłumią je weekendową balangą. Reszta z nas — mowa tu o tych, którzy nie dają się łatwo zmanipulować — poddaje je rozważaniom. Szukamy ich źródła, kwestionujemy je i zadajemy pytania: „Co się, u diabła, dzieje?”.

Po raz pierwszy zauważyłem, że coś jest nie tak ze światem, kiedy zmagałem się z trudami bycia młodym przedsiębiorcą w Chicago. W tym czasie wykonywałem służalczą pracę kierowcy limuzyny, która pozwalała mi opłacić rachunki i finansować moje szalone pomysły biznesowe. Ponieważ praca ta wymagała specjalnej licencji, musiałem przystąpić w centrum miasta do specjalnego testu kwalifikacji. Na miejsce dotarłem wcześnie i mając trochę czasu do zabicia, usiadłem z kawą przy oknie kawiarni. Kiedy gapiłem się na chmary ludzi przedzierających się w drodze do pracy przez poranne poniedziałkowe korki, coś przykuło moją uwagę. Każdy poruszał się w trochę upiorny, robotyczny sposób — w otępieniu i zobojętnieniu. Wszystkie twarze, niezależnie od wieku i płci, miały wyraz pustki i zrezygnowania. Każdą z nich cechowało kamienne spojrzenie — jakby wykonywali tę czynność tysięczny raz.

Fascynował mnie ten przykład masowej żywiołowości, a ruch uliczny powoli zamieniał się w przedziwną, ruchomą mgłę. Odrębne jednostki z własnymi celami, marzeniami i aspiracjami — synowie, córki, żony i mężowie — wszystkie nagle zlały się w jednolitą, instynktownie napędzaną masę. Czy ktokolwiek w tym tłumie zadał sobie pytanie, dlaczego znajduje się na zamarzniętej ulicy o 6:30 rano?

I z jakiego powodu powtarza ten szaleńczy proceder przez kolejne cztery dni? Czy ktokolwiek z nich podążał za swoimi marzeniami, czy podążali za tym, do czego zaprogramowała ich kultura?

To nagłe spostrzeżenie uderzyło mnie i zaniepokoiło. To nie był obraz działania wolności wyboru, ale uwarunkowanego instynktu — jak pszczoły w drodze do ula lub mrówki maszerujące do mrowiska. Ubiór, czy też sugerowana nim hierarchia socjalna, nie miał tu żadnego znaczenia. Były tu trzyczęściowe garnitury, dżinsy, robocze ogrodniczki — cała horda zachowywała się, jakby była pod kontrolą jednego mistrza marionetek.

Snując swoje rozważania na temat oglądanej sceny, wiedziałem, że nigdy nie będę normalny według standardów narzuconych przez naszą kulturę. Ten dzień przypieczętował mój los przedsiębiorcy — albo tego, który w końcu odniesie sukces, albo tego, który polegnie, próbując. Całe szczęście dla mnie (i dla Ciebie), przedsiębiorczość okazała się nożycami zdolnymi przeciąć sznurki marionetek.

W hicie kinowym z 1999 roku pod tytułem Matrix Neo staje przed wyborem — połknąć niebieską pigułkę i nadal żyć w przeciętności i ignorancji lub połknąć czerwoną pigułkę i dostrzec wolną, choć niedoskonałą rzeczywistość. W tej dystopii matrix reprezentuje domyślny system operacyjny dla rodzaju ludzkiego — wirtualną rzeczywistość zmuszającą nas do machinalnego, pasożytniczego wyścigu. W stanie otumanienia i zniewolenia, maszyny karmią nasze umysły symulacją, zaprojektowaną, aby utrzymywać nas w zapomnieniu, rozproszeniu uwagi i pełni posłuszeństwa systemowi, który wyniszcza ludzkość.

Cóż…

A co, gdybym Ci powiedział, że nasz świat dręczy identyczne oszustwo? Fortel, któremu przewodzi nie sztuczna inteligencja, ale zwykła, konwencjonalna inteligencja? Podstęp niekwestionowanej, przestarzałej mądrości — zabijającego marzenia dogmatu styranizowanego zamierzchłymi tradycjami, ograniczonymi przekonaniami i kulturowym konformizmem? Oszustwo stanowiące największy przekręt cywilizowanego świata — symulację wolności i komfortu, podczas gdy jego jedynym celem jest wywołanie uzależnienia ekonomicznego i ujednolicenie ludzkości. Jest to służalczy system, w którym stajesz się narzędziem. Nie inspiracją czy aspiracją, lecz perspiracją i desperacją.

Co, gdybym Ci powiedział, że to oszustwo spenetrowało Twój umysł i zagnieździło się w nim jako domyślny system operacyjny? Autonomiczny program, rzucający cień na całe Twoje życie — od kołyski aż po grób? Od kariery po życie towarzyskie? Arogancka, niepisana księga zasad regulujących wszelkie decyzje, niezależnie od konsekwencji dla serca i duszy?

Co, gdybym Ci powiedział, że ten system operacyjny dostarczył Ci nieprawdziwe życie, które w rzeczywistości zaplanował ktoś inny? Życie, którego nie wybrałeś samodzielnie. Życie drobiazgowo zaaranżowane i zaprogramowane, abyś podążał za przewidywalną strategią przeciętności. Życie wyświęcane przez przestarzały schemat, narzucony odgórnie, usankcjonowany przez system edukacji, zatwierdzony przez media i ukryty przez rząd. Życie jedynie zmierzające do śmierci, zamiast służenia Tobie.

Co, gdybym Ci powiedział, że stałeś się nieświadomym uczestnikiem w obowiązkowej grze — pojedynczą ofiarą w masakrze marzeń — pionkiem sterowanym hierarchiczną doktryną, w której każdy człowiek musi iść na studia, zdobyć pracę, wziąć ślub, mieć dzieci, korzystać z kart kredytowych, sfinansować samochód, zaciągnąć kredyt hipoteczny, gapić się w najnowszego smartfona (pogłębiając jeszcze bardziej swoje posłuszeństwo), żyć za ułamek wypłaty, oddając jej większość Wall Street — i wszystko to podczas dalszego karmienia spragnionych Twojej krwi pasożytów, upijających się Twoją życiową energią.

Co, gdybym Ci powiedział, że wszystkie Twoje szepty, Twoja zależność i niepokój to Twoja dusza pukająca do drzwi świadomości, błagając o wysłuchanie?
Zażyj czerwoną pigułkę, przyjacielu…
Nie żyjesz zgodnie z wolną wolą — żyjesz według SKRYPTU.

Niedzielny wieczór to papierek lakmusowy dla SKRYPTOWEJ egzystencji. Jak się czujesz na myśl o nieuchronnie zbliżającym się poniedziałku? Podekscytowany czy przybity i przygnębiony?

 

Fragment pochodzi z książki „Unscripted” MJ DeMarco.

"UNSCRIPTED" MJ DeMarco

rozwój osobisty i osiąganie celów

CZY SENS ŻYCIA ZOSTAŁ SPROWADZONY DO PŁACENIA RACHUNKÓW I OCZEKIWANIA NA WEEKEND?

20 listopada 2019

Nie przyszedłeś na świat, aby niewolniczo pracować od dziewiątej do piątej, od poniedziałku do piątku, płacić rachunki, po czym umrzeć. Pomyśl — jakie uczucia będą Ci towarzyszyć, kiedy nadejdą ostatnie chwile Twojego życia? Będą to żale i wyrzuty sumienia, czy poczucie pokoju i szczęście?

Zastanów się przez chwilę i wyobraź sobie swoje przyszłe życie aż do śmierci. Bądź ze sobą szczery. Czy będzie Ci żal wszystkich rzeczy, których nie zrobiłeś? Miejsc, których nie zobaczyłeś? Czy patrząc wstecz na swoje życie, zobaczysz jedynie pracę i nic, co po niej pozostało? Jeśli reszta Twojego życia zapowiada się nieciekawie i nic nie wskazuje na to, że będzie ono warte wspomnienia w kronice rodzinnej, masz szansę to zmienić — tu i teraz.

Starsi ludzie, zbliżając się do schyłku życia, nierzadko żałują, że nie mogą za pomocą wehikułu czasu przenieść się wstecz i pogadać z samym sobą w młodości. Gdyby było to możliwe, przekazaliby młodszej wersji siebie mądrości życiowe oraz ostrzeżenia przed tym, czego później żałowali. Przemyślenia, które mogły powstać jedynie jako skutek dekad doświadczenia. Poprzez zmianę przeszłości mieliby nadzieję na zmianę tego, co przed nimi — tego, co jest ich teraźniejszością. Niestety, zazwyczaj to, co pozostaje, jest życiem dręczonym przez duchy martwych od długiego czasu marzeń.

Po sprzedaniu mojej firmy internetowej w 2007 roku i przejściu na emeryturę po trzydziestce, zamiast na starość — po sześćdziesiątce, postanowiłem dogłębnie zastanowić się nad kwestią „młodszego siebie”, ponieważ dotyczyło to zarówno życia, jak i biznesu. Gdybym mógł porozmawiać z dwudziestoletnim mną, kimś, kto wiecznie zmagał się z trudnościami — jaką wiedzą podzieliłbym się wtedy ze sobą? Jaką mądrością musiałbym dostać wtedy po twarzy? Co ujawniły moje porażki? A jak mogliby na tym skorzystać inni?

Po trzech latach rozważań sam brudnopis tej książki sprawił, że Moby Dick wygląda jak nowela. Tak — ogrom popełnionych przeze mnie błędów i nauk z nich płynących wypełniał stronę za stroną. Ale dzięki temu powstała książka zupełnie odmienna od jakiejkolwiek innej — całkowicie niezgodna ze standardowym sposobem rozumowania. Innymi słowy, nie osiągnąłem szczęścia w wyniku podążania za logiką konwencjonalnego myślenia — zdobyłem je, postępując dokładnie na odwrót.

Napisano mnóstwo książek na temat finansów, podążania przez życie oraz zakładania biznesów, ale żadna z nich nie opowiada prawdziwej historii. Zamiast tego, książki te promują bajki mające poprawić nasze samopoczucie oraz fantazje z Wall Street — gotowe szablony, uwzględniające przeciętność i porzucone marzenia. Być może czytałeś te książki i zastanawiałeś się nad tym samym co ja: Czy faktycznie istnieją multimilionerzy żyjący jak gwiazdy rocka dzięki niewolniczej pracy od poniedziałku do piątku, oszczędzający każdy grosz w dążeniu do zbilansowanego portfela funduszy wzajemnych? A pani guru od finansów z CNBC z pomarańczową twarzą i denerwującym głosem? Czy stała się ona bogata dzięki temu, co jawnie rozgłasza, czy może dzięki temu, co skrycie praktykuje? I moje ulubione pytanie: Czy i jak mogę wieść życie marzeń, sprzedając produkty Amway i jednocześnie dystansując się od moich przyjaciół i rodziny?

W procesie powstawania książki „eksperci” wydawniczy ostrzegali, że nigdy się ona nie sprzeda. Ci sami eksperci twierdzili również, że popełniam kardynalny błąd, polegający na niewciąganiu czytelników w „lejek sprzedażowy”, dzięki któremu mógłbym im sprzedać seminarium coachingowe o wartości cadillaca.

Cóż. Gówno mnie to obchodziło.

Pisałem prosto z serca. Nie dla sławy, fortuny czy jakichś egocentrycznych motywów, które mogłyby mnie katapultować do uprzywilejowanego świata guru i kanciarzy od seminariów. W roku 2011, po całorocznym maratonie, w końcu samodzielnie opublikowałem Fastlane milionera z ograniczonymi możliwościami dystrybucyjnymi i bez fanfar. Przez „brak fanfar” mam na myśli to, że nie wynająłem firmy PR, żeby sfałszowała listę bestsellerów, wdrażając z góry ustawioną strategię wejścia na rynek. Nie czerpałem korzyści z jakichkolwiek barterów z wpływowymi personami czy inspiratorami biznesowymi. Praktycznie nie wydałem grosza na reklamę. Media mainstreamowe mnie zignorowały. Blogerzy również. Startupowa klika paradująca ulicami Silicone Valley także. Ale wiecie, kto tego nie zrobił? Czytelnicy, zmęczeni przeciętnymi radami z przeciętnych książek, promujących przeciętne życie.

Mijały miesiące, a książka utrzymywała stabilną sprzedaż. Tuziny sprzedanych sztuk zamieniały się w setki, później w tysiące, a następnie dziesiątki tysięcy. Wkrótce wartość sprzedaży przekroczyła milion dolarów, potem dwa miliony. Pojawiły się tłumaczenia na koreański, japoński, włoski i inne języki. Moje konto na Twitterze eksplodowało od wpisów czytelników, którzy nie mogli oderwać się od książki…

To jest najlepsza książka, jaką kiedykolwiek czytałem.
Genialna mądrość biznesowa.
Słuchając Twojej książki, jestem w bezustannym szoku.

I wiele innych.

Mimo faktu, że wielu widziało „tani” tytuł, sugerujący wzbogacenie się metodą na skróty, i paskudną okładkę, książka osiągnęła najwyższą sprzedaż w serwisie Amazon w wielu kategoriach. Mimo że nigdy nie dostała się na listę Bestsellerów „New York Times”, sprzedała się lepiej niż większość z nich. Warto dodać, że przeciętna książka wydana samodzielnie zarabia w sprzedaży detalicznej mniej więcej 900 dolarów rocznie.

Zapewne zszokowałem czytelników szczerością — podaniem kompletnej mapy do finansowego sukcesu, opartej na niepodważalnej matematyce, niezwiązanej z czasem, okolicznościami czy ekonomią. Czytelnicy dostali gorzką prawdę o przedsiębiorczości, samodzielnym dochodzeniu do bogactwa, hipokrytach, którzy to rozgłaszają, a nawet o szczęściu.

W miarę rozpowszechniania się Fastlane na całym świecie, czytelnicy błagali „Chcemy kolejnej książki!”. Fastlane wskrzeszał marzenia i zmieniał życia. Pisanie kolejnej książki w identycznym stylu nie było moim zamierzeniem. Wiedziałem, że drzemie we mnie jeszcze jedna książka, ponieważ największy przekręt stulecia, ujawniony w Fastlane, miewał się dobrze i rósł w siłę. A wraz z tym niszczył krytyczne myślenie, odpowiedzialność osobistą i wreszcie mordował marzenia. Podczas gdy Fastlane, demaskując mity bogactwa, wskazuje o wiele więcej: ezoteryczną rzeczywistość ukrytą pod powłoką społeczeństwa. Kulturowe podbrzusze ukazujące podstępne oszustwo — socjologiczny spisek skazujący Cię na ślepe posłuszeństwo, przeciętność oraz porzucenie marzeń.

Jeśli nie zrealizujesz marzeń, nie będzie to wynikiem braku włożonego wysiłku czy entuzjazmu — będzie to skutek zaprzedania życia machiawellistycznemu systemowi, w którym Twoja życiowa rola została z góry WYZNACZONA. Zostałeś bezwiednie zatrudniony do odegrania z góry ustalonej gry karnawałowej pod przykrywką życia, w której niewielu wygrywa, a wielu traci…

UNSCRIPTED: Życie, Wolność oraz Przedsiębiorczość jest piórem, którym możesz zmienić zapisy z ukartowanej przyszłości. Nie czekaj na zmierzch życia, aby marzyć o wehikule czasu. Twój czas jest teraz.

Teraz jesteś młodszą wersją siebie.
W tej chwili.
Teraz masz sposobność wskrzeszenia własnych marzeń i zmiany historii, która na Ciebie oczekuje.

 

Fragment pochodzi z książki „Unscripted” MJ DeMarco. 

"UNSCRIPTED" MJ DeMarco

e-biznes i sprzedaż

O walce o marzenie (cz. 3)

7 czerwca 2017

„Shippy mieszkał w trzypokojowym mieszkaniu z czterema innymi przyjaciółmi, stałem się więc lokatorem numer sześć. Miejsce nie było przyjemne. Nie miałem własnej sypialni; spałem na kanapie albo na podłodze, w zależności od tego, o której godzinie wracałem do domu. Nie miałem szafy. Miałem za to poduszkę i wszyscy wiedzieli, że należała tylko do mnie. Mój samochód nadal miał dziurę w desce podłogowej i nadal spalał więcej oleju, niż było mnie stać. Co gorsza, żywiłem się, korzystając z happy hour food.

Każdy bar, oferujący darmowe jedzenie w zamian za kupienie dwóch piw, stawał się moim ulubionym miejscem spożywania posiłków. Jedzenie było tanie i kaloryczne. Znasz te wszystkie dowcipy na temat grubego dzieciaka w bufecie? W ciągu roku przytyłem około czternastu kilogramów.

Nie zawsze byłem pewny siebie, ale dobrze się bawiłem. Nie zrozum mnie źle, ale naprawdę miałem radochę: wspaniali przyjaciele, wspaniałe miasto, wspaniała energia, piękne dziewczyny. No dobra, w tamtym czasie piękne dziewczyny nie interesowały się moim tłustym i rosnącym tyłkiem, ale to zupełnie inna historia…

Byłem zmotywowany, aby robić to, co kocham, tyle że nie zdawałem sobie sprawy, co to mogłoby być. Sporządziłem listę różnych prac, które chciałbym wykonywać (nadal ją posiadam), problem jednak polegał na tym, że nie miałem wystarczających kwalifikacji do żadnej z nich. A rachunki musiałem płacić.

W końcu znalazłem pracę w klubie jako barman. Przynajmniej jakiś początek, choć nie mogłem tego nazwać karierą. W ciągu dnia musiałem poszukać czegoś innego.

Po około tygodniu od przyjazdu odpowiedziałem na ogłoszenie w gazecie. Szukano kogoś do sprzedawania oprogramowania komputerowego w pierwszym sklepie detalicznym z oprogramowaniem w Dallas. Ogłoszenie zamieścił urząd pracy. Firma miała płacić za samo zgłoszenie się, więc postanowiłem zaryzykować…”

Fragment pochodzi z książki „Jak grać żeby wygrać w biznesie”, której autorem jest Mark Cuban (miliarder, który rozpoczynał od sprzedawania worków na śmieci i mleka w proszku, chodząc od drzwi do drzwi).

Zobacz też koniecznie dwie pierwsze części tej historii!

Część 1 >>>
Część 2 >>>

Chcesz poznać dalsze losy tego człowieka? Przeczytaj książkę „Jak grać żeby wygrać w biznesie” i poznaj pełną opowieść o spełnieniu swoich marzeń totalnie od ZERA!

e-biznes i sprzedaż

O walce o marzenie (cz. 2)

8 maja 2017

„Kiedy ukończyłem uniwersytet w Indianie, z pewnością nie marzyłem o posadzie w banku. Chciałem dostać pracę, w której będę mógł nauczyć się czegoś więcej o komputerach, dlatego rozpocząłem pracę w Mellon Bank w Pittsburgu. Pomagałem w adaptacji systemów, czyli zmienianiu dotychczasowych instrukcji obsługi w małych bankach w zautomatyzowane systemy. Choć nie byłem w tym dobry, praca okazała się niezłą zabawą przez kilka pierwszych miesięcy, a ja pracowałem ze świetnymi ludźmi, którzy lubili spotykać się i wychodzić po pracy na piwo.

Ale mijały miesiące i podobało mi się coraz mniej. Niejednokrotnie musiałem przypominać sobie, dlaczego tam się znalazłem. Płacono mi, abym uczył się, jak działają komputery, jak funkcjonują duże firmy i jak pracują menedżerowie średniego szczebla – to było dużo lepsze niż płacenie za czesne w celu zdobycia edukacji biznesowej.

Wytrzymałem dziewięć miesięcy. W kolejnej firmie, Tronics 2000, wytrzymałem prawie osiem.

Misją Tronics było tworzenie punktów franczyzowych w branży napraw telewizyjnych. Firma miała być przedsiębiorcza i iść w kierunku koncesji napraw komputerowych (w wolnym czasie kazano mi napisać analizę możliwości rozwoju przedsiębiorstwa w tym zakresie). Jak się okazało – żadne z powyższych twierdzeń nie było prawdziwe. Ale płacono mi 1500 dolarów miesięcznie i nauczyłem się bardzo dużo.

Co się okazało? Firma sprzedała JEDNĄ franczyzę. A właściwie – ja ją sprzedałem, mimo że wciąż daleko mi było do zostania pracownikiem miesiąca zbyt dużo czasu spędzałem na dobrej zabawie kosztem pracy. Pojawianie się w pracy raz w tygodniu na kacu też nie było zbyt dobrym posunięciem z mojej strony.

Praca bywała również frustrująca. Ciągłe dzwonienie do sklepów naprawiających telewizory i niełatwe próby wytłumaczenia zalet franczyzy. Nauczyłem się, jak dzwonić w ciemno. Nauczyłem się, jak sięgać po książkę telefoniczną, wybierać numer i nie bać się tego.

W pracy miałem możliwość rozmawiania z weteranem branży telewizyjnej, Larrym Menaughiem. Larry podpisał pierwsze kontrakty usługowe. Nie rozmawialiśmy zbyt wiele o firmie lub samej branży, ale o tym, jak wykonać moją robotę. Dawał mi uczciwe i konstruktywne komentarze na temat zadań, którymi się zajmowałem. Już wtedy wiedziałem, że były właściwe, bo pochodziły od Larry’ego. Chciałbym móc cofnąć czas, by mu podziękować.

Po odejściu z pracy wystartowałem do Dallas w Teksasie w poszukiwaniu zabawy, słońca, pieniędzy i kobiet. Miałem 23 lata. Byłem bez grosza. Fiat 77, który posiadałem, miał dużą dziurę w desce podłogowej i pochłaniał olej szybciej, niż ja byłem w stanie pochłaniać piwo. Nocowałem na kawałku podłogi u przyjaciół, którzy przeprowadzili się z akademika do wieżowca zwanego Village.

Nie wiedziałem, co przyniesie przyszłość. Byłem bezrobotny. Nie miałem jakichkolwiek perspektyw, ale przecież wziąłem kilka lekcji w prawdziwym świecie biznesu, w którym zapłacono mi za „czesne”; w Dallas miałem zamiar robić to samo, dopóki sprawy nie ułożą się tak, jak należy.

Greg Schipper, do którego udałem się zaraz po przyjeździe do Dallas, najwyraźniej nie zakładał, że się wprowadzę. Nie miałem jednak wyjścia – był jedyną osobą w mieście, którą znałem.”

Fragment pochodzi z książki „Jak grać żeby wygrać w biznesie”, której autorem jest Mark Cuban (miliarder, który rozpoczynał od sprzedawania worków na śmieci i mleka w proszku, chodząc od drzwi do drzwi).

Chcesz poznać dalszą część tej historii? Już niebawem na naszym blogu 🙂

Zobacz też jej początek! Tutaj znajdziesz część pierwszą >>>

e-biznes i sprzedaż

O walce o marzenie (cz. 1)

24 kwietnia 2017

CZĘŚĆ PIERWSZA: MARZENIE

Też to robiłem. W każdy weekend przejeżdżałem obok dużych domów i zastanawiałem się, kto w nich mieszkał; czym zajmowali się ich mieszkańcy; z czego się utrzymywali; w jaki sposób zarabiali pieniądze. „Kiedyś – mówiłem sobie – też będę mieszkał w takim domu”. Czytałem książki o ludziach sukcesu. Czytałem każdy magazyn, który wpadł mi w ręce. Przekonywałem siebie, że wystarczy jeden dobry pomysł, że od jednej książki może zależeć, czy uda mi się czy nie. (Mam nadzieje, że ta książka będzie miała dla ciebie znaczenie!).

Pracowałem w miejscach, których nie lubiłem. Pracowałem w miejscach, które kochałem, choć nie miałem szansy na zrobienie w nich kariery. Pracowałem w miejscach, z których pensja ledwie wystarczała na opłacenie czynszu. Wykonywałem tyle zajęć, że moi rodzice zastanawiali się, czy kiedykolwiek zatrzymam się w jednym miejscu. O większości z tych prac nie wspominam w swoim życiorysie, ponieważ albo zajmowałem się nimi przez krótki czas, albo okazywały się na tyle głupie, że zwyczajnie się ich wstydziłem. Nie chciałbyś pisać w swoim CV o sprzedawaniu mleka w proszku lub franczyzie serwisów telewizorów, prawda?

Każdą pracę, niezależnie od tego, czy ją kochałem czy nie, próbowałem usprawiedliwiać, przekonując samego siebie, że płacono mi, abym się uczył, i że każde doświadczenie okaże się dodatkową zaletą w momencie, kiedy zdam sobie sprawę z tego, kim chcę być, gdy „dorosnę”.

Zakładałem, że jeśli kiedykolwiek „dorosnę”, będę zarządzać własnym biznesem – to właśnie powtarzałem sobie każdego dnia. W rzeczywistości miałem równie wiele wątpliwości, co pewności siebie. Żywiłem jedynie nadzieję, że pewność siebie wygra z wątpliwościami i zaowocuje czymś dobrym.

Wszyscy pragniemy wykonywać wymarzoną pracę lub prowadzić własny biznes. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Potrzebujemy pracy, która opłaci nasze rachunki, dlatego nie możemy czekać i w nieskończoność poszukiwać idealnej sytuacji. Wszystko sprowadza się do jednego pytania: jaką pracę powinieneś wykonywać, skoro nie znalazłeś jeszcze tej wymarzonej?

Nie wszystkie sytuacje są takie same, ale dla świeżo upieczonych absolwentów, dla bezrobotnych, dla osób, które nie lubią swojej pracy, odpowiedź wydaje się prosta (a przynajmniej taka wydawała mi się, gdy kończyłem szkołę średnią): kontynuacja edukacji.

Nie tędy droga. Powrót do szkoły? Nie. Zdobycie tytułu magistra zarządzania? Nie!

Większość świeżo upieczonych absolwentów spędziła ostatnie cztery lata, opłacając czesne, aby zdobyć edukację. Teraz, gdy są absolwentami, nadszedł czas, aby to im zapłacono za naukę. A co, jeśli nie jesteś świeżo upieczonym absolwentem? Zastosuj tę samą logikę.”

Fragment pochodzi z książki „Jak grać żeby wygrać w biznesie”, której autorem jest Mark Cuban (miliarder, który rozpoczynał od sprzedawania worków na śmieci i mleka w proszku, chodząc od drzwi do drzwi).

Chcesz poznać dalszą część tej historii? Już niebawem na naszym blogu 🙂