Browsing Tag

dziecko

szybkie czytanie i nauka

TROCHĘ O HIGIENIE… NAUKI

25 czerwca 2021

Teraz skupimy się na rzeczach, które budują nam całe środowisko nauki. Wielu z nas o tym zapomina, a to właśnie takie szczegóły często warunkują sukces. Dowiesz się, jak zorganizować środowisko pracy, aby w jak największym stopniu wykorzystać potencjał mózgu Twojego dziecka.

ŚRODOWISKO NAUCZANIA

Aby rozwinąć nawyk „mądrej” nauki warto jest stworzyć odpowiednie środowisko nauczania, to kluczowy krok w tym kierunku.

Otoczenie musi się relaksować i odprężać. Ma być miłe dla oka i ucha. To, co zawsze polecam moim uczniom jest słuchanie muzyki klasycznej przy uczeniu się. Łatwiej jest się nam wtedy skoncentrować, procesy myślowe zachodzą szybciej. Jeśli taka muzyka jest dla Ciebie męczarnią może spróbuj muzyki stworzonej typowo do nauki? Wiele takich utworów znajdziesz chociażby na YouTube, wykorzystują one fale alpha i pomagają osiągnąć stan wyjątkowego skupienia.

Postaraj się też (jeśli oczywiście masz możliwość) aby ściana, przy której się uczy Twoje dziecko nie była w ciemnym kolorze – spowolni to Twoje myślenie i spowoduje zły nastrój. Czerwony i żółty również nie wydają się być strzałem w dziesiątkę, pomimo że początkowo pobudzają do myślenia. W dłuższej perspektywie natomiast wywołują stres na poziomie podświadomym. Najlepsze kolory to te jasne, przyjemne dla oka – kremowy, zielony, błękitny. Postaraj się w takim klimacie utrzymać kącik do nauki.

Pozbądź się także wszelkich rozpraszaczy – komórki, drażniących zapachów czy niewygodnych ubrać. To często dekoncentruje i jest uporczywym problemem w procesie nauki. Pamiętaj, że to uczeń ma się czuć tu dobrze, więc zrób to tak, by było to zgodnie z nim – poproś go o pomoc, niech będzie kreatywny i popuści wodze fantazji.

Porządek to kolejna istotna kwestia. Często bałagan na biurko sprawia, że szukamy kilka minut zszywacza czy notesu. To bardzo dezorganizuje proces nauki. Dziecko powinno mieć przygotowane pole pracy tak, by było dostosowane do jego potrzeb. Moja córka na przykład na biurku zawsze ma otwartą książkę, w pojemniku markery, a obok czyste kartki do map myśli, dzięki czemu nie musi tego szukać w trakcie pracy.

Istotne jest, by zadbać o odpowiednią temperaturę pomieszczenia (im niższa, tym lepiej pracuje mózg) a także, by biurko i krzesło były naprawdę wygodne.

Pamiętaj o porządnym nawodnieniu – woda jest kluczowa w pracy całego organizmu, pomaga zwalczyć bóle głowy i utrzymuje cię bardziej skoncentrowanym i produktywnym. Nie zapomnij także, aby otoczenie było jasne (najlepsze światło to to, które mamy za dnia), a także odpowiednio wywietrzone – warto otworzyć okno kwadrans przed nauką i w czasie przerw.

PRZERWY

To, że robienie przerw wpływa korzystnie na efektywność nauki, potwierdzono naukowo. Nasz mózg bowiem zapamiętuje najlepiej informacje, który zdobył na samym początku i w ciągu 20 ostatnich minut nauki. Dodatkowo, stosując system z chwilą na relaks, rozwijamy pamięć długotrwałą. Gdy zatem mamy więc do nauczenia się dużej partii materiału (np. do matury czy sesji), warto pracować w trybie 30-5-30, czyli 30 minut pracy i 5 minut przerwy.

W czasie tych 5 czy 10 minut powinniśmy robić to, co nas odpręża. Zrelaksować się, włączyć ulubioną muzykę, rozciągnąć mięśnie czy otworzyć okno, przejść się po mieszkaniu, a może zadzwonić do przyjaciela. To ma być chwila dla nas, nie myślimy wtedy o nauce.

Fragment pochodzi z książki „Sekret geniusza” Ireneusza Czyżewskiego i Julii Czyżewskiej.

„Sekret geniusza” Ireneusz Czyżewski
rozwój osobisty i osiąganie celów

Studnia życzeń, czyli o umiejętności stawiania sobie celów

8 grudnia 2020

Co było w szkole? — mama kaczka w ten sposób zwracała się do Zuzi, niemal każdego dnia po powrocie z pracy.
— Nic szczególnego. No po za tym całym planowaniem.
— Planowaniem? — mama nagle zainteresowała się tematem. Zaprzestała krzątaniny po kuchni i usiadła obok córki. — Opowiesz mi o tym?
— Pani mówiła nam, że w życiu bardzo ważne jest planowanie różnych czynności. A poza tym, powiedziała coś, czego do końca nie rozumiem.
— Tak, a co to takiego?
— Pani powiedziała, że najważniejszą rzeczą w życiu jest to, aby stawiać sobie cele — tu Zuzia zrobiła przerwę i spoglądając na mamę, wykrzywiła swój żółty dziobek w grymasie niezadowolenia. — Wiesz, mamo, ja nic z tego nie rozumiem.

Studnia życzeń, czyli o umiejętności stawiania sobie celów

— To nic, skarbie. Jeśli chcesz, to spróbuję ci to wytłumaczyć po swojemu. Co ty na to?
— Wspaniale, mamo! — wykrzyknęła zadowolona Zuzia.
— No dobrze, ale najpierw powiedz mi dokładnie, co na ten temat mówiła pani nauczycielka.
— Pani powiedziała, że cele to tak jakby marzenia, tylko że zapisane na kartce papieru. Powiedziała również, że zapisanie celu jest jedną z najważniejszych czynności, jakie należy zrobić, aby zrealizować własne marzenia. Ale ja nie jestem w stanie pojąć, jakie znaczenie ma to, że zapiszę swój cel. Przecież równie dobrze mogę je wypowiedzieć, a potem zapamiętać, tak aby pozostało w mojej głowie. To nawet prostsze, no nie?
— To, co mówiła wam nauczycielka, jest naprawdę ważne i w całości się z nią zgadzam. Spróbuję ci to wyjaśnić, w prosty sposób. — Mama chwilę pomyślała, a potem zaczęła tymi słowami: — Pamiętasz bajkę o zaczarowanej studni życzeń?
Zuzia kiwnęła głową.
— W tamtej bajce małe kaczuszki odnalazły magiczną studnię. Kiedy podchodziły i wrzucały monetę, mogły wypowiedzieć swoje pragnienia, a studnia je spełniała. Jeśli sobie dobrze przypomnisz, aby znaleźć tę studnię, małe kaczuszki przemierzyły niemal cały świat wzdłuż i wszerz, a w dodatku, aby do niej dotrzeć, kierowały się specjalną mapą i wskazówkami wielkiego czarodzieja. Tak naprawdę była to tylko bajka. Nie istnieje żadna studnia życzeń znajdująca się na krańcu świata. Nie ma także żadnej mapy, która by do niej prowadziła. Nie znajdziesz również czarodzieja, który by wskazał ci do niej drogę.

Na twarzy małej kaczuszki nagle pojawił się smutek. Prawdopodobnie Zuzia wierzyła w istnie nie takiej magicznej studni spełniającej życzenia. Tymczasem mama powiedziała właśnie, że była to tylko opowiastka dla dzieci. Mama oczywiście dostrzegła zawiedzioną minkę córeczki, więc podjęła opowieść:
— Prawda, kochanie, jest taka, że takie magiczne studnie istnieją. Ale wcale nie na samym końcu świata. One znajdują się w każdym z nas. Każdy ma swoją magiczną studnię życzeń, która spełnia tylko jego życzenia. Nie trzeba mieć żadnej mapy ani nie potrzeba pomocy czarodzieja. Nie potrzeba długotrwałej wędrówki, aby ją znaleźć. Wystarczy jedynie poprosić, a ona spełni każde twoje życzenie. W dodatku nie musisz do niej niczego wrzucać. Nie potrzebujesz żadnych monet. Spełnianie marzeń jest całkowicie darmowe.
— Mamo, czy to, co mówisz, to prawda?! — Zuzia słuchała mamy jak zaczarowana.
— Oczywiście że to prawda — mama pogładziła kaczusię po skrzydełkach i po główce. — Każdy ją ma, ale nie wszyscy zdają sobie sprawę z jej istnienia. Niektórzy przeżywają całe swoje życie, nie wiedząc, że ją mają. Takie zwierzęta są zazwyczaj bardzo nieszczęśliwe.
— Czy to znaczy, że wystarczy, iż wypowiem życzenie i moja studnia je spełni? — dopytywała Zuzia.
— W sumie to tak — podjęła dalsze wyjaśnienia mama. — Już samo wypowiedzenie życzenia sprawia, że studnia zaczyna jego realizację. Jednak jej prawdziwa potęga zostaje uruchomiona dopiero wtedy, gdy zawrzesz z nią umowę. A taka umowa jest ważna dopiero wtedy, gdy zostanie zapisana na kartce papieru. Kiedy sformułowane życzenie zostanie zapisane, nic na świecie nie jest w stanie przeszkodzić twojej studni życzeń, aby je zrealizowała.
— Aha, to po to jest to całe zapisywanie celów! — wykrzyknęła nagle Zuzia. — Teraz zaczynam to wszystko rozumieć. Tylko że nasza pani mówiła jeszcze o jakichś zasadach „jak formułować nasze cele”. Ale ja niewiele z tego zapamiętałam. Czy ty, mamo, wiesz coś na ten temat?
— Oczywiście, kochanie. Każdy, kto chce realizować swoje cele, musi znać te zasady. — Mama spojrzała znacząco na swoją córkę. — Te zasady nie są trudne, ale większość zwierząt nie ma o nich pojęcia lub o nich zapomina. Wtedy formułują życzenia w sposób niewłaściwy i zamiast spełnionych marzeń dostają nędzne ochłapy lub wręcz porażki.
— Ale dlaczego studnia życzeń robi im takie psikusy? — Zuzia była zaskoczona. — To nieładnie z jej strony.
— To nie jest złośliwość studni ani jej chęć zrobienia psikusa. Ona zawsze spełnia dosłownie to, o co ją prosisz. Jeśli zapiszesz nieodpowiednie życzenie, to właśnie takie zostanie spełnione — nieodpowiednie.
— Czy wyjaśnisz mi, mamo, te zasady i podasz odpowiednie przykłady? Może wtedy lepiej to zrozumiem i zapamiętam.
— Oczywiście, córeczko. To bardzo dobry pomysł. Weź kartkę papieru i ołówek. Podyktuję cite zasady, a ty zapiszesz je sobie i zachowasz na zawsze, aby nigdy o nich nie zapomnieć.
Kaczuszka wybiegła z kuchni. Chwilkę potem rozsiadła się ponownie przy kuchennym stole, uzbrojona w ołówek i czystą kartkę papieru.
— Możemy zaczynać?
Zuzia kiwnęła łebkiem i zakwakała z uśmiechem na dziobie. — Jestem gotowa.
— Po pierwsze twój cel powinien być dokładny, tak aby studnia życzeń nie musiała zgadywać, co tak naprawdę miałaś na myśli. Jeśli na przykład napiszesz „chcę być bogata”, studnia nie będzie wiedziała, czego tak naprawdę oczekujesz. Dla jednych bycie bogatym to posiadanie własnej chatki w lesie, a dla kogoś innego cała skrzynia klejnotów nie oznacza bogactwa. Musisz być więc konkretna.
— A jeśli napiszę, że „Chciałabym mieć dwadzieścia złotych monet”, czy to będzie dobrym życzeniem.
— Tak, to jest właśnie konkretne postawienie celu. Drugą ważną cechą zapisywanych celów jest ich ścisłe określenie w czasie. Należy określić dokładnie, kiedy spodziewasz się dany cel zrealizować. Na przykład: „Za rok, to jest 20 maja 2014 roku będę posiadała dwadzieścia złotych monet”.
Z tak zapisanym życzeniem twoja studnia poradzi sobie bez trudu.
Zuzia skrupulatnie notowała każde wypowiadane przez mamę słowo. Starała się pisać jak najstaranniej, aby nie mieć problemów z późniejszym odczytaniem tych zasad. W końcu postawiła kropkę na końcu zdania, odwróciła głowę w stronę mamy i zapytała:
— Czy to już wszystko?
— Te dwie zasady są najistotniejsze, jednak nie są wystarczające. Zapisując swoje życzenie, należy być ostrożnym, aby nie wpaść w pułapkę. Otóż nasze studnie życzeń mają swoje ograniczenia. Na przykład nie istnieje dla nich słowo „NIE”. Za każdym razem, gdy spisując swój cel, ktoś użyje słowo „NIE”, jego studnia życzeń pomija je i przez to całkowicie zmienia sens życzenia. Kiedy zapiszesz: „nie będę robiła tego lub tamtego”, twoja studnia życzeń przeczyta jedynie „będę robiła to lub tamto”. W ten sposób spełnione zostaje życzenie odwrotne do zamierzonego. Tak wiele zwierząt prosi swoje studnie życzeń o to, aby nie były głodne lub aby nie były chore. A w efekcie dostają od swoich studni głód i choroby.
— Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak ważne jest odpowiednie formułowanie swoich celów. Czy słowo „NIE” to jedyna pułapka, czy też jest ich więcej?
— Są jeszcze inne, choć odrobinę mniej groźne. Innymi pułapkami są słowa „chciałabym”, „chcę”, a także „pragnę”. Studnia życzeń traktuje je dosłownie i sprawia, że nadal chcesz czy też nadal pragniesz.
— A więc zamiast „chcę mieć dwadzieścia złotych monet”, powinnam napisać „mam dwadzieścia złotych monet”, czy tak?
— Tak, córeczko. Jesteś bardzo pojętna, znacznie bardziej, niż ja byłam w twoim wieku. Szybko się uczysz.
— A co powinnam zrobić potem? — Zuzia okazała się bardzo dociekliwą słuchaczką.
— Jak to potem?
— No, jak już napiszę na kartce papieru swoje życzenie, ten swój cel, to co mam zrobić z tą kartką? Czy mam ją wrzucić do studni?
— Oczywiście że nie. Studnia, o której mówię, znajduje się wewnątrz każdego z nas i nie da się jej odnaleźć w sensie fizycznym. To znaczy, że nie da się jej zobaczyć i dotknąć. Ale można ją sobie wyobrazić. Można w tym wyobrażeniu wrzucić zapisane życzenie głęboko do jej wnętrza. Ale tak naprawdę nie jest to konieczne. Wystarczy, że życzenie zostało zapisane, a już podpisałaś kontrakt ze swoją studnią. Dla lepszego efektu warto swoje najważniejsze cele nosić przy sobie. Na przykład w kieszonce pod skrzydełkiem. A dla osiągnięcia piorunujących efektów można to zaklęcie odczytywać po kilka razy w ciągu dnia. Studnie życzeń uwielbiają słuchać zawartego w kontrakcie życzenia odczytywanego przez ich właściciela. A kiedy go słyszą, wzmagają swoje starania, aby to życzenie spełnić.
— Mamo, a co jeśli ktoś, na przykład malutka kaczuszka lub kurczaczek, nie potrafi jeszcze pisać?
— To bardzo dobre pytanie — pochwaliła mama. — Wtedy wystarczy wziąć kredki lub ołówek i narysować to, o czym się marzy. Studnia życzeń na pewno zrozumie, co jej właściciel miał na myśli. Taki rysunek jest traktowany jak spisany kontrakt i studnia życzeń na pewno spełni przedstawione na nim życzenie.
— To wspaniale! — Zuzia zarzuciła swoje malutkie skrzydełka na szyję mamy. — Wiesz, mamo, szkoda, że to nie ty jesteś naszą nauczycielką. Gdybyś to ty tłumaczyła nam lekcję na temat stawiania celów, na pewno więcej dzieci by ją zrozumiało i nauczyło się, jak ważna jest ta umiejętność. — Zuzia zamyśliła się przez chwilę, a potem zwróciła do mamy: — A czy mogę opowiedzieć o studni życzeń gąsce Tosi? Ona jest moją najlepszą przyjaciółką, a jej rodzice są bardo biedni. Zapewne nie mają pojęcia o tym, jak zapisywać życzenia do ich magicznej studni. Mam nadzieję, że ta opowieść odmieni ich życie.
— Ja też mam taką nadzieję — mama objęła Zuzię swoim długim skrzydłem. Jeszcze nigdy nie była tak dumna ze swojej córeczki. — To cudownie, że pomyślałaś o swojej koleżance, córeczko. Jesteś wspaniałą kaczuszką.
— Dzięki, mamo. Ty też jesteś wspaniała — powiedziała Zuzia, odwzajemniając uścisk.
Chwilę potem mama zabrała się za gotowanie obiadu. Zuzia nie traciła czasu. Zaraz zabrała się za spisywanie swojego pierwszego oficjalnego kontraktu z magiczną studnią życzeń. To był początek jej wielkiej przygody zwanej szczęśliwym życiem. Życiem pełnym wspaniałych przygód, zrealizowanych marzeń i niezliczonej liczby spełnionych życzeń.

Opowieść pochodzi z książki „Bajki z sukcesem w tle” Sławomira Żbikowskiego.

relacje i związki

Nie podcinaj mu skrzydeł

2 września 2020

Każde dziecko charakteryzuje się tym, że posiada niezwykle rozwiniętą wyobraźnię i tworzy własne wizje praktycznie bez ograniczeń. Nie ma jeszcze za sobą, w przeciwieństwie do dorosłego, wielu przykrych doświadczeń, krytycznych ocen wystawianych przez obcych sobie ludzi, nie rozbrzmiewają mu w uszach pseudo wskazówki typu: „Daj spokój, nie dasz rady” lub „to nie dla Ciebie”.

W takim „dziewiczym”, nie zaśmieconym negatywizmami umyśle powstają pierwsze prawdziwe marzenia, śmiałe plany na przyszłość, zamierzenia co do tego, kim będą i co osiągną. Mój syn na przykład wyobraża sobie czasem, że odkryje coś nowego i pożytecznego dla ludzkości i otrzyma za to nagrodę Nobla.

Jak reagujesz na podobne fantazje swoich dzieci? Pierwsze, co nam – dorosłym – pcha się wtedy na język, to uwagi, typu: „Coś Ty, synku, takie rzeczy osiągają jedynie jednostki wybitne, które można zliczyć na palcach jednej ręki. Nie jesteś w stanie im dorównać” lub też: „Skup się raczej na odrobieniu zadania domowego, zamiast zawracać sobie głowę takimi głupotami”. Czy tak właśnie lub podobnie postępujesz?

Mówiąc swojemu małemu marzycielowi, że jego plany to tylko bajkowe fantazje, z góry skazane w realnym życiu na niepowodzenie, zamykasz dziecku drzwi (żeby nie powiedzieć zatrzaskujesz z hukiem :-)) i odcinasz je wysokim murem od świata, który przedtem stał przed nim otworem.

Otóż jest to jeden z największych błędów, jakie popełniają rodzice. Podcinają dziecku skrzydła, zanim ono nauczy się latać. A z takim defektem młody orzeł nie wzleci już wysoko…

Jeśli chcesz, by Twoje dziecko wyrosło na człowieka, który wyznacza sobie cele, stawiając sobie przy tym poprzeczkę na tyle wysoko, by stale rozwijać się i osiągać coraz to lepsze rezultaty, zarówno w sferze materialnej, jak i duchowej, naucz się wspierać jego marzenia.

Pytaj go, jak sobie wyobraża przyszłe życie, kim chciałby być i dlaczego, co chciałby zdobyć, zobaczyć, przeżyć. Niech opowie Ci to dokładnie i ze szczegółami. I bez względu na to, jak mało prawdopodobne będą Ci się wydawać te zamierzenia, NIGDY nie mów dziecku, że nie jest w stanie tego osiągnąć. Nigdy przenigdy.

Wręcz przeciwnie. Zapewnij, że ma wszystko, co potrzeba, by zrealizować swoje marzenia. Że ma wystarczająco dużo talentu i wytrwałości. Że wierzysz głęboko, iż to wszystko, co sobie wymarzył, może się ziścić. Niech wie, że jest w stanie sięgnąć gwiazd i że ma Twoje silne wsparcie. Będzie miało wówczas świetny start na swej drodze do osiągnięcia życiowego sukcesu. Do tego, by w życiu zwyciężać, niezbędna jest odpowiednia postawa – wiara w siebie i własne możliwości. Pomóż ją dziecku zbudować.

Snując wspólnie z maluchem najrozmaitsze wizje pamiętaj jednak, by od początku tłumaczyć mu, że każde jego marzenie może się spełnić pod warunkiem, że włoży w jego urzeczywistnienie odpowiednio dużo czasu, wysiłku i zaangażowania. Że marzenie bez pracy włożonej w jego realizację jest tylko nierealną mrzonką. Zachęcaj dziecko, by ułożyło sobie „plan działania” i przystąpiło od razu do jego realizacji. Naucz je, że warto i trzeba mieć marzenia, by zamieniać je w swoje cele i stopniowo, krok po kroku, realizować.

Tu nasuwa mi się jeszcze jedna istotna uwaga – niech to będą rzeczywiście cele dziecka, a nie Twoje własne, niespełnione marzenia lub nadzieje, jakie pokładasz w swoim potomku. Twoje dziecko nie jest Tobą, lecz zupełnie odrębną jednostką, która ma prawo mieć inny pomysł na życie. Jeśli pozwolisz mu mieć własne wizje tego, co chciałoby w życiu robić i kim chciałoby być, będzie z pasją i entuzjazmem angażowało się w ich urzeczywistnienie. W przeciwnym razie skażesz siebie i jego na nie kończące się pasmo frustracji, konfliktów, a w końcu – na porażkę i rozczarowanie.

Zatem – pozwólmy dzieciom marzyć i wspierajmy w realizacji ich własnych celów. O celach będzie nieco szerzej w jednym z kolejnych rozdziałów.

Fragment pochodzi z książki „ABC Mądrego Rodzica: Droga do Sukcesu” Jolanty Gajdy.

relacje i związki

Jak się komunikować z dzieckiem?

16 września 2019

Komunikacja to znacznie więcej niż słowa, które wypowiadamy. Badania wykazują, że 55% treści komunikatu jest przekazywane językiem naszego ciała – postawą, gestami i kontaktem wzrokowym, 38% tonem głosu i tylko 7% słowami, które dobieramy w celu sformułowania komunikatu. Jak z tego widać, aż 93% informacji przekazywanych jest niewerbalnie! Często nie jesteśmy tego faktu świadomi, ale warto o tym pamiętać, podejmując z kimkolwiek dialog, a szczególnie z tak ważną dla nas osobą, jaką jest dziecko.

Dziecko ma zdumiewającą zdolność odczytywania tego, co chcesz powiedzieć, zanim wypowiesz jakiekolwiek słowo. Patrząc na Twoją twarz, pozna po minie, że jesteś zdenerwowany i masz ochotę dać mu burę. Z postawy Twojego ciała domyśli się, czy podzielasz jego radość i entuzjazm, czy też sprawa jest Ci całkiem obojętna. Słysząc ton Twojego głosu, będzie wiedziało, czy mówisz poważnie, czy też tylko drwisz.

Dobry kontakt z maluchem powstaje wtedy, gdy nie tylko słowami, ale i zachowaniem pokazujesz, że doceniasz znaczenie tego, co on przeżywa. Że szanujesz jego sposób postrzegania rzeczywistości. Można to osiągnąć poprzez dostrajanie sygnałów niewerbalnych. Cóż to jest dostrajanie się? Wyjaśnię Ci to na przykładzie. Przypomnij sobie swoją rozmowę z przyjacielem lub dobrym znajomym, z którym masz świetny kontakt. Albo jeszcze lepiej wróć wspomnieniami do sytuacji, kiedy widziałeś dwie osoby, nadające – jak to się mówi – na tych samych falach. Może było to zgodne małżeństwo, może dwie nierozłączne przyjaciółki lub dwaj zgrani kumple. Czy zwróciłeś uwagę na ich zachowanie? Pod wieloma względami zachowywali się na pewno podobnie.

Osoby, które dobrze czują się w swoim towarzystwie, podczas komunikowania się przyjmują najczęściej tę samą postawę ciała. Często ich sylwetki stanowią swoje lustrzane odbicie. Mają skłonność do podobnej gestykulacji oraz w ten sam sposób wyrażają mimiką swoje emocje i przeżycia. Nawet ich ton głosu i tempo mówienia jest zbliżone. Dopasowanie ma ogromne znaczenie w nawiązywaniu kontaktu. Daje innym poczucie, że są traktowani poważnie. Odnoszą wrażenie, że ktoś ich słucha i ceni. Dzięki temu stają się bardziej otwarci i przystępni. Bez dopasowania, nasze kontakty z innymi ograniczają się do przemawiania, wydawania poleceń albo reagowania na informacje. Nie ma wówczas klimatu do szczerej rozmowy.

Warto wykorzystać tę wiedzę w kontaktach z dzieckiem. W sferze niewerbalnej dostrajanie może się odbywać na dwóch poziomach:

1. mowa ciała

  • postawa
  • gestykulacja
  • kontakt wzrokowy
  • mimika
  • sposób poruszania się
  • dystans
  • sposób oddychania
  • poziom napięcia mięśniowego

2. sposób mówienia

  • natężenie siły głosu
  • tempo mówienia
  • wysokość tonu głosu
  • barwa głosu
  • sposób akcentowania
  • melodyka i rytm
  • częstotliwość i długość pauz

Jak to wygląda w praktyce? Rozmawiając z dzieckiem, usiądź lub stań w podobny sposób, przyjmij podobną postawę ciała, tak samo przechyl głowę, skrzyżuj ręce na piersiach czy podeprzyj się ramieniem. Zaobserwuj jego charakterystyczne gesty czy nawykowe odruchy, gdy Ci o czymś spontanicznie opowiada. Niektóre dzieci są bardziej ruchliwe, inne mniej. Niektóre wykonują szerokie, płynne gesty, inne drobne i urywane. Dopasuj się do schematów ruchowych dziecka i włącz je niepostrzeżenie w repertuar własnych zachowań.

Musisz to robić subtelnie, z wyczuciem, aby nie zostało to zauważone i odebrane jako przedrzeźnianie. Zadbaj też o to, byście znajdowali się na tych samych poziomach. Gdy dziecko siedzi, a rodzic stoi, dziecko może czuć się zdominowane. Może czuć na sobie presję podporządkowania się. Przykucnij lub usiądź obok malucha tak, by patrzeć mu w oczy. Będziesz blisko – tak jak lubi i nie będziesz tak nad nim górować. Dzięki temu łatwiej złapiecie kontakt. Jeśli dziecko chodzi w tę i z powrotem, to na pewno nie poprawisz relacji, rozsiadając się wygodnie w fotelu w drugim końcu pokoju. Unikniesz niepotrzebnego dystansu, jeśli wstaniesz, położysz mu rękę na ramieniu i będziesz rozmawiał z dzieckiem z tego samego poziomu. Podobnie dostrajaj się do mimiki dziecka. Zauważ, jakie robi miny, gdy się z czegoś cieszy, czegoś obawia, gdy jest rozczarowane czy smutne. Ręczę, że z jego twarzy można wszystko wyczytać, gdyż dziecięca buzia jest bardzo wyrazista. Poobserwuj trochę swoją pociechę. Spójrz, jak unosi brwi, wytrzeszcza oczy lub nimi wywraca, zaciska usta, robi różne grymasy. Spróbuj dostroić się do jego uczuć poprzez zbliżone miny. Jeśli tego nigdy nie robiłeś, być może wydaje Ci się to teraz niemożliwe lub śmieszne. Jednak zapewniam Cię, że to działa. Sama często stosuję lustrzane odbicie wyrazu twarzy dziecka, lub robię taką minę, jaką zazwyczaj widuję w określonej sytuacji u syna czy córki. Czasem służy to okazaniu poszanowania dla jego/jej uczuć, a czasem rozładowaniu napięcia czy podzieleniu entuzjazmu.

Bywa, że delikatnie (ale celowo) przerysowuję grymas dziecka  i kończy się to wszystko niepohamowanym wybuchem śmiechu u nas obojga. Twarz dziecka jest niczym otwarta księga, ujawniająca bez ogródek jego wnętrze. Jeśli rodzic zachowuje kamienną twarz pokerzysty i nigdy nie zdradza swoich uczuć, to konfrontacja tych dwóch światów nie będzie udana. Oczywiście, starając się odzwierciedlać mimikę, musisz zachować złoty środek. Pewne miny trudno Ci będzie podrobić, więc nie rób nic na siłę, wbrew sobie. W każdym bądź razie lepiej jest dopasować się choćby częściowo, niż wcale. Bardzo skutecznym sposobem nawiązania kontaktu jest również dopasowanie się do tonacji, tempa i rytmu głosu Twojego dziecka.

Poobserwuj trochę – w pełni świadomie – jak mówi, jak często stosuje pauzy, jaką ma barwę głosu. Kiedy dostrzeżesz wzorzec, możesz dopasować do niego własną mowę. Odpowiadając dziecku, mów tym samym tonem i w tym samym tempie. Pamiętasz być może taką sytuację w pracy, czy na jakimś spotkaniu towarzyskim, kiedy byłeś czymś podekscytowany i Twoje myśli pędziły z zawrotną szybkością, a Twój rozmówca nie nadążał za nimi i zachowywał się w Twoich oczach flegmatycznie i zupełnie bez ikry… Stwierdziłeś w duchu, że nie macie ze sobą zbyt wiele wspólnego. Podobnie czuje się Twoje dziecko, gdy rozentuzjazmowane, gestykulując energicznie i połykając słowa, opowiada Ci o czymś namiętnie, a Ty, ze stoickim spokojem, żółwim tempem odpowiadasz: „Naapraaawdę?” Jeszcze, nie daj Boże, nie odwracasz w tym momencie głowy od ciekawego artykułu w gazecie, który właśnie czytasz… Toż to absolutna klęska komunikacyjna ?

Dopasowanie pod kątem sygnałów niewerbalnych świetnie nadaje się do rozwijania kontaktu także wtedy, gdy dziecko jest w stanie napięcia emocjonalnego, złości czy smutku. Wtedy jednak sposób postępowania jest nieco inny. Gdy dziecko jest przygnębione, nie popadaj w depresję razem z nim, ani też nie staraj się go natychmiast na siłę rozweselić. Dostosuj się najpierw do jego niskiego poziomu energii i smutnego wyrazu twarzy, dając tym samym wyraz akceptacji jego stanu. Zharmonizuj sie z jego uczuciami. Dopiero potem przyjmij bardziej pozytywną postawę i zacznij go wyprowadzać z przygnębienia, proponując jakąś wspólną zabawę czy wyjście. Jeśli na jego przygnębienie zareagujesz od razu radosnym okrzykiem „Nie przejmuj się!”, dziecko odbierze to jako kompletny brak zrozumienia dla jego problemu lub jako zarzut w jego kierunku, że nie jest w stanie samo poradzić sobie z trudną sytuacją.

Podobnie postępuj wtedy, gdy dziecko się złości i podnosi przy tym głos. Nie reaguj na to od razu stoickim spokojem, ale też nie krzycz, by nie doszło do eskalacji agresji i innych negatywnych uczuć. Harmonizuj się z jego gniewem na trochę niższym poziomie. Wypośrodkuj ton i barwę swojego głosu, użyj umiarkowanej gestykulacji, by zbliżyć się nieco do stanu emocjonalnego dziecka, a potem stopniowo, łagodnie je wycisz. Dopasowanie do deklarowanych lub demonstrowanych przez dziecko emocji nie oznacza, że zgadzasz się z tym, co mówi, ale że rozumiesz co przeżywa. Poprzez synchronizację ze stanem dziecka, pokazujesz mu, że dostrzegasz jego stan emocjonalny i akceptujesz jego uczucia.

Gdy dziecko zauważy, że jego wewnętrzne rozterki zostały dostrzeżone i zrozumiane, najczęściej samo się lekko uspokaja i następuje spadek zdenerwowania. Wtedy możesz podjąć próbę rozwiązania problemu, który doprowadził do tej sytuacji. Kończąc temat dopasowywania się, chciałabym podkreślić, że odzwierciedlanie powinno następować stopniowo. Nie trzeba natychmiast naśladować każdego aspektu mowy ciała dziecka. Zacznij od ogólnej postawy ciała, następnie krok po kroku naśladuj stopień pochylenia głowy, skrzyżowanie kończyn, ich ruchy, gesty, natężenie głosu itp. Nie chodzi o to, by nagle zmienić swoją postawę, głos czy powtarzać mechanicznie jakieś gesty. Proces dostrajania to pewne kontinuum, gdzie zmiany wprowadzasz stopniowo. Jeśli miałeś do tej pory niezbyt dobre kontakty z dzieckiem, rób to tym bardziej delikatnie i z taktem. Każdą zmianę wprowadzaj powoli, w miarę możliwości niezauważalnie. Wybieraj te zachowania, z którymi możesz się naturalnie zharmonizować. Nie odzwierciedlaj tych, z którymi źle się czujesz lub postrzegasz jako zachowania wbrew sobie. One bowiem wywołają wrażenie sztuczności, którą Twoje dziecko natychmiast wychwyci. To z kolei udaremni wszelkie próby nawiązania bliskiego kontaktu.

Początkowo nauka owych umiejętności wydawać się może trudną, mozolną pracą. Może być uciążliwa i wywoływać dyskomfort. Jednak tak jak to bywa z wszelkimi umiejętnościami (np. z prowadzeniem samochodu czy pływaniem), praktyka czyni mistrza – z czasem zaczniesz dostrajać się automatycznie, bez udziału świadomości.

Odnalezienie sposobów harmonizowania się z dzieckiem niweluje różnice i w ten sposób tworzy wspólny grunt, który może stanowić podstawę dobrej relacji. Możesz dzięki temu zbliżyć się do świata dziecka, poznać jego stan umysłu i zrozumieć emocje. Kolejne zagadnienie związane z komunikacją niewerbalną, to zachowanie spójności. Jak już wiesz, komunikujesz się słowami, brzmieniem głosu i ciałem. Przekazujesz pewne informacje nawet wtedy, gdy nic nie mówisz lub pozostajesz w bezruchu. Niezwykle ważne jest to, by wszystkie Twoje werbalne i pozawerbalne
zachowania były spójne. Dlatego warto, byś był świadomy swojej mowy ciała. Jeśli dziecko patrzy na Ciebie, widzi, że coś jest nie tak i pyta, co się stało, a Ty odpowiadasz wymijająco „Nic, kochanie”, dajesz mu sprzeczne komunikaty. Z jednej strony widzi, że jesteś czymś zdenerwowany, a z drugiej słyszy od Ciebie, że nie ma powodu do niepokoju. To powoduje, że dziecko jest sfrustrowane, nie wie, gdzie leży prawda, dochodzi do niego, że chyba nie zawsze może wierzyć Twoim słowom. Jeśli chcesz zachować autorytet i wiarygodność, mów o tym co czujesz i nie próbuj ukryć emocji, które i tak ujawniają się poprzez mowę Twojego ciała.

A teraz wyobraź sobie inną sytuację. Dziecko Ci z zapałem o czymś opowiada, a Ty niby je słuchasz, ale zerkasz przy tym co chwilę ukradkiem na zegarek, potakujesz nerwowo głową, odpowiadasz na jego pytania niecierpliwie i pospiesznie. Nie sądź, że je oszukasz. Ono wyczuje, że tak naprawdę wcale go uważnie nie słuchasz i ma wątpliwości, czy w ogóle masz ochotę z nim rozmawiać. Lepiej w takiej sytuacji poinformować je, że w tym momencie spieszysz się na ważne spotkanie, ale jak wrócisz, to chętnie posłuchasz tego, co Ci chce opowiedzieć.

ABC Mądrego Rodzica: Droga do sukcesuPodobnie bądź świadomy mowy ciała swojego dziecka i ewentualnych niespójności między sygnałami werbalnymi i niewerbalnymi. Gdy widząc smutną minę pytasz, czy wszystko w porządku i słyszysz odpowiedź twierdzącą, nie daj się zwieść czy zbyć. Możesz w ten sposób stracić okazję do poznania kłopotów, z jakimi boryka się maluch. Powiedz raczej: „Wyglądasz na bardzo zmartwionego, jakby przytrafiło Ci się coś przykrego”. W tym momencie dziecko powinno sie otworzyć, a nawet jeśli nie – nie naciskaj więcej, bo może to przynieść odwrotny skutek do zamierzonego. Wystarczy, by dziecko wiedziało, że dostrzegasz jego uczucia i je akceptujesz. Widząc Twoje zainteresowanie i mając do Ciebie zaufanie, otworzy się samo prędzej czy później. Reasumując – Twój ton głosu i mimika odzwierciedlają nastawienie emocjonalne, jakie żywisz do dziecka. Postawa ciała, kontakt wzrokowy, drobne gesty – pokazują Twoje zaangażowanie, zainteresowanie, zrozumienie, chęć kontynuowania relacji. Będąc świadomy swoich własnych emocji i formułowanych wypowiedzi, unikniesz dysonansu między tym, co komunikujesz słowami, a tym co przekazujesz niewerbalnie. I wreszcie – odbieraj sygnały niewerbalne wysyłane przez dziecko, bo one często powiedzą Ci więcej niż to, co wynika z samych słów malucha.

Fragment pochodzi z książki „ABC Mądrego Rodzica. Droga do sukcesu” Jolanty Gajdy.

Chcesz przeczytać dodatkowy fragment tej publikacji? Zapraszamy tutaj >>>

 

UWAGA! Napoleon Hill ZA DARMO!

Brakuje Ci celu w życiu?

 

Zdobądź ZA DARMO legendarnego ebooka Napoleona Hilla „Prawa Sukcesu” Superumysł oraz Określony Cel Główny.

Prawo Sukcesu

  • Wreszcie skupisz się na tym, czego naprawdę pragniesz.
  • Dowiesz się, na czym w rzeczywistości polega PLANOWANIE i jaką ma moc w realizacji Twoich celów.
  • Poznasz 4-stopniową formułę, która pozwoli Ci zająć się w życiu tym, co przynosi Ci najwięcej satysfakcji i zysków

Pobieram ebooka!

inne

W wakacje odrób pracę: telewizja i komputer

14 sierpnia 2013

W wakacje odrób pracę

Gdy obserwujemy dzieci wokół siebie, zarówno te młodsze, jak i starsze, większości z nas nasuwa się jeden smutny wniosek: obecny styl życia „małolatów” je ogłupia. Tak – nie bójmy się użyć tego słowa.

Spędzają oni ogromną część życia na kanapie, oglądając komedie sytuacyjne (gdzie nie trzeba się nawet zastanawiać, który moment jest śmieszny, bo gromki śmiech w tle filmu podpowiada widzom, kiedy się śmiać :-)). Lub też śledzą z zapartym tchem akcje w filmach, gdzie przemoc jest tak sugestywna, że wywołuje w dziecku lęk lub agresję. Zarówno jedne filmy, jak i drugie nie wymagają większego wysiłku intelektualnego, bo pozbawione są istotnych szczegółów i treści, nie sugerują żadnych wniosków, nie zawierają żadnych ukrytych podtekstów, a niemal każdy konflikt pojawiający się w sztampowych scenariuszach pozostaje natychmiast rozwiązany.

Continue Reading…