Browsing Tag

marzenia

rozwój osobisty i osiąganie celów

FILM W TWOJEJ GŁOWIE

30 lipca 2020

Kiedy ostatnio byłeś w kinie na bardzo słabym filmie? Czy nie czułeś się oszukany? Z pewnością pomyślałeś, że zmarnowałeś swoje pieniądze i czas. Może powiedziałeś, że już nigdy nie pójdziesz na taki seans do kina. Zapragnąłeś obejrzeć coś naprawdę wartościowego?

Dzięki poprzednim ćwiczeniom zauważyłeś, że często budujesz w swojej głowie historie. Zadaj sobie teraz pytanie, jakie filmy chcesz oglądać w swojej wyobraźni.

Przypomnij sobie swój ulubiony. Co ci się w nim podobało? Jak była prowadzona fabuła? Kim byli bohaterowie i co robili? Jak czułeś się w trakcie oglądania i po seansie?

CO DZIŚ GRAJĄ? POZNAJ SWÓJ REPERTUAR

Przyjrzyj się, jakie mentalne filmy tworzysz w swojej głowie. Zacznij obserwować, kim jesteś w tych filmach. Kim są osoby wokół ciebie? Jak wyglądacie? Jakie role gracie?

Gdzie się znajdujecie i co robicie?

Może w zupełności identyfikujesz się z bohaterami? Wierzysz w swoją postać. Mówisz do innych i obserwujesz ich reakcje, nawet nie wiedząc, że sam jesteś twórcą całej sceny. Czy to nie szaleństwo?

W jakich sytuacjach najczęściej tworzysz mentalne filmy? Stałeś się już ich świadomy, bo wykonałeś ćwiczenia z rozdziału piątego.

Przypomnij sobie, jakie historie budujesz przed ważnym spotkaniem lub egzaminem. Czy automatycznie widzisz, jak wszystko idzie po twojej myśli i pod koniec dnia już nie możesz doczekać się, aż zasiądziesz do pisania? A może nie śpisz całą noc, nieustannie zamartwiając się pytaniami, na które, jak już podejrzewasz, nie znasz odpowiedzi?

Zauważ, jaki to ma wpływ na całe twoje ciało. Brian Tracy, opowiadając o różnicy między wygranymi i przegranymi, często powtarza, że wygrani tworzą w swojej głowie wizje zwycięstwa, a przegrani wizje klęski. Byron Katie mówi, że jakiekolwiek uczucia pojawiają się w twoim ciele, są wynikiem fałszywego postrzegania otaczającej rzeczywistości. Nie chodzi zatem tylko o to, aby myśleć pozytywnie na każdy temat bez względu na to, co tak naprawdę, gdzieś w głębi, o tym sądzimy. To, co jest istotne, to zdanie sobie sprawy (i jak widzisz, nie namawiam cię do walki ze swoimi przekonaniami), że sami kreujemy rzeczywistość. To, co czujemy, jest zawsze wynikiem naszych myśli.

Doszukaj się w swoim życiu momentów, w których mentalne filmy pomogły lub przeszkodziły ci w działaniu. Mocne oddziaływanie tych filmów można zauważyć w stosunkach międzyludzkich.

Ludzie układają sobie wizję całego życia w wyobraźni. Tworzą przyszłość i przeszłość w odniesieniu do danej osoby. Budują dokładne sceny, jak może być lub co powinno się wydarzyć. Nie jest to do końca złe, dopóki ten ktoś nie straci przez to kontaktu z rzeczywistością, a mentalne filmy nie staną się ważniejsze od prawdziwego życia. Wtedy jest to sen na jawie. A nikt nie chce przespać całego życia, prawda?

Zbadajmy, co się dzieje, gdy na przykład mężczyzna chce podejść, by zagadać do nieznajomej kobiety. W jego głowie może powstać kilka mentalnych filmów o tym, co się stanie.

Jedna z jego wersji może przedstawiać wizję sukcesu: nawiąże uroczy kontakt, a następnie miło spędzi czas, a nawet zbuduje razem z wybranką poważny związek. Drugi mentalny film może mieć zupełnie inny charakter. Będzie ukazywał odrzucenie przez drugą osobę oraz upokorzenie, jakie się z tym wiąże.

Takie projekcje często powstają instynktownie, powodując negatywne emocje i wpływając na działanie. Oczywiście gdy w głowie danej osoby powstanie obraz klęski i poniżenia, da to bolesne reakcje. Jest więc mało prawdopodobne, żeby ktoś w takim stanie podjął właściwe działanie.

Jeśli jednak powstanie obraz sukcesu, radości i szczęścia, dana osoba z pewnością podejdzie, by zagadać.

Możesz powiedzieć: „W porządku, ale to wcale nie gwarantuje, że nie zostanę odrzucony. Co wtedy? Jak się będę czuł?”.

I znów tworzysz negatywne obrazy tego, jak będziesz się czuł. Dlaczego tak bardzo się tego boisz, skoro zdążyłeś to przeżyć już kilka razy w swojej głowie?

Czy widzisz teraz, ile bólu sam sobie przysparzasz? Pomyśl, o ile byłbyś szczęśliwszym człowiekiem, pozbywając się tego nieustannego zadawania ran i skrępowania. Uwierz, nie jesteś w stanie przeżyć tylu bolesnych sytuacji, ile tworzysz w głowie każdego dnia. Popatrz na swoje życie tak, jak ono naprawdę wygląda. Jest piękne, czyż nie?

Oczywiście to był najprostszy przykład. Może również być tak, że w głowie powstaną dwa odmienne filmy. Jeden będzie prezentował sukces, a drugi porażkę. W takim wypadku podjęcie decyzji będzie się wiązało z tym, który będzie powodował większe emocje. Jeśli nie jesteś tego świadom i nie potrafisz zapanować nad swoimi wizualizacjami, prawdopodobnie przychylisz się raczej w kierunku tych złych emocji, bo to one w jakiś sposób górują w niedoświadczonym umyśle. Na szczęście już posiadłeś tę wiedzę i bez wątpienia nie jesteś już niedoświadczony. Teraz musisz tylko praktykować i rozwijać się.

Na ten moment zapoznaj się ze swoim repertuarem.

Uzmysłów sobie swoje mentalne filmy z przeszłości i ich wpływ na twoje życie. Zdaj sobie sprawę, czy w nie wierzyłeś. Może miałeś w nich momenty, gdy zbudowałeś w swojej głowie pewien obraz zdarzenia, które miało nastąpić, a okazało się, że było zupełnie inaczej — nie taki diabeł straszny, jak go malują. Podobnie mogło być z sytuacją z przeszłości. Być może ją koloryzowałeś lub wręcz przeciwnie — demonizowałeś zaszłe zdarzenia.

Zajrzyj w głąb siebie. Świadomość tych procesów da ci wielką moc i doświadczenie, które na pewno przyda się w życiu.

Popatrz na mentalne filmy, jakie budują inne osoby. Może twoi bliscy kiedyś zaczęli opowiadać jakąś historię. W jaki sposób przedstawiali pewne sceny? Na czym się skupiali? Które zmysły były dominujące oraz jakie emocje pojawiały się w ich opowieściach?

Nigdy wcześniej się temu nie przyglądałeś? Teraz możesz łatwo rozpoznać u każdej napotkanej osoby, jakie emocje i zmysły u niej dominują. Już wiesz, jak do niej mówić, jakich słów używać, aby w pełni cię zrozumiała.

Mała rzecz, a naprawdę ułatwia kontakty z ludźmi. Po raz kolejny zachęcam cię do badania zawartych w tej książce ćwiczeń właśnie pod tym kątem — jak mogą ułatwić ci codzienne życie? Bo o to chodzi. Pamiętaj: nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku.

CZAS NA FILM

Jakie filmy lubisz oglądać? Z jakiego gatunku? Co się w nich dzieje? Jak toczy się akcja? Czy jest dużo efektów specjalnych? Zacznij zastanawiać się nad muzyką, ruchem kamery, grą aktorów. Pomyśl o początku i o zakończeniu.

Przypomnij sobie pięć ulubionych filmów. Jeśli masz czas, to obejrzyj je jeszcze raz, tym razem z wielką uwagą i zastosowaniem wskazówek tu podanych. Zauważ jak najwięcej szczegółów. Teraz na pewno jesteś lepszym obserwatorem rzeczywistości.

Ćwiczenie rozgrzewające wyobraźnię przed tworzeniem mentalnych filmów

Po obejrzeniu swojego ulubionego filmu połóż się lub przyjmij inną wygodną pozycję. Zamknij oczy i zrelaksuj się.

Wyobraź sobie, że oglądasz swój film. Po prostu włącz go. Możesz wyobrazić sobie, że siedzisz w kinie, a twój film wyświetlany jest na wielkim ekranie. Oczywiście możesz również wyobrazić sobie, że nie tylko oglądasz film, ale w nim grasz.

Żeby lepiej przypomnieć sobie fabułę, postaraj się poczuć emocje, jakich doznawałeś w trakcie oglądania.

Nie przejmuj się, że niektóre sceny pojawiają się w złej kolejności. Wyjdź z założenia, że nie chcesz obejrzeć dokładnie tej samej produkcji, tylko film, który został zarejestrowany przez twój mózg przy pomocy twoich zmysłów.

Jeśli chcesz, możesz również stać się narratorem filmu lub osobą, która opisuje dane sceny. Wyobraź sobie, że opowiadasz o wszystkich scenach swojemu przyjacielowi lub komuś bliskiemu.

Pamiętaj również, że możesz w czasie wizualizacji swojego filmu wykorzystywać wszystkie zmysły, nawet węch i smak. Nic cię nie ogranicza, a więc pozwól ponieść się fantazji. Niech każda scena będzie przesycona kolorami, dźwiękami, dynamiką, zapachami, smakami oraz głębią.

Zacznij zwalniać i przyspieszać poszczególne sceny.

Rób to nawet kilka razy. Jednak postaraj się działać według praw, jakie rządziły w filmie.

Dzięki temu ćwiczeniu dowiesz się bardzo wiele o swoim sposobie postrzegania.

Jeszcze raz określ wszystkie swoje preferencje. Na moment stań się wielkim krytykiem filmowym. Oceń swoje filmy pod każdym względem. Pamiętaj o szczegółach. Zwróć uwagę na efekty audiowizualne. Możesz każdy aspekt oceniać w skali od jednego do dziesięciu.

W skrócie:
1. Obejrzyj swój ulubiony film.
2. Zrelaksuj się.
3. Zacznij wizualizować cały film.
4. Pamiętaj o:

  •  wizji,
  •  dźwięku,
  •  efektach specjalnych,
  •  dynamice,
  •  bohaterach,
  •  fabule,
  •  głębi,
  •  innych zmysłach — smaku, dotyku i zapachu.

5. Na końcu oceń jakość swojej wizualizacji.
6. Pomyśl, co byś zrobił lepiej, jakie sceny byś ominął.

Równie dobrze możesz stworzyć film na podstawie ulubionej książki. Tym razem wykreuj wszystko samodzielnie, korzystając z danej fabuły. To ćwiczenie oczywiście będzie wymagało od ciebie większej kreatywności, ponieważ nie będziesz kopiował scen, tylko fabułę.

Dla zachęcenia powiem, że w trakcie czytania instynktownie tworzyłeś już scenerie, w jakich miała miejsce akcja. Twój umysł musiał to robić, żeby zrozumieć czytaną treść. Tworzył postaci i krajobrazy, nadawał ton głosu postaciom. Teraz wystarczy rozwinąć te projekcje — dodać do nich więcej szczegółów. Sprawić, by były bardziej wyraziste.

Otwórz swoją głowę, stań się bardziej spontaniczny. Dodaj emocje. Pamiętaj o ciągłej uwadze.

KURS TWORZENIA WŁASNYCH MENTALNYCH FILMÓW

Teraz, gdy masz już jakieś doświadczenie, jeśli chodzi o projekcje filmów, stwórz własną mentalną produkcję.

Zaplanuj ją dokładnie. Pomyśl o szczegółach. Wykorzystaj wiedzę zdobytą w poprzednim ćwiczeniu.

Możesz być głównym aktorem. Film będzie wtedy przedstawiał na przykład historię twojego życia. Twoje wzloty i upadki. Dzięki temu, że będziesz widział w swojej wyobraźni oba te elementy, będziesz mógł też lepiej zrozumieć znaczenie tych zdarzeń. Co zmieniły w twoim życiu? Jakie były ich bezpośrednie, a co ważniejsze, pośrednie efekty (możesz je zobaczyć dopiero teraz, kiedy minęło trochę czasu)?

Określ zawczasu, kim chcesz być na końcu tego filmu. Równie dobrze możesz być tylko narratorem opowieści.

Jeśli masz ochotę, opowiedz jakąkolwiek historię w swojej głowie, a później zdaj się na to, co się pojawi.

Dobrze jest określić początek i koniec. Na przykład: film będzie opowiadał o biednym chłopcu, a w zakończeniu będziesz widział pewnego siebie, rosłego mężczyznę, który wiele w życiu osiągnął.

Brakuje Ci celu w życiu?

Zdobądź ZA DARMO legendarnego ebooka Napoleona Hilla „Prawa Sukcesu” Superumysł oraz Określony Cel Główny.

Prawo Sukcesu

  • Wreszcie skupisz się na tym, czego naprawdę pragniesz.
  • Dowiesz się, na czym w rzeczywistości polega PLANOWANIE i jaką ma moc w realizacji Twoich celów.
  • Poznasz 4-stopniową formułę, która pozwoli Ci zająć się w życiu tym, co przynosi Ci najwięcej satysfakcji i zysków

Pobieram ebooka!

Jeśli jesteś trenerem lub nauczycielem, stwórz w swojej głowie prezentację jakiegoś tematu. Nie ograniczaj się, dorzuć do niej jakieś efekty specjalne. Zrób ją w jakimś dziwnym miejscu. Dołóż do niej wszystkie zmysły. Zaskocz odbiorców. Stwórz fascynującą prezentację pełną rozmachu.

W skrócie:
1. Pomyśl, o czym chcesz stworzyć mentalny film.
2. Zidentyfikuj emocje, które mają ci towarzyszyć.
3. Jeśli chcesz, określ dokładnie fabułę.
4. Przyjmij wygodną pozycję, zrelaksuj się i zamknij oczy.
5. Zacznij tworzyć swój film.
6. Wciel się w różne role: reżysera, aktora, scenarzysty, operatora.
7. Wykorzystaj wszystkie zmysły.
8. Pamiętaj o obserwacji ciała.
9. Zakończ film.
10. Podsumuj ćwiczenie.

Rozwinięciem tego ćwiczenia jest stworzenie mentalnego filmu na jakiś konkretny temat. Na przykład stwórz produkcję o jakimś swoim idolu lub o postaciach takich jak da Vinci, Edison. Stań się Albertem, który jest o krok od teorii względności, lub Napoleonem dowodzącym wojskami.

Poszukaj również inspiracji dookoła siebie. Pomyśl, czy można stworzyć jakiś film o prostych rzeczach.

Doszukaj się nowych możliwości. Przecież nie musisz robić takich samych filmów. Stwórz coś wyjątkowego, coś futurystycznego, coś dziwnego. Zauważ, że nic cię to nie kosztuje, możesz zrobić, cokolwiek tylko zechcesz.

ZDOBĄDŹ DWANAŚCIE OSCARÓW

Mam nadzieję, że już masz za sobą wyreżyserowanie pierwszego mentalnego filmu.

Ze zdobytą wiedzą oraz umiejętnościami nie będzie ci trudno stworzyć naprawdę wyjątkową produkcję w swojej wyobraźni. Najlepiej jeśli będzie ona w tobie wywoływała bardzo pozytywne emocje oraz motywowała do działania.

Zatroszcz się o swój mentalny film pod każdym względem. Dbając o obraz w głowie, dbasz o swój rozwój i całą otaczającą cię rzeczywistość. Niech będzie żywy. Dodaj do niego poruszającą ścieżkę dźwiękową. Zadbaj o głębię i zapach. Skorzystaj z wszelkich wniosków, jakie nasunęły ci się poprzednio i jakie nasuwają ci się w trakcie pracy nad filmem.

Możesz zacząć od stworzenia wstępnego planu, określenia, jaki charakter ma mieć film. Oceń każdy pomysł pod wieloma aspektami. Stań się marzycielem, krytykiem oraz wykonawcą w jednym.

Pamiętaj o zachowaniu spójności. Niech twój mentalny film nabierze znaczenia. Wypełnij go wartościami, które wyznajesz. Dodaj do niego uczucia, które są ci najbliższe.

Możesz być głównym bohaterem i równocześnie narratorem, lub opowiadać historię całkowicie z boku.

TWOJA NIEKOŃCZĄCA SIĘ OPOWIEŚĆ

Czy zastanawiasz się, po co tworzyć takie filmy? Wykorzystaj to pytanie, tak jak powinieneś wykorzystać każde, które pojawia się w twoim umyśle. Znajdź na nie odpowiedź, ale nie poprzestawaj na jednej. Sam szukaj rozwiązań.

W zasadzie już na początku tego rozdziału podałem kilka przyczyn.

Najbardziej praktyczny powód zawiera się w wykorzystywaniu swojej wyobraźni w jak najbardziej kreatywny sposób. Twoje mentalne filmy mogą być użyte na przykład przed jakimś ważnym wydarzeniem. Zamiast wpadać w panikę, myśląc o tym, jak źle może się coś potoczyć, wykreuj bardzo klarowny film o tym, co możesz zrobić dobrze i co może się udać. Nie chodzi tu o bezmyślne fantazjowanie.

niewyobrazalnyPo raz setny powtórzę: zachowaj świadomość i obserwuj wpływ, jaki mają dane obrazy na twoje ciało i umysł.

Liczy się świadomy wybór. Nie walcz z negatywnymi wizjami, zauważ je, bardzo dokładnie zbadaj. Na pewno niosą wiele wartościowych informacji. Powiedzą ci, czy tak naprawdę jesteś przygotowany do danego wydarzenia, wskażą ci twoje nawyki.

Gdy zdobędziesz te informacje, odtwórz inny film w swojej głowie. Tym razem w wersji, gdzie przedstawisz sytuację, która powinna się wydarzyć.

Niech będzie to od razu kilka wersji. Eksperymentuj. Zadawaj sobie pytania. Zachowaj świadomość. Wiedz o tym, że to ty tworzysz te wizualizacje. One jeszcze się nie wydarzyły, a to, czy tak się stanie, zależy w głównej mierze od ciebie.

W skrócie:
1. Twórz tylko pozytywne scenariusze swojego życia.
2. Odtwórz w głowie ulubiony film lub książkę.
3. Wykreuj swój własny film.
4. Wspomagaj się w trudnych chwilach pozytywnymi filmami w twojej głowie.

Fragment pochodzi z książki „Niewyobrażalny potencjał”, której autorem jest Dawid Gut.

rozwój osobisty i osiąganie celów

Nieprawdziwe życie: Pułapka myślenia „innych ludzi”

28 listopada 2019

Problemem nie jest kształcenie ludzi. Problemem jest fakt, że są oni kształceni jedynie na tyle, aby mogli uwierzyć, że zostali nauczeni, ale niedostatecznie, aby kwestionować to, czego ich nauczono.
~Autor nieznany

KURS JEST GÓWNO WARTY…

SKRYPT nie jest instrukcją zawierającą zasady i reguły rozdawaną w szkole czy też mapą dopiętą do Twojego dyplomu z uniwersytetu. Nie jest czymś, co można zobaczyć czy dotknąć, ale istnieje. Jego wszechobecny — jak powietrze, którym oddychasz.

Moja opowieść o podróży do centrum miasta, w której występuje horda zasilonych kofeiną zombie, uwidacznia typowy los człowieka Pierwszego Świata, niezależnie od kraju czy kultury. Zmuszasz się do pobudki, następnie gramolisz się z łóżka, jedziesz samochodem, pociągiem czy idziesz pieszo do pracy, i tak przez kolejne 50 lat. Jak zdarta płyta, grająca w kółko ten sam kawałek, dzisiejszy dzień odgrywany jest identycznie jak wczorajszy. W rezultacie wypłatą Twojego życia jest weekend, podczas którego dają o sobie znać odkładane przez cały tydzień, zaległe sprawy. Wolne, potencjalnie służące zabawie i relaksowi. Chwila wytchnienia dla Twojej duszy od ciężarów transakcji, mająca na celu odbudować utraconą energię.

Niewielu zdaje sobie sprawę, że zostaliśmy zaprogramowani do takiego istnienia — bezwolnego, nowoczesnego niewolnictwa. To jest tak, jak w systemie operacyjnym komputera. SKRYPT kieruje całym przedsięwzięciem. Oddaj mu ster życia i przyjmij wyrazy mojego współczucia. Wskaże Ci on, jak myśleć, pracować, jak się bawić, głosować, oszczędzać, inwestować, odejść na emeryturę i jak umrzeć.

W 2005 roku, podczas przemowy z racji rozdania dyplomów na uniwersytecie Stanforda, Steve Jobs powiedział: „Nie dajcie się uwięzić przez dogmat, którym jest życie zgodne z myśleniem innych”. Steve Jobs miał na myśli SKRYPT — zbiór kulturowych założeń uformowany przez „myślenie innych ludzi”, schemat prowincjonalnych przekonań i obowiązujących obyczajów.

Zapytaj sam siebie — czy to jest Twoje myślenie? Czy myślenie innych?

Idź na studia i zdobądź dyplom, niezależnie od kosztów, zapotrzebowania czy rachunku ekonomicznego. Sfinansuj swoją edukację kredytem studenckim, nie rezygnując przy tym z wyrobienia pięciu kart kredytowych, które z góry zatwierdziły banki. Skończ uczelnię z pustymi kwalifikacjami i bezużytecznym wykształceniem, zostając jednym z milionów podobnych sobie, z tym samym dyplomem. Opuść klasztor, zwany uniwersytetem, z bagażem długu — własnego, rodziców lub obydwoma. Zdobądź pracę, abyś mógł oficjalnie dołączyć do szeregów uprzywilejowanych ludzi, uprawiających prostytucję czasu, wymieniając ogromne bloki czasu z zasobów Twojego życia — pięć lub siedem dni — w zamian za małe kawałki papieru nazywane pieniędzmi. Bądź niewolnikiem całymi dniami, co zazwyczaj związane jest z powtarzaniem tych samych monotonnych czynności, abyś mógł zapłacić za swoje właśnie skończone studia, ciuchy, które nosiłeś, samochód, który prowadziłeś, i mieszkanie, którego już nie wynajmujesz. Korzystaj z kart kredytowych dla osiągnięcia wygodniejszego życia — Starbucks na śniadanie, Chipotle na lunch, a Chick-fil-A na kolację. Imprezuj do rana w klubach, kupuj kolejki drinków, starając się zrobić wrażenie na obcych ludziach i kobietach z wyższej ligi. Kupuj butelki drogiej wódki i próbuj wywrzeć na nich jeszcze większe wrażenie w pokojach dla VIP-ów. Zaciągaj dług bez ograniczeń — przecież w końcu skończyłeś studia!

Kilka lat później.

Wespnij się po drabinie korporacyjnej. Budź się, usypiaj budzik i budź się ponownie. Wejdź w schemat działania — praca, korki, powtórki seriali, sen. Powtórz to jeszcze cztery razy w tym tygodniu. Weź nadgodziny i pokaż swoim korporacyjnym włodarzom, że zrobisz wszystko, co będzie konieczne. Podlizuj się szefowi — temu w źle skrojonym garniturze i z nieświeżym oddechem. Nie cierp swojej pracy, toleruj współpracowników, ale kochaj swoją wypłatę. Dostań podwyżkę i awans. Kup fajny samochód, niezłe mieszkanie i modne ciuchy. Przeżywaj wspaniałe weekendy, ubarwione alkoholem i rozrywką, korzystając z „przepustki”. Pracuj dobrze, baw się jeszcze lepiej. Wydawaj bez hamulców — w końcu raz się żyje!

Kilka lat później.

Śledź trendy mody. Prada, Louis Vuitton, Chanel. Śledź popkulturę — LeBron, Miley, TMZ. Oglądaj popularne seriale w telewizji: Gra o tron, Breaking Bad, The Walking Dead. Śledź życie nieistniejących ludzi w sztucznie stworzonych programach telewizyjnych, pokazanych jako rzeczywistość. Czcij sportowców i celebrytów. Przyjmuj opinie sław i ich poglądy polityczne, ponieważ są sławni. Płać podatki. Płać rachunki. Płać kredyt hipoteczny, raty kredytu samochodowego, rachunek za kablówkę, czynsz do spółdzielni. Nie przestawaj powiększać kredytu — przecież ciężko pracujesz, więc należy Ci się.

Kilka lat później.

Wakacje trwają każdego roku dwa tygodnie, ale tylko za przyzwoleniem włodarzy. Kupuj najnowsze i najlepsze przedmioty. Dr. Dre wypuścił słuchawki z kasowaniem szumów, P.Diddy coś innego, a Lady Gaga jeszcze coś innego. Wydawaj dla poczucia spełnienia. Wydawaj dla poprawy samopoczucia — przynajmniej do poniedziałku lub do rachunku, jaki poniedziałkowa praca musi zapłacić. Wydawaj, aby wypełnić lukę, której nie umiesz wytłumaczyć. Poczuj się zapędzony w róg przez pracę, kredyt hipoteczny, samochód, kartę kredytową i samo istnienie. Poczuj, jak umyka Ci wolność, podczas gdy Twoja prawda łatana jest dalszym odwracaniem uwagi, powiększeniem długu i kolejnymi fikcyjnymi ucieczkami.

Kilka lat później.

Usłysz tykanie swojego zegara biologicznego. Zacznij się martwić, że nadal jesteś singlem. Umów się na randkę z koleżanką lub współpracowniczką. Zacznij randkować przez internet. Tinder, Match, eHarmony. Spotkaj swoją drugą połowę. Wejdź w związek małżeński. Wydaj fortunę na sześciogodzinną ceremonię ślubną — taką, którą będziesz spłacał przez sześć kolejnych lat.

Kontynuuj pracę. Nie przestawaj wydawać. Nadal odwracaj uwagę. Kontynuuj obawy przed nadejściem niedzielnego wieczoru. Poniedziałkowego poranka obawiaj się jeszcze bardziej. Zacznij marzyć o rzuceniu tego wszystkiego, o podróżowaniu po świecie. O budzeniu się wtedy, kiedy chcesz. Snuj marzenia o wspaniałości, o czymś, co ma wyższe znaczenie niż bezsensowność powtarzanego w koło, ciągłego płacenia rachunków. Fantazjuj na temat marzeń, które od dawna są martwe.

Kilka lat później.

Miej dzieci. Wychowuj je. Bądź odpowiedzialny. Zmień sposób, w jaki postrzegasz dług. Zacznij planować emeryturę. Idź za radą zadufanych w sobie person z telewizji — tych w pomarańczowym sweterku i postawionym kołnierzyku. Podążaj za finansowymi poradami spłukanych brokerów. Dowiedz się, jak zdobyć bogactwo, od tych, którzy nie są bogaci. Oszczędzaj 10 procent i módl się, żeby nie było krachu.

Odkładaj na edukację swojego dziecka. Pracuj ciężej i dłużej. Pozbądź się długu. Planuj budżet. Trzymaj się go. Odcinaj kupony. Zrezygnuj z kanałów filmowych. Zrezygnuj z kablówki. Przestań pić kawę ze Starbucksa. Nie chodź na lunch do Chipolte. Rób kanapki w domu. Nie chodź do kina. Nie kupuj markowych produktów. W ogóle nic nie kupuj. Przestań marzyć o sportowych samochodach, ponieważ każda złotówka musi być przekazana do Wall Street. Zgódź się na mniej, przestań się dobrze bawić, przestań żyć i zacznij umierać.

Kilka lat później.

Uwierz, że będziesz w stanie przejść na emeryturę w wieku 65 lat. Uwierz, że w ogóle będziesz jeszcze żył w wieku 65 lat. Nie przestawaj wierzyć w Wall Street. Ufaj procentowi składanemu, mając nadzieję na dziesięcioprocentowy wzrost w skali roku, mimo braku wzrostu przez całą ubiegłą dekadę. Ufaj, że gospodarka zawsze będzie miała dla Ciebie pracę. Miej wiarę w stały wzrost wartości Twojego domu. Ufaj mainstreamowym mediom, nie wątpiąc w ich obiektywizm. Ufaj koncernom farmaceutycznym. Ufaj, że żywność, którą spożywasz, jest zdrowa i wierz w piramidę żywieniową USDA5, FDA6 i jej zarząd farmaceutów. Ufaj swojemu otyłemu lekarzowi i przedstawicielom rządu.

Kilka lat później.

Domagaj się, aby twoje dzieci miały lepsze stopnie, aby mogły dostać się na dobrą uczelnię i tak samo jak Ty zdobyć dobrą pracę, aby mogły powtarzać ten sam marsz śmierci, z którego Ty nie możesz się wyrwać. Naucz swoje dzieci różnicy pomiędzy „mrzonkami” a „rzeczywistością”.

Nie przestawaj pracować. Starzej się nadal w zobojętnieniu. Powtarzaj to w koło — ustaw autopilota i cierpliwie czekaj, będąc przykutym do najgorszych możliwych partnerów — nadziei i czasu. Miej nadzieję, że giełda pomnożyła Twoje środki. Łudź się, że inflacja nie pożarła zysków. Miej nadzieję, że procent składany przyniesie zyski, obiecane przez finansowych zachwalaczy. Miej nadzieję, że Twoje pieniądze nie uległy hiperinflacji za sprawą nierozważnych polityków. Żyw nadzieję, że ubezpieczenie socjalne istnieje i że jest tam dosyć środków, aby w końcu wygrać wolny czas, którego nigdy nie miałeś, a o którym zawsze marzyłeś.

Lata później.

Poczuj żal. Wyrzuty sumienia. Twoja lista wymarzonych rzeczy do zrobienia przed śmiercią nadal jest pełna, a zasób pozostałego czasu niemal się wyczerpał. Twoje oszczędności odzwierciedlają podobny stan. Dobij do wieku emerytalnego. Uświadom sobie, że nadzieja i czas nie zapewniły obiecanego 10-procentowego zwrotu w skali roku. Opóźnij emeryturę. Opóźnij emeryturę żony. Odłóż je w czasie, aby móc dłużej pracować. Oszczędzaj więcej i żyj skromniej.

Niestety czas o nic nie dba. Ma w nosie, że miałeś obiecaną beztroską emeryturę, ponieważ zawierzyłeś sześciu dekadom funduszu indeksowego. Czasu nie obchodzi, że jesteś lata świetlne od wymarzonego rejsu dookoła świata. Nie dba o to, że pracowałeś 63 lata, wydałeś fortunę, umacniając gospodarkę, i oddałeś fortunę w podatkach. Nie obchodzi go różnica pomiędzy tym, co było obiecane, a co dostarczono.

Ponieważ czas mówi, że pora umierać…

Przed emeryturą, przed zrealizowaniem punktów z listy marzeń, przed pozbyciem się żalu…

Witamy w SKRYPCIE

Wyprodukowanym przez konwencjonalną mądrość…

Rozpowszechnionym przez zinstytucjonalizowaną indoktrynację…

I połkniętym w ślepej wierze…

Obudź się… wytwarzanym produktem jesteś Ty.

Stada tworzy się z powodów ekonomicznych — aby ostrzyc, wydoić, ubić. Dołącz do stada, a otrzymasz łatwe do przewidzenia rezultaty, które zostały dla niego z góry założone.

5 Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych.
6 Agencja Żywności i Leków (USA).

Fragment pochodzi z książki „Unscripted” MJ DeMarco.

"UNSCRIPTED" MJ DeMarco

rozwój osobisty i osiąganie celów

Współczesny MATRIX: Skrypt

25 listopada 2019

W wyniku systematycznej sprzedaży masom dobrze opakowanych kłamstw przez całe pokolenia, prawda będzie się wydawać zupełnie niedorzeczna, a ten, kto ją głosi, zostanie uznany za kompletnego szaleńca.
~Dresden James, pisarz

A co, gdybym Ci powiedział…

Że coś jest faktycznie czymś. Większość ludzi kompletnie tego nie zauważa i traktuje wewnętrzny głos jak zwykły hałas otoczenia. Inni słyszą te szepty, lecz tłumią je weekendową balangą. Reszta z nas — mowa tu o tych, którzy nie dają się łatwo zmanipulować — poddaje je rozważaniom. Szukamy ich źródła, kwestionujemy je i zadajemy pytania: „Co się, u diabła, dzieje?”.

Po raz pierwszy zauważyłem, że coś jest nie tak ze światem, kiedy zmagałem się z trudami bycia młodym przedsiębiorcą w Chicago. W tym czasie wykonywałem służalczą pracę kierowcy limuzyny, która pozwalała mi opłacić rachunki i finansować moje szalone pomysły biznesowe. Ponieważ praca ta wymagała specjalnej licencji, musiałem przystąpić w centrum miasta do specjalnego testu kwalifikacji. Na miejsce dotarłem wcześnie i mając trochę czasu do zabicia, usiadłem z kawą przy oknie kawiarni. Kiedy gapiłem się na chmary ludzi przedzierających się w drodze do pracy przez poranne poniedziałkowe korki, coś przykuło moją uwagę. Każdy poruszał się w trochę upiorny, robotyczny sposób — w otępieniu i zobojętnieniu. Wszystkie twarze, niezależnie od wieku i płci, miały wyraz pustki i zrezygnowania. Każdą z nich cechowało kamienne spojrzenie — jakby wykonywali tę czynność tysięczny raz.

Fascynował mnie ten przykład masowej żywiołowości, a ruch uliczny powoli zamieniał się w przedziwną, ruchomą mgłę. Odrębne jednostki z własnymi celami, marzeniami i aspiracjami — synowie, córki, żony i mężowie — wszystkie nagle zlały się w jednolitą, instynktownie napędzaną masę. Czy ktokolwiek w tym tłumie zadał sobie pytanie, dlaczego znajduje się na zamarzniętej ulicy o 6:30 rano?

I z jakiego powodu powtarza ten szaleńczy proceder przez kolejne cztery dni? Czy ktokolwiek z nich podążał za swoimi marzeniami, czy podążali za tym, do czego zaprogramowała ich kultura?

To nagłe spostrzeżenie uderzyło mnie i zaniepokoiło. To nie był obraz działania wolności wyboru, ale uwarunkowanego instynktu — jak pszczoły w drodze do ula lub mrówki maszerujące do mrowiska. Ubiór, czy też sugerowana nim hierarchia socjalna, nie miał tu żadnego znaczenia. Były tu trzyczęściowe garnitury, dżinsy, robocze ogrodniczki — cała horda zachowywała się, jakby była pod kontrolą jednego mistrza marionetek.

Snując swoje rozważania na temat oglądanej sceny, wiedziałem, że nigdy nie będę normalny według standardów narzuconych przez naszą kulturę. Ten dzień przypieczętował mój los przedsiębiorcy — albo tego, który w końcu odniesie sukces, albo tego, który polegnie, próbując. Całe szczęście dla mnie (i dla Ciebie), przedsiębiorczość okazała się nożycami zdolnymi przeciąć sznurki marionetek.

W hicie kinowym z 1999 roku pod tytułem Matrix Neo staje przed wyborem — połknąć niebieską pigułkę i nadal żyć w przeciętności i ignorancji lub połknąć czerwoną pigułkę i dostrzec wolną, choć niedoskonałą rzeczywistość. W tej dystopii matrix reprezentuje domyślny system operacyjny dla rodzaju ludzkiego — wirtualną rzeczywistość zmuszającą nas do machinalnego, pasożytniczego wyścigu. W stanie otumanienia i zniewolenia, maszyny karmią nasze umysły symulacją, zaprojektowaną, aby utrzymywać nas w zapomnieniu, rozproszeniu uwagi i pełni posłuszeństwa systemowi, który wyniszcza ludzkość.

Cóż…

A co, gdybym Ci powiedział, że nasz świat dręczy identyczne oszustwo? Fortel, któremu przewodzi nie sztuczna inteligencja, ale zwykła, konwencjonalna inteligencja? Podstęp niekwestionowanej, przestarzałej mądrości — zabijającego marzenia dogmatu styranizowanego zamierzchłymi tradycjami, ograniczonymi przekonaniami i kulturowym konformizmem? Oszustwo stanowiące największy przekręt cywilizowanego świata — symulację wolności i komfortu, podczas gdy jego jedynym celem jest wywołanie uzależnienia ekonomicznego i ujednolicenie ludzkości. Jest to służalczy system, w którym stajesz się narzędziem. Nie inspiracją czy aspiracją, lecz perspiracją i desperacją.

Co, gdybym Ci powiedział, że to oszustwo spenetrowało Twój umysł i zagnieździło się w nim jako domyślny system operacyjny? Autonomiczny program, rzucający cień na całe Twoje życie — od kołyski aż po grób? Od kariery po życie towarzyskie? Arogancka, niepisana księga zasad regulujących wszelkie decyzje, niezależnie od konsekwencji dla serca i duszy?

Co, gdybym Ci powiedział, że ten system operacyjny dostarczył Ci nieprawdziwe życie, które w rzeczywistości zaplanował ktoś inny? Życie, którego nie wybrałeś samodzielnie. Życie drobiazgowo zaaranżowane i zaprogramowane, abyś podążał za przewidywalną strategią przeciętności. Życie wyświęcane przez przestarzały schemat, narzucony odgórnie, usankcjonowany przez system edukacji, zatwierdzony przez media i ukryty przez rząd. Życie jedynie zmierzające do śmierci, zamiast służenia Tobie.

Co, gdybym Ci powiedział, że stałeś się nieświadomym uczestnikiem w obowiązkowej grze — pojedynczą ofiarą w masakrze marzeń — pionkiem sterowanym hierarchiczną doktryną, w której każdy człowiek musi iść na studia, zdobyć pracę, wziąć ślub, mieć dzieci, korzystać z kart kredytowych, sfinansować samochód, zaciągnąć kredyt hipoteczny, gapić się w najnowszego smartfona (pogłębiając jeszcze bardziej swoje posłuszeństwo), żyć za ułamek wypłaty, oddając jej większość Wall Street — i wszystko to podczas dalszego karmienia spragnionych Twojej krwi pasożytów, upijających się Twoją życiową energią.

Co, gdybym Ci powiedział, że wszystkie Twoje szepty, Twoja zależność i niepokój to Twoja dusza pukająca do drzwi świadomości, błagając o wysłuchanie?
Zażyj czerwoną pigułkę, przyjacielu…
Nie żyjesz zgodnie z wolną wolą — żyjesz według SKRYPTU.

Niedzielny wieczór to papierek lakmusowy dla SKRYPTOWEJ egzystencji. Jak się czujesz na myśl o nieuchronnie zbliżającym się poniedziałku? Podekscytowany czy przybity i przygnębiony?

 

Fragment pochodzi z książki „Unscripted” MJ DeMarco.

"UNSCRIPTED" MJ DeMarco

rozwój osobisty i osiąganie celów

CZY SENS ŻYCIA ZOSTAŁ SPROWADZONY DO PŁACENIA RACHUNKÓW I OCZEKIWANIA NA WEEKEND?

20 listopada 2019

Nie przyszedłeś na świat, aby niewolniczo pracować od dziewiątej do piątej, od poniedziałku do piątku, płacić rachunki, po czym umrzeć. Pomyśl — jakie uczucia będą Ci towarzyszyć, kiedy nadejdą ostatnie chwile Twojego życia? Będą to żale i wyrzuty sumienia, czy poczucie pokoju i szczęście?

Zastanów się przez chwilę i wyobraź sobie swoje przyszłe życie aż do śmierci. Bądź ze sobą szczery. Czy będzie Ci żal wszystkich rzeczy, których nie zrobiłeś? Miejsc, których nie zobaczyłeś? Czy patrząc wstecz na swoje życie, zobaczysz jedynie pracę i nic, co po niej pozostało? Jeśli reszta Twojego życia zapowiada się nieciekawie i nic nie wskazuje na to, że będzie ono warte wspomnienia w kronice rodzinnej, masz szansę to zmienić — tu i teraz.

Starsi ludzie, zbliżając się do schyłku życia, nierzadko żałują, że nie mogą za pomocą wehikułu czasu przenieść się wstecz i pogadać z samym sobą w młodości. Gdyby było to możliwe, przekazaliby młodszej wersji siebie mądrości życiowe oraz ostrzeżenia przed tym, czego później żałowali. Przemyślenia, które mogły powstać jedynie jako skutek dekad doświadczenia. Poprzez zmianę przeszłości mieliby nadzieję na zmianę tego, co przed nimi — tego, co jest ich teraźniejszością. Niestety, zazwyczaj to, co pozostaje, jest życiem dręczonym przez duchy martwych od długiego czasu marzeń.

Po sprzedaniu mojej firmy internetowej w 2007 roku i przejściu na emeryturę po trzydziestce, zamiast na starość — po sześćdziesiątce, postanowiłem dogłębnie zastanowić się nad kwestią „młodszego siebie”, ponieważ dotyczyło to zarówno życia, jak i biznesu. Gdybym mógł porozmawiać z dwudziestoletnim mną, kimś, kto wiecznie zmagał się z trudnościami — jaką wiedzą podzieliłbym się wtedy ze sobą? Jaką mądrością musiałbym dostać wtedy po twarzy? Co ujawniły moje porażki? A jak mogliby na tym skorzystać inni?

Po trzech latach rozważań sam brudnopis tej książki sprawił, że Moby Dick wygląda jak nowela. Tak — ogrom popełnionych przeze mnie błędów i nauk z nich płynących wypełniał stronę za stroną. Ale dzięki temu powstała książka zupełnie odmienna od jakiejkolwiek innej — całkowicie niezgodna ze standardowym sposobem rozumowania. Innymi słowy, nie osiągnąłem szczęścia w wyniku podążania za logiką konwencjonalnego myślenia — zdobyłem je, postępując dokładnie na odwrót.

Napisano mnóstwo książek na temat finansów, podążania przez życie oraz zakładania biznesów, ale żadna z nich nie opowiada prawdziwej historii. Zamiast tego, książki te promują bajki mające poprawić nasze samopoczucie oraz fantazje z Wall Street — gotowe szablony, uwzględniające przeciętność i porzucone marzenia. Być może czytałeś te książki i zastanawiałeś się nad tym samym co ja: Czy faktycznie istnieją multimilionerzy żyjący jak gwiazdy rocka dzięki niewolniczej pracy od poniedziałku do piątku, oszczędzający każdy grosz w dążeniu do zbilansowanego portfela funduszy wzajemnych? A pani guru od finansów z CNBC z pomarańczową twarzą i denerwującym głosem? Czy stała się ona bogata dzięki temu, co jawnie rozgłasza, czy może dzięki temu, co skrycie praktykuje? I moje ulubione pytanie: Czy i jak mogę wieść życie marzeń, sprzedając produkty Amway i jednocześnie dystansując się od moich przyjaciół i rodziny?

W procesie powstawania książki „eksperci” wydawniczy ostrzegali, że nigdy się ona nie sprzeda. Ci sami eksperci twierdzili również, że popełniam kardynalny błąd, polegający na niewciąganiu czytelników w „lejek sprzedażowy”, dzięki któremu mógłbym im sprzedać seminarium coachingowe o wartości cadillaca.

Cóż. Gówno mnie to obchodziło.

Pisałem prosto z serca. Nie dla sławy, fortuny czy jakichś egocentrycznych motywów, które mogłyby mnie katapultować do uprzywilejowanego świata guru i kanciarzy od seminariów. W roku 2011, po całorocznym maratonie, w końcu samodzielnie opublikowałem Fastlane milionera z ograniczonymi możliwościami dystrybucyjnymi i bez fanfar. Przez „brak fanfar” mam na myśli to, że nie wynająłem firmy PR, żeby sfałszowała listę bestsellerów, wdrażając z góry ustawioną strategię wejścia na rynek. Nie czerpałem korzyści z jakichkolwiek barterów z wpływowymi personami czy inspiratorami biznesowymi. Praktycznie nie wydałem grosza na reklamę. Media mainstreamowe mnie zignorowały. Blogerzy również. Startupowa klika paradująca ulicami Silicone Valley także. Ale wiecie, kto tego nie zrobił? Czytelnicy, zmęczeni przeciętnymi radami z przeciętnych książek, promujących przeciętne życie.

Mijały miesiące, a książka utrzymywała stabilną sprzedaż. Tuziny sprzedanych sztuk zamieniały się w setki, później w tysiące, a następnie dziesiątki tysięcy. Wkrótce wartość sprzedaży przekroczyła milion dolarów, potem dwa miliony. Pojawiły się tłumaczenia na koreański, japoński, włoski i inne języki. Moje konto na Twitterze eksplodowało od wpisów czytelników, którzy nie mogli oderwać się od książki…

To jest najlepsza książka, jaką kiedykolwiek czytałem.
Genialna mądrość biznesowa.
Słuchając Twojej książki, jestem w bezustannym szoku.

I wiele innych.

Mimo faktu, że wielu widziało „tani” tytuł, sugerujący wzbogacenie się metodą na skróty, i paskudną okładkę, książka osiągnęła najwyższą sprzedaż w serwisie Amazon w wielu kategoriach. Mimo że nigdy nie dostała się na listę Bestsellerów „New York Times”, sprzedała się lepiej niż większość z nich. Warto dodać, że przeciętna książka wydana samodzielnie zarabia w sprzedaży detalicznej mniej więcej 900 dolarów rocznie.

Zapewne zszokowałem czytelników szczerością — podaniem kompletnej mapy do finansowego sukcesu, opartej na niepodważalnej matematyce, niezwiązanej z czasem, okolicznościami czy ekonomią. Czytelnicy dostali gorzką prawdę o przedsiębiorczości, samodzielnym dochodzeniu do bogactwa, hipokrytach, którzy to rozgłaszają, a nawet o szczęściu.

W miarę rozpowszechniania się Fastlane na całym świecie, czytelnicy błagali „Chcemy kolejnej książki!”. Fastlane wskrzeszał marzenia i zmieniał życia. Pisanie kolejnej książki w identycznym stylu nie było moim zamierzeniem. Wiedziałem, że drzemie we mnie jeszcze jedna książka, ponieważ największy przekręt stulecia, ujawniony w Fastlane, miewał się dobrze i rósł w siłę. A wraz z tym niszczył krytyczne myślenie, odpowiedzialność osobistą i wreszcie mordował marzenia. Podczas gdy Fastlane, demaskując mity bogactwa, wskazuje o wiele więcej: ezoteryczną rzeczywistość ukrytą pod powłoką społeczeństwa. Kulturowe podbrzusze ukazujące podstępne oszustwo — socjologiczny spisek skazujący Cię na ślepe posłuszeństwo, przeciętność oraz porzucenie marzeń.

Jeśli nie zrealizujesz marzeń, nie będzie to wynikiem braku włożonego wysiłku czy entuzjazmu — będzie to skutek zaprzedania życia machiawellistycznemu systemowi, w którym Twoja życiowa rola została z góry WYZNACZONA. Zostałeś bezwiednie zatrudniony do odegrania z góry ustalonej gry karnawałowej pod przykrywką życia, w której niewielu wygrywa, a wielu traci…

UNSCRIPTED: Życie, Wolność oraz Przedsiębiorczość jest piórem, którym możesz zmienić zapisy z ukartowanej przyszłości. Nie czekaj na zmierzch życia, aby marzyć o wehikule czasu. Twój czas jest teraz.

Teraz jesteś młodszą wersją siebie.
W tej chwili.
Teraz masz sposobność wskrzeszenia własnych marzeń i zmiany historii, która na Ciebie oczekuje.

 

Fragment pochodzi z książki „Unscripted” MJ DeMarco. 

"UNSCRIPTED" MJ DeMarco

relacje i związki, rozwój osobisty i osiąganie celów

Metoda wyzwolenia się z klatki myśli

1 października 2018

Pytanie: Czy nie jest tak, że jedyne, co Cię ogranicza, to myśl w Twojej głowie?

Odpowiedź: Tak. Nie ma innych ograniczeń. Ty jesteś sobie sterem i statkiem, gdy panujesz nad myślami, oraz niewolnikiem, gdy jesteś w ich kajdanach. Przestań więc ciągle myśleć. Wycofaj umysł i włącz serce. Tam kryje się jedyna prawda: chcesz być szczęśliwy. Dopóki nie posłuchasz tej prawdy całym sobą, będziesz nieszczęśliwy. Społeczeństwo lub rówieśnicy wpoili Ci pewne zasady, normy i schematy, aby Cię kontrolować. Na przykład aprobata społeczna działa jak narkotyk. Pożądasz jej, a kiedy nie dostajesz, wpadasz w depresję. Ile już razy nie dostając aprobaty społecznej od rówieśników, miewałeś chwilowe rozbicie emocjonalne? Wiesz, skąd pochodzą te emocje? Z myśli. Myśl jest emocją — zapamiętaj to raz na zawsze i zacznij kontrolować myśli, w czym pomoże Ci procedura panowania nad umysłem opisana w ćwiczeniu 3. na końcu tego rozdziału.

Powiedziałem Ci, że serce nigdy nie kłamie. To prawda. Czasem możesz wmawiać sobie, że czujesz się świetnie w danym towarzystwie, ale kiedy wsłuchasz się w ciało i jego emocje, dowiesz się prawdy. Emocje nie kłamią, a myśl owszem. Sprawdź to na własnym przykładzie.

Wracając do kwestii myśli i emocji… Wiemy, że myśli to emocje, ponieważ gdy uczestnik mojego szkolenia siada przy wariografie i patrzy na slajd z działań wojennych, natychmiast ocenia go myślowo, a następnie powstaje w nim emocja. Widać to doskonale na wykresie wariografu.

Zastanów się nad poniższą rozpiską:

  • Myśl. Myśl to wynik naszej mapy hormonalnej i naszych doświadczeń.
  • Słowa. Słowa to wynik naszych myśli (przypomnij sobie historię, którą opowiedział Franek w kontekście koleżanki z pociętymi żyletką rękoma — warto kontrolować słowa).
  • Czyny i relacje interpersonalne. Czyny to element, którego kontrola jest kluczowa dla właściwej relacji.
  • Nawyki. Nawyki to wynik czynów.
  • Charakter. Charakter to wynik nawyków, który stanowi największą przeszkodę przy pokonywaniu własnych ograniczeń mentalnych, powodujących chaos w kwestii zarządzania swoim „przeznaczeniem”.
  • „Przeznaczenie”. Przeznaczenie to całokształt tego, jak działamy na co dzień, na który składają się nasze myśli, słowa, czyny, relacje interpersonalne, nawyki oraz powstały poprzez te składowe charakter.

Nie panując nad myślami, nie panujesz ani nad sobą, ani nad własnym przeznaczeniem. Jeżeli pragniesz zmienić siebie na lepsze — nie dla społeczeństwa lub rówieśników, ale w celu osiągnięcia własnych marzeń — musisz zacząć kontrolować myśli. W ten sposób zapanujesz nad emocjami i swoimi działaniami, tworząc możliwość realizacji marzeń.

Być może społeczeństwo, rówieśnicy i nawet czasem rodzice proszą Cię o zmianę Twoich cech nie dla realizacji Twoich marzeń, ale własnych. Ludzie chcą, żebyś był taki, a nie inny, bo chcą kontrolować Ciebie i Twoje życie. Jest to błędna droga. Nikt nie ma prawa Ci tego robić — ranić Cię w ten sposób. Właściwy model relacji to wspieranie Cię — gdy mowa o rodzicach lub społeczeństwie — w Twoich kluczowych staraniach, mających na celu realizację marzeń. W ten sposób pozostajesz w zgodzie z samym sobą. Jak się czujesz, kiedy nie jesteś w zgodzie z samym sobą? No właśnie. I dlatego nigdzie w tej książce nie usłyszysz od nas, żebyś zmienił się, „bo tak trzeba”, „bo tak należy”. Będziemy natomiast namawiać Cię, abyś zmienił się, tworząc własny sukces życiowy, nakierowany na to, co kochasz i co jest dla Ciebie, a nie dla innych ludzi, ważne.

Jeżeli masz depresję lub nerwicę, to zauważ, że Twoja depresja i nerwica wynika nie z BRAKU (jak sądzi większość ludzi), ale z NADMIARU. Nadmiaru pragnień — idiotycznych ze swej natury. Większość z nich nie jest nawet Twoimi pragnieniami — ktoś włożył Ci je do głowy. Może czasem chcesz mieć nowy ciuch lub telefon, ale czy to naprawdę takie ważne? Czy to jest ważne dla Ciebie, czy dla firmy, która produkuje te przedmioty i wrzuca młodym ludziom do głów potrzebę ich posiadania? A może płaczesz po klasówce, ponieważ dostałeś trójkę, a nie piątkę? To naprawdę Twoja potrzeba, czy też rodzice lub klasa tworzą presję? Może to ich pragnienie? Jeżeli tak, niech idą na klasówkę za Ciebie. To nie Twój problem. Ucz się i rób to, co możesz oraz jak możesz, ale nie miej wyrzutów sumienia z uwagi na nieosiągnięcie celu bycia idealnym uczniem. Przecież to nie jest TWOJE pragnienie, ale nawykowe działanie wyrosłe z tresury.

Pragnienia są nieograniczone. Spójrz na ludzkość: kiedy zaspokajała jedno pragnienie, stwarzała kolejne. Nigdy nie osiągniesz spełnienia, żyjąc w ten sposób. Dodatkowo, im więcej pragnień spełniasz, tym więcej rodzisz lęku. Mając pieniądze, martwisz się ich utratą. Dostając piątkę z klasówki, boisz się, czy kolejnym razem nie dostaniesz czwórki. Kupując willę, martwisz się, że ktoś ją okradnie. To nieskończona spirala samonakręcającego się cierpienia.

Naucz się spełniać własne potrzeby, ale też szanuj zasady rządzące światem. To znaczy: nie zaniedbuj nauki i wypełniaj obowiązki społeczne tak, jak umiesz najlepiej, ale bez presji. Pozwól sobie na bycie niedoskonałym w tym procesie. Perfekcjonizm to recepta na nieudane życie.

Pytanie: Czy zauważyłeś już, że to, kim jesteś, ma źródło w Twoich myślach?

Odpowiedź: Myśl o sobie dobrze. Akceptuj siebie takim, jaki jesteś. Wielu osobom mogę polecić zdanie: „Aby pokochać innych, najpierw musisz nauczyć się kochać samego siebie”.

Ciesz się też z tego, co masz i czym jesteś, a nikt nie będzie w stanie Cię ograbić. Ludzie nie lubią żebraków. Tymczasem ciągle żebrzą do świata, aby ten dał im więcej pieniędzy, większy samochód i dom z basenem albo bycie najbardziej lubianą osobą w szkole. Gdy pewien wędrowny mnich przybył do króla Indii, jego marszałek powiedział, że zrezygnuje z funkcji, jeżeli król mnicha nie przyjmie. Król stwierdził, że ów mnich to zwykły żebrak. Marszałek odparł: „On jest królem, bo niczego nie żąda od świata, a obecny władca Indii jest żebrakiem, który cały czas wyciąga do świata rękę po więcej”.

Zastanów się, czy odczuwane przez Ciebie pragnienia i potrzeby są realne i czy są Twoje. A może ktoś Ci je przemycił po cichu do głowy i do serca?

Fragment pochodzi z książki „DNA Nastolatka”, której autorami są Jacek Ponikiewski oraz Franciszek Górski.

rozwój osobisty i osiąganie celów

Życie i trzeci przyjaciel — Wyobraźnia

19 kwietnia 2017

„Ktoś ostatnio powiedział, że żyję w swoim świecie. Tak, żyję i z dnia na dzień jest on coraz piękniejszy i coraz bardziej mój.

Kiedyś straciłem pewnego przyjaciela, choć jako dziecko uwielbiałem się z nim bawić. Był bardzo kreatywny, pełen wiary i pasji, a przez to niczym nieograniczony. Jednak kiedy dorastaliśmy, usłyszałem od moich rodziców i otoczenia, że mam zejść na ziemię. Konsekwencją tego było to, że relacje z moim przyjacielem znacznie się pogorszyły.

Dałem sobie narzucić wolę i przekonanie innych, że on ma na mnie zły wpływ i że przez niego w przyszłości niczego nie osiągnę, choć doskonale wiedziałem, że dzięki tej znajomości już od podstawówki robiłem wiele dla siebie i dla innych. On napędzał mnie do działania i tworzenia, wspierania i poszukiwania rozwiązań, które mogą sprawić, że mój świat przyniesie odrobinę radości innym.

Dzięki niemu byłem przewodniczącym w szkole, udzielałem się w wielu przedsięwzięciach. Kierowałem różnymi projektami, wśród nich Młodzieżową Radą Miasta Wałbrzycha. Miałem możliwość jeszcze przed dwudziestką przemawiać do ponad tysiąca ludzi. Wszędzie, gdzie podejmowałem pracę, dawałem z siebie wszystko, wnosząc kreatywne pomysły i zaangażowanie, często nie bacząc na własne potrzeby.

Kiedy spoglądam wstecz, widzę, jak wiele zawdzięczam sobie, a przede wszystkim mojemu trzeciemu przyjacielowi. To moja Fantazja. Wyobraźnia. Tam spotykam się z chłopcem, z którym pogodziłem się po latach. Tak naprawdę trzeci przyjaciel nigdy mnie nie opuścił, bo przez 34 lata mojego życia wspierał mnie w każdej sekundzie. Negowałem to, co mi podsuwał, doprowadzając się do trudnej sytuacji zawodowej, finansowej i rodzinnej. Kiedy go nie słuchałem, traciłem wszystko, na co wiele lat pracowałem. Oddałem się rzeczywistości, bo tak było „doroślej” i poważniej. Po co marzyć? To bez sensu!

Tak wielu z nas porzuca swoje marzenia i chwile, w których oddaje się poszukiwaniu w sobie inspiracji na całe życie. Dajemy sobie wmówić, że to śmieszne i żałosne, bo marzenia się nie spełniają.

No tak. Gdzieś przeczytałem, że marzenia się nie spełniają, tylko marzenia się spełnia.

„Marzenia wydają się głupie tylko ludziom, którzy ich nie mają”. — Peter Reese

Słowa Petera Reese’a utkwiły mi w pamięci, a także stały się kluczem jedności z moim trzecim przyjacielem. I tak od kilku lat na nowo bawimy się w tworzenie i rozwijanie tego „innego” świata. Mojego (naszego) i na moich (naszych) zasadach. Wiem, jak za parę lat będzie wyglądało moje życie. Na powrót spełniam swoje marzenia i realizuję swoje pasje. Nauczyłem się wykorzystywać swój talent, a to sprawiło, że uwierzyłem w siebie i jestem sobą.

Oddawanie się marzeniom to najpiękniejszy element mojego życia. Mam pewność, że to, co powstanie w mojej głowie, już niebawem będę trzymał w ręce. Może ktoś nie wierzyć, ale nie dbam o to. Dzięki marzeniom powstały fundacja Bezpieczny Brzuszek i projekt Architekci Umysłu. Pomogłem wielu osobom w tworzeniu ich biznesu lub stawianiu go na nogi, bo stracili wiarę. Każdego dnia w mojej wyobraźni powstają nowe obrazy, pomysły i plany. Jestem otwarty i za każdym razem dziękuję za nową moc, którą otrzymuję.

Dzięki marzeniom można zmieniać siebie, swój świat, ale również życie innych ludzi. Jeśli to szalone, to kompletnie się tym nie przejmuję, bo tylko szaleni zmieniają ten świat. A ja nie mam ograniczeń, a jedynie wielką chęć transformacji mojego życia, z którego skorzystają inni ludzie.

Jeśli czytasz dalej, to chcę Ci powiedzieć: nie marnuj czasu. Nie wstydź się swoich marzeń. Podsycaj ogień, który się w Tobie tli, aby powstał płomień, który porwie Cię do życia. Wspieraj go doznaniami, emocjami, uczuciami, zapachami, dotykiem, smakiem, dźwiękiem lub ciszą. Buduj w sobie poczucie, że dojdziesz tam, gdzie chcesz. Będzie tak od dnia, w którym na nowo polubisz swojego przyjaciela i swoje marzenia. Pokochaj je i uwierz w nie.

Dziś, po kilku miesiącach marzeń o własnej gazecie, układania w głowie wszystkich elementów i faktów, przyszła niespodziewana wiadomość. Wiedziałem, jak moja gazeta ma wyglądać, co ma w niej być, przeglądałem w wyobraźni wszystkie strony pierwszego numeru. Widziałem piękne zdjęcia i czytałem teksty autorstwa ludzi, którzy wspierali mnie przez lata. Brakowało mi tylko odpowiedzi na pytanie: „JAK?”. „Jak” przyszło samo. Jeśli w coś mocno wierzysz, a podpowiedziała Ci to Twoja wyobraźnia, to nie musisz od razu wiedzieć „jak”. Do mnie po latach odezwał się kolega, któremu opowiedziałem o moim kolejnym pomyśle. Powiedział, że wchodzi w to. Zdziwiłem się, a wówczas on powiedział, że jest redaktorem jednego z największych czasopism w Polsce. Pisząc to, jeszcze jestem podekscytowany. Zapamiętam ten dzień jako dzień, w którym znów „jak” przyszło samo.

Mój przyjaciel nazywa się Fantazja. To dzięki niemu mam wszystko, czego mi trzeba, aby być szczęśliwym w moim własnym świecie.”

Fragment pochodzi z książki „Życie i 101 przyjaciół”, której autorem jest Krzysztof Liegmann.

rozwój osobisty i osiąganie celów

SIŁA marzeń

29 września 2016
  • Czy wiesz, jak wielki wpływ mają na nas nasze marzenia?
  • Co zmieniają w naszym życiu?
  • Jak wielkie pokłady energii nam udzielają?

Przeczytaj, jak spotkanie z Gigantem obudziło w Łukaszu Olbrzyma!

Poznaj SIŁĘ marzeń!

„Poleciałem jak na skrzydłach.

Biegłem jak oszalały, na nikogo i na nic nie zwracając uwagi. Za chwilę miało spełnić się moje wielkie marzenie. „Co mu powiem?” – zastanawiałem się gorączkowo. Byłem szczęśliwy, ale w głowie miałem pustkę.

Zjawiłem się w umówionym miejscu i stanąłem osłupiały. Nikogo nie było. Żadnego z trzydziestu pięciu partnerów. Przez moment pomyślałem, że ktoś zrobił mi niezły żart.

Po chwili zobaczyłem Michaela, menedżera Tony’ego Robbinsa. Wiedziałem już, że nikt nie odciągnie mnie od tego spotkania.

Gdy zapytałem, gdzie są pozostali partnerzy, stwierdził, że odpuścili. Na hali nie było nikogo. Szedłem długim korytarzem w kierunku zaplecza. W oddali zobaczyłem jedną kobietę, jak się okazało – księżniczkę arabską, która wsparła finansowo fundację Tony’ego i dostała możliwość spotkania się z nim osobiście. Najpierw ona, po dziesięciu minutach moja kolej.

Wchodzę i widzę, że Tony uśmiecha się szeroko. Czuję, jakby właśnie uwolniły się wszystkie emocje, które gromadziły się we mnie przez lata.

Podchodzę z Michaelem, który przedstawia mnie i mówi, że aktualnie jestem ich najmocniejszym partnerem. Tony podaje mi rękę i patrzy prosto w oczy, z których bije taka radość! Czuję łzy. Patrzymy na siebie kilka sekund. Tony ewidentnie czeka na to, co powiem.

I wtedy się zaczęło!

Przez dwadzieścia minut nie dałem mu dojść do słowa. Przegadałem Robbinsa! Z prędkością światła opowiadałem mu o wszystkich trudnych momentach, które musiałem pokonać, i o tym, jak jego książka towarzyszyła mi w każdej walce.

W pewnym momencie Tony przytula mnie. Nie należę do małych facetów, ale Tony to prawdziwy olbrzym. Nie wytrzymuję i mówię mu, że moim największym marzeniem jest sprowadzenie go do Polski. Że jestem na to gotowy.

Miałem w sobie tyle bezczelności, że obiecałem mu, że na spotkanie z nim ściągnę więcej ludzi, niż pojawiło się na „Unleash the Power Within”, czyli co najmniej kilka tysięcy.

– Zgadzasz się? – pytam. – Nie wyjdę, dopóki mi nie odpowiesz.
Tony tylko patrzy na mnie, po chwili podaje mi rękę.
– Do zobaczenia, przyjacielu! – mówi.

Chociaż nie otrzymałem oficjalnego potwierdzenia, ze spotkania wychodziłem z energią większą niż cała przyczepa Red Bulla. Nikt nie musiał dodawać mi skrzydeł – ja je miałem! I have a dream – słyszałem ciągle.

Fragment pochodzi z książki „Potężny ponad miarę” Łukasza Milewskiego.

rozwój osobisty i osiąganie celów

Podążać Drogą Serca

22 września 2016

Czy wiesz, jak wielką siłę mają marzenia? Co dzięki nim możesz osiągnąć? Gdzie możesz być za kilka lat?

Ktoś powie: „CZCZE SŁOWA!”, ale wtedy ja powiem: „Czytałeś historię Łukasza Milewskiego? Jeśli nie, to koniecznie to zrób, a już nigdy swoich marzeń nie będziesz traktował jak banał”.

Przeczytaj fragment tej historii. Historii, która nie została wyssana z palca. Zdarzyła się naprawdę. Tuż obok nas. Dowiedz się, dlaczego WARTO podążać drogą serca:


Podążać Drogą Serca
 

„Dziś jestem podziwiany i szanowany przez setki tysięcy ludzi, ponieważ zrobiłem coś wielkiego: stworzyłem im warunki i możliwości rozwoju.

Ale prawdą o mnie jest też to, że w dzieciństwie moje jestem było inne, bo postrzegano mnie jako największą ofiarę losu. Frajera, który nie potrafi o nic walczyć. Moja samoocena była poniżej poziomu depresji.

Czy ta postawa i ocena były przypadkowe? Oczywiście, że nie. W dzieciństwie mama powtarzała mi, żebym nigdy nie krzywdził innych ludzi. Tak silnie zostało to we mnie zakorzenione, że nawet jeśli kolega z piaskownicy uderzył mnie, nie byłem w stanie mu oddać. Wzorzec był tak silny, że przez wiele lat życie uderzało we mnie z rozpędu. Jak pociąg, który z impetem we mnie wjeżdża, gdy stoję torach i nie jestem w stanie się ruszyć.

Przyjmowałem kolejne ciosy tylko dlatego, że ktoś w dobrej wierze nauczył mnie, że nie można krzywdzić ludzi. Nawet się nie broniłem. Przyjmowałem absolutnie wszystko, co się działo. Ten mały chłopiec w tej chwili nie tylko organizuje największe wydarzenie na świecie i pracuje z tysiącami ludzi, lecz także od czasu do czasu wychodzi na scenę i przemawia, choć wiele lat temu co drugie słowo zapowietrzał się i jąkał i nic, absolutnie nic nie wskazywało na to, że będzie w stanie wyjść i mówić do ludzi.

Znowu zacząłem decydować o tym, kim jestem. Znowu zacząłem dokonywać świadomych wyborów. Dziś jestem takim, jutro będę innym człowiekiem. Jedną z najważniejszych umiejętności w życiu – poza reagowaniem – jest umiejętność zadawania sobie właściwych pytań. Sztuka zadawania pytań jest siłą napędową, która zmienia moje życie w tempie błyskawicznym. I te pytania pojawią się książce. Zadam Ci je, abyś mógł zrozumieć, co chcę Ci przekazać. A chcę przekazać Ci coś, co wypływa z mojej historii.

Moją intencją jest to, abyś nie musiał przechodzić przez wszystko, przez co ja przeszedłem. Abyś mógł uczyć się na moich doświadczeniach i prowadzić szczęśliwe życie. Nawet jeżeli pojawią się trudne momenty, lepiej sobie z nimi poradzisz i będziesz w stanie je zrozumieć, bo absolutnie nic, co dzieje się w naszym życiu, nie jest zbiorem przypadków. Wszystko ma sens, głębię i znaczenie, ale zazwyczaj przekonujemy się o tym dopiero po fakcie.

Gdy byłem młody, marzyłem o tym, żeby zrobić coś, co będzie miało sens, co będzie miało znaczenie. Czy czułeś kiedyś, że jesteś sam na świecie? Bez szans i perspektyw? Tak było lata temu w moim przypadku. Czy gdybyś miał jedną szansę, jedną okazję, by zdobyć to, czego pragniesz – wykorzystałbyś ją czy pozwoliłbyś jej uciec? Zaryzykowałbyś wszystko? Pozwól, że opowiem Ci pewną historię. Wielkie marzenia zawsze rodzą się w sercu, nie zaś w umyśle, który nie jest w stanie pojąć tego, co czujesz. Chciałem zmienić świat. Co to właściwie znaczyło? Jeszcze wtedy nie wiedziałem.

Większość z nas marzy o sławie, szczęściu, wielkich pieniądzach, rodzinie. Ja marzyłem o tym, by zrobić coś, co wniesie wartość, dostarczy nadziei i wiary, że niemożliwe jest realne.
Nie mogłem znieść myśli, że coś jest niemożliwe. Spójrz na świat. Każdego ranka budzisz się, widząc miejską dżunglę. W każdej sekundzie mijasz ludzi, których serce i dusza wołają: „Mam marzenie!”. Czasem bardzo banalne: mieć ciepły kąt, mieć co jeść. Czasem serce woła: „Pokochaj mnie i zaakceptuj!”. Czasem: „Podaj mi dłoń”. Czasem po prostu ktoś pragnie uwagi. Nie zamykaj oczu. Poślij mu nadzieję!

Widziałem zdolnych ludzi, którzy marnowali swoje szanse. Widziałem też takich, których świat spisał na straty. Jest Ci trudno? Nie dajesz rady? To dobrze. To znaczy, że jesteś blisko. Ile razy słyszałeś: „Odpuść, zostaw to!”, „Nie uda ci się”, „Po co właściwie to robisz?”? Ile razy ktoś próbował wmówić Ci, że nie masz szans? Nie w tym kraju, nie w tym miejscu. Bo ja słyszałem to milion razy. Dziś wiem, że wszystko jest możliwe! Życie bez ograniczeń to fakt,
nie marzenie. Ta historia nigdy nie będzie miała końca. Nazywam się Łukasz Milewski. Reprezentuję firmę Milewski & Partnerzy i ponad 20 wspaniałych osób. Zapraszam ludzi, którzy dokonali czegoś niezwykłego, czego nie dokonał nikt inny. Po co? Abyś nigdy więcej nie mówił, że czegoś nie możesz. Pamiętaj, że mi też tak wmawiano. A ja? A ja miałem marzenie…
Po latach przyjmowania kolejnych ciosów nadszedł dzień, w którym dostrzegłem szansę. Czekałem na nią całe życie. A było to tak…”

Fragment pochodzi z książki „Potężny ponad miarę” Łukasza Milewskiego.

Artykuły, rozwój osobisty i osiąganie celów

Tablica marzeń – wspomagacz 19

28 maja 2015

Każdy człowiek ma jakieś marzenia. Niezależnie od wieku i kultury ludzie marzą o tym, co chcieliby zrobić, zobaczyć lub po prostu mieć.

Mimo iż wszyscy marzą o tym, by coś osiągnąć, tylko nieliczni są w stanie zrealizować te marzenia. Dzieje się tak z kilku powodów.

W tym rozdziale zajmiemy się tylko jednym konkretnym elementem. Może się on okazać niezmiernie pomocny podczas twojej drogi, na której końcu jest to, o czym marzysz. Elementem, o którym teraz zamierzam trochę więcej napisać, jest tak zwana „tablica marzeń”.

Co to takiego „tablica marzeń”? Dla wielu jest to po prostu zwykła tablica korkowa, którą zawieszają na ścianie w pokoju lub w biurze i umieszczają tam zdjęcia rzeczy, jakie chcą posiadać, lub miejsc, które chcieliby odwiedzić. Tak pokrótce można to opisać.

Kiedy przyjrzymy się takiej tablicy, okaże się, że jest to niesamowite narzędzie, które bywa bardzo pomocne w poczynaniach na drodze do wytyczonego celu. Nie mówię tu o tym, że trzeba umieścić na tej tablicy szczegółowy plan osiągnięcia tego celu, lecz bardziej o znaczeniu psychologicznym, jakie będzie miało stworzenie takiej tablicy.

Na jednym z wykładów usłyszałem kiedyś: „człowiek przyciąga do siebie to, na czym skupia swoje myśli i uwagę”. Nie pamiętam, kto to powiedział, ale jest w tym sporo prawdy. Chyba każdy miał w swoim życiu sytuacje, w których działo się coś, na czym długo skupialiśmy swoją uwagę. Jeżeli było to coś dobrego, to oczywiście wspaniale, jednak wielu ludzi myśli i wyobraża sobie sytuacje, które mają negatywne zakończenie.

Chociaż trudno w to uwierzyć, w wielu przypadkach wystarczy zrezygnować ze sposobu myślenia nastawionego na negatywne zakończenie, aby zaobserwować pojawiające się okazje do zrealizowania celu i marzenia.

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o „tablicy marzeń”, podszedłem do tego raczej sceptycznie. Pomyślałem sobie jednak, że tak naprawdę nic nie stracę, jeśli coś takiego zrobię, więc… po prostu to zrobiłem. Nie miałem wtedy w domu żadnej tablicy korkowej (jak wiadomo, nie należy ona do najpotrzebniejszych sprzętów domowych), ale miałem coś, co pomogło mi ją zastąpić. Kilka lat wcześniej potrzebowałem biurka, a kiedy zacząłem szukać odpowiedniego, okazało się, że żadne mi nie odpowiadało.

Było to spowodowane tym, iż w pokoju, do którego miałem wstawić biurko, stały meble robione na zamówienie i pozostało niewiele wolnego miejsca. Skoro zakup w sklepie nie wchodził w grę, postanowiłem zamówić i biurko. Dodatkowo zaopatrzone ono zostało w dwie szafki, które ustawiłem w rogach, co zaowocowało dużą ilością wolnego miejsca na komputer, skaner i inne rzeczy.

Tak więc miałem biurko z szafkami i to właśnie te szafki (a raczej boczne ścianki tych szafek) posłużyły mi jako moja „tablica marzeń”. Ponieważ szafki stały na końcach biurka, a pomiędzy nimi znajdował się monitor, codziennie, kiedy tylko siadałem do komputera, mogłem wiedzieć moją „tablicę”. Umieściłem na ściankach szafek grube kartony, do których przyklejałem różne zdjęcia tego, co chciałem osiągnąć lub kupić. Tak oto dopasowałem „tablicę marzeń” do moich możliwości.

Można powiedzieć, że jeśli coś bardzo chcemy osiągnąć lub zrobić, to nawet wówczas, kiedy wydaje się, że nie ma żadnych możliwości na zrealizowanie naszego celu, warto rozejrzeć się dookoła. Wówczas (choć może nie od razu) znajdzie się coś, co odmieni całą sytuację. Warto szukać nowych pomysłów, gdyż mogą one okazać się o wiele lepsze od dotychczas obowiązujących rozwiązań.

Po pewnym czasie moja „tablica” nie była już dla mnie w pełni pomocna. Zrobiłem wówczas pewnego rodzaju „dywersję”. Umieszczenie na jednej tablicy kilku zdjęć, które przedstawiały na przykład różne rodzaje zegarków, wcale nie było pomocne. Dopiero kiedy pozostawiłem zdjęcia konkretnych rzeczy, które chciałem posiadać, byłem w stanie zacząć urzeczywistniać swoje plany. Pragnę w tym miejscu zaznaczyć, że nie wszedłem w ich posiadanie w ciągu kilku lub kilkunastu dni, ale to posunięcie przyspieszyło ich zdobycie.

Dalsze poszukiwanie nowych rozwiązań zaowocowało tym, że już wkrótce miałem nową „tablicę marzeń”. Do tego celu wykorzystałem mój komputer. Zamiast dotychczasowego tła pulpitu opracowałem moje prywatne, indywidualne tło, które zawierało różne zdjęcia tego, co chciałem mieć, co zamierzałem zrobić, lub tego, co chciałem zobaczyć (gdzie chciałem wyjechać).

Po pewnym czasie opracowałem sposób, który dawał mi jeszcze większe wsparcie w dążeniu do urzeczywistnienia moich celów i marzeń. Również tym razem moja nowa „tablica” powiązana została z komputerem.

Pewnego dnia spotkałem się ze znajomym. Od dłuższego czasu nosił się on z zamiarem kupna swojego pierwszego komputera. Kiedy już go kupił, zadzwonił do mnie, gdyż chciał, abym nauczył go, jak może go obsługiwać. Wtedy to po raz pierwszy zobaczyłem u niego, jak co kilkanaście sekund zmieniały się zdjęcia umieszczone jako tło pulpitu. Było to bardzo ciekawe. Przypomniałem sobie, jak jeszcze kilka lat temu praktycznie na każdym komputerze umieszczane były najróżniejsze wygaszacze ekranu.

Po powrocie opracowałem kilkanaście stron, na których umieściłem po kilka zdjęć, jednak tym razem na jednej stronie znalazły się zdjęcia, które przedstawiały jedną, konkretną rzecz (samochód konkretnej marki, laptop oraz inne). Strony zostały opracowane w formie prezentacji i umieszczone jako wygaszacz ekranu, dzięki czemu kiedy przez kilka minut nie pracowałem przy komputerze, rozpoczynała się prezentacja mojej nowej „tablicy marzeń”, a właściwie mojego „wygaszacza” albo raczej „przywoływacza marzeń”.

Dzięki temu wielokrotnie w ciągu dnia jestem w stanie skupić się i skoncentrować swoją uwagę na tym, co jest dla mnie ważne i do czego dążę. Jest to pewnego rodzaju drogowskaz, a raczej magnes, który przyciągając mój wzrok, przekierowuje moje myśli na moje celów i marzeń. „Tablica marzeń” na pulpicie komputera lub jako wygaszacz ekranu daje mi jeszcze coś więcej.

Kiedy po ciężkim dniu wracam do domu i chcę poszukać czegoś w Internecie, wówczas pojawia się mój „wygaszacz marzeń”. Odwraca on moje myśli od minionego dnia i ponownie nakierowuje je na to, do czego dążę. Dzięki temu szybciej wraca ochota do dalszego działania. Mimo że zdarzają się dni, kiedy po prostu buszuję w sieci bez konkretnego celu, to jednak taki czas jest sprowadzony do minimum.

Oczywiście czas spędzony na bezcelowym przeglądaniu sieci może okazać się bardzo przyjemny w danej chwili, jednak o wiele przyjemniejsze jest osiąganie i urzeczywistnianie swoich marzeń i celów. To dzięki takiej albo innej tablicy ludzie znajdują motywację do dalszego działania nawet wówczas, kiedy dalsza droga wydaje się trudna i daleka. Wówczas na jej końcu widzą swój cel.

Mimo że dla wielu będzie on jeszcze bardzo daleko, podążają tą drogą, gdyż wiedzą, że czeka tam na nich wymarzona nagroda. Niestety, tak już w życiu bywa, że z chwilą, w której przestajemy dążyć do jakiegokolwiek celu, zaczynamy przegrywać nasze życie. Ludzie, którzy nie mieli marzeń, nie mieli motywacji do działania. Jednym z powodów braku motywacji był brak konkretnego magnesu, który — podobnie jak pole magnetyczne naszej planety nieprzerwanie przyciąga strzałkę kompasu — kieruje każdego na cele, jakie sobie wyznaczył.

Można powiedzieć, że „tablica marzeń” staje się dla ludzi, którzy ją stosują, pewnego rodzaju drogowskazem. Najczęściej tacy ludzie dokładnie wiedzą, dokąd chcą dotrzeć, niemniej bywa i tak, że to właśnie ta indywidualnie opracowana tablica utrzymuje ich na odpowiednim kursie. Zdarza się, iż w codziennym zabieganiu zapominają oni o swoich celach i marzeniach albo po prostu zaczynają poświęcać mniej czasu na ich zrealizowanie.

To właśnie w takiej sytuacji tablica przychodzi im z pomocą, gdyż pozwala ponownie skupić uwagę na tym, co chcą osiągnąć. Dlatego tak ważne jest początkowe określenie, co chcemy osiągnąć, gdyż tylko wtedy, kiedy człowiek sam określa swoje cele, będzie w stanie je zrealizować. Kiedy już stworzysz sobie taki „drogowskaz”, pamiętaj, aby jak najczęściej z niego korzystać.

Aby osiągnąć to, o czym marzysz, konieczne jest wypełnienie swoich myśli tym marzeniem, a jeśli jeszcze dodatkowo zostanie ono wsparte przez bodźce wizualne (zdjęcia na tablicy), będzie to dodatkowy czynnik wspomagający twoje dążenia i działania. Jeśli do tej pory nigdy nie udało ci się stworzyć swojej własnej tablicy marzeń, to może to być ten czas, aby ją zrobić. Wierzę, że jesteś osobą, która posiada swoje cele oraz marzenia i dąży do ich zrealizowania.

Pamiętaj, że wszystkie twoje działania skierowane na urzeczywistnienie twoich pragnień pomogą ci w szybszym ich osiągnięciu. Poświęć czas na przygotowanie swojej własnej tablicy i umieść na niej jak najwięcej zdjęć, które będą przedstawiały wszystko to, o czym od dawna myślisz i do czego zmierzasz. Zobaczysz, jaką to zajęcie sprawi ci wielką frajdę i satysfakcję, a następnie będzie dla ciebie dodatkowym motywatorem w działaniu i dążeniu do celu, jaki sobie wyznaczysz.

PS Tablica marzeń, niezależnie od tego, w jakiej formie zostanie przez ciebie opracowana, będzie niesamowitym wspomagaczem, który możesz wykorzystać podczas przyciągania tego, o czym marzysz i do czego dążysz. Życzę ci miłej zabawy w tworzeniu twojej własnej „tablicy marzeń”, a następnie wytrwałości i determinacji podczas urzeczywistniania tych marzeń i celów.

 


Fragment książki Janusza Kozła „Wspomagacze sukcesu”

Zaciekawił Cię ten fragment? Pobierz więcej za darmo
DARMOWY FRAGMENT

Artykuły, Blog ZM, rozwój osobisty i osiąganie celów

Miej marzenia

4 maja 2015

Pamiętam, że jako młody mieszkaniec dzielnicy Overtown często widywałem okolicznych alkoholików, którzy kręcili się przy jednym z tutejszych sklepów monopolowych. Przechodząc obok, zawsze czułem niepokój. Mieli pustkę w oczach, pokładali się na chodniku, cuchnęli moczem pomieszanym z alkoholem. Byli dla mnie ludzkimi wrakami.

Niektórzy z uczniów urywali się z lekcji i przychodzili tam, prosząc o parę łyków z butelek owiniętych w papierowe torby na zakupy. Wewnętrzny głos kazał mi trzymać się z daleka od tych ludzi, od ich martwoty i kiepskich trunków, pozbawiających ich resztek życia.

— Nigdy nie będziesz taki jak oni — mówił mój wewnętrzny głos.

Ów głos był niezwykle silny. Musiał taki być.

Gdzieś w głębi ducha miałem pewność tego, że moje życie będzie zupełnie inne. Czułem to, chociaż dziesiątki osób z mojego środowiska próbowały zmienić swoje życie. Nie podołali. Wielu zdało maturę i zaczęło studiować. Byli na dobrej drodze do lepszego życia, lecz — pozbawieni psychicznego przygotowania do osiągnięcia sukcesu — powracali do dawnego stylu życia. Dziedzictwo dzielnicy Overtown siedziało w nich pomimo zmiany otoczenia.

W Overtown mieszkało się w wynajętych mieszkaniach, które przypominały psie budy ustawione jedna obok drugiej. Pozostałe wyglądały jak domki letniskowe, z trzema do pięciu pokojami w amfiladzie. Gdyby ktoś strzelił do środka, kula zatrzymałaby się na tylnej ścianie, bez przeszkód przemierzając całe wnętrze.

I chociaż dzisiejsze Overtown jest najbiedniejszą dzielnicą Miami, za moich czasów nie było aż tak źle. Istniały miejsca, których należało unikać, jeśli nie chciało się zostać okradzionym lub napadniętym.

Najgorszym miejscem była tzw. rzeźnia. Rzeźnia — jak sama nazwa wskazuje — była miejscem, w którym dochodziło do częstych zbrodni. Adekwatnym opisem tej części Overtown był napis widniejący na ścianie izby przyjęć okolicznego szpitala: „Rany cięte i postrzałowe: poniedziałki i wtorki. W weekendy mamy innych pacjentów”.

Wielu sąsiadów powyprowadzało się w lepsze okolice, mieszkali w lepszych warunkach. Wiedziałem, że fizyczna ucieczka od tego miejsca jest możliwa.


Pewnego dnia Mama przedstawiła mnie pewnemu nauczycielowi.

Mawiano, że jestem do niego fizycznie podobny. Mieliśmy niemal identyczne uśmiechy, co niezmiernie mnie cieszyło. Któregoś dnia wybrałem się do niego w towarzystwie Mamy. Kiedy wszedłem do środka, odniosłem wrażenie, jakbym znajdował się we wnętrzu pałacu. Podłogi wyłożone były miękką wykładziną z długim włosem, co było absolutnym rajem dla małych stópek znających jedynie twardość posadzki z linoleum.

Pamiętam, jak Mama powiedziała mi, że znajomość ta sięga czasów szkolnych. Poznali się, kiedy obydwoje mieli tyle lat, co ja. Znajomy Mamy skończył szkołę, poszedł na studia i prowadził bardzo udane życie.

Zależało jej na tym, abym go poznał. Jej cichym marzeniem było, abym poszedł kiedyś w jego ślady. Tak też się stało. Pamiętam, że gdy patrzyłem na ten piękny, przestronny dom, przez głowę przebiegła mi myśl: „I ja mógłbym tak mieszkać”.

Ustal, co jest twoim prawdziwym marzeniem, i wiedz, że jego spełnienie jest możliwe

Mama była mądrą kobietą. Nie było jej stać na wyprowadzkę z Overtown. Nie było jej stać na wynajęcie domu o standardzie podobnym do tego, w jakim mieszkał jej znajomy. Robiła jednak, co mogła, abyśmy mieli świadomość istnienia ogromnych możliwości w życiu. Mama zaszczepiła w nas celowość i ambicję.

Nasiona wykiełkowały. Kiedy zrozumiałem, że poza dusznym, skisłym Overtown istnieć może o niebo lepsze życie, w moim sercu pojawiła się nadzieja.


Pewnego wieczoru wprosiłem się do jednego z bogatszych domów w dzielnicy. Było tuż po szkolnym przedstawieniu. Kilku zamożnych uczniów pochodzących z eleganckiej dzielnicy Miami Beach zaproponowało, że odwiozą mnie do domu. Nie chciałem, żeby zobaczyli, w jak podłych warunkach żyję, więc poprosiłem ich o wysadzenie mnie naprzeciw okazałej rezydencji jednego z lekarzy.

Rezydencja ta od zawsze wzbudzała mój zachwyt. Mój prawdziwy dom znajdował się w zupełnie innym kierunku.

Koledzy byli pod ogromnym wrażeniem. Nalegali, żebym wpuścił ich do środka. Zapytali, czy mogą popływać w basenie. Nie zgodziłem się. Nie chcieli odjechać. Kręcili się wokół i hałasowali. Zapragnąłem zmyć się stamtąd, zanim pojawi się policja. Miałem nadzieję, że odjadą sobie, a ja spokojnie udam się na przystanek autobusowy.

Dom, o którym mowa, był skromny jak na tamtejszą okolicę. Byłem wówczas bardzo biedny. Wystarczyło, że mijałem jakikolwiek bank, a w jakiś tajemniczy sposób uruchamiał się alarm przeciwwłamaniowy. Chcąc pozbyć się kolegów, zacząłem z wolna iść w kierunku frontowych drzwi.

— W porządku, chłopaki. Trzymajcie się. Do jutra.

Ku mojej konsternacji koledzy okazali się bardzo dobrze ułożonymi młodymi ludźmi.

— W takim razie poczekamy tu, aż wejdziesz bezpiecznie do środka i zapalisz światło.

— Nie, nie. To nie jest dobry pomysł — protestowałem. — Domy w tej okolicy są bacznie strzeżone. Ktoś mógłby zawołać policję, widząc, jak obcy samochód kręci się tutaj przez jakiś czas. Lepiej już pójdę. Nic mi nie będzie. Poza tym muszę jeszcze skoczyć do ogrodu i wziąć klucz ze schowka.

W końcu odjechali. Podszedłem powoli do drzwi domu, na wypadek gdyby przyszło im do głowy pokrążyć tam jeszcze przez chwilę, a następnie pognałem jak szalony w kierunku autobusu.

Następnego dnia cała szkoła mówiła tylko o mnie.

— Wiecie, jaką wypasioną chatę ma ten Les Brown? — mówili.

— Jeszcze nie — pomyślałem. — Ale możliwe, że kiedyś tak będzie.


Fragment książki Lesa Browna „Live Your Dreams” – urzeczywistniaj swoje marzenia.

Zaciekawił Cię ten fragment? Pobierz więcej za darmo
DARMOWY FRAGMENT