Aleks

Aleks

„Aleks wszedł do mieszkania, zdjął kurtkę i buty i skierował się w stronę niewielkiego salonu połączonego z aneksem kuchennym. Z zaskoczeniem stwierdził, że stół jest zastawiony dla dwojga. Sałata, grzanki i otwarta butelka jego ulubionego chilijskiego merlota stały na stole, a Gośka opierała się obiema rękami o kuchenny blat oddzielający ją od salonu, ubrana w letnią lnianą sukienkę, która kupili na pierwszych wspólnych wakacjach, jeszcze w narzeczeństwie.

— Rare, medium czy well-done? — zapytała z uśmiechem.
— O czymś zapomniałem? — wyjąkał zakłopotany.
— Oczywiście — odpowiedziała pogodnie. — Ale gdyby było inaczej, byłabym zaniepokojona. Dziś siódma rocznica naszego pierwszego pocałunku. Zanim wpędzisz się w poczucie winy, wiedz, że wcale mi to nie przeszkadza, że nie pamiętasz. No więc, jaki ten stek?
— Średni niech będzie. Kochana jesteś…
— Wiem! — zawołała wesoło. — Steki na grilla, za cztery minuty zapraszam do stołu! Łapy umyj.

Aleks posłusznie poczłapał do łazienki, umył ręce, przemył twarz wodą i spojrzał w lustro. Westchnął, wytarł twarz i dłonie i wtedy zdał sobie sprawę, że Gośka jest pod tą sukienką zupełnie naga. Wyszedł z łazienki, podszedł do żony przekładającej steki na drugą stronę, objął ją wpół i pocałował w szyję. Poczuł słodki korzenny zapach, La Nuit Tresore Lancôme, który kupił jej po raz pierwszy ponad trzy lata temu na urodziny i z którym się nie rozstawała. Lubił ten zapach.

— Proszę nie macać kucharek. Niech osoba siada do stołu i czeka na danie — zakomenderowała.

Aleks westchnął ciężko i wykonał kolejne polecenie żony.

Po chwili Gośka podeszła do niego z talerzem, na którym stek z polędwicy wołowej wchłaniał położone na nim masło czosnkowe.

— Nalejesz wina? — zapytała. — Steki trochę odpoczną.

Aleks wstał, wziął do ręki butelkę, wlał odrobinę do swojego kieliszka, którym zakręcił ze znawstwem, powąchał trunek, po czym wypił niewielki łyk.

— Genialne, jak zawsze — stwierdził, po czym napełnił kieliszek żony i dopełnił własny. Gośka nałożyła sobie sałaty i podała miskę mężowi.
— No to smacznego — powiedziała i zabrała się za krojenie steka.
— Gdzie Julka? — zapytał Aleks.
— U dziadków. Nie mogła się doczekać spędzenia nocy poza domem.

Aleks pokręcił głową z niedowierzaniem i zachwytem.

— Jak ty to wszystko zorganizowałaś?
— Jak to, jak? Doskonale!
— No tak… Zapomniałem, z kim się ożeniłem.
— No, zapomniałeś. A jak całowałeś po raz pierwszy, to obiecywałeś, że od teraz już zawsze będziesz pamiętał, że nieba mi uchylisz, że na rękach nosić będziesz…
— Nic takiego sobie nie przypominam — przekomarzał się Aleks, przeżuwając idealnie miękką, ale już nie surową wołowinę.
— Tak przypuszczałam. Dlatego zadbałam, żebyś sobie dzisiaj wszystko przypomniał. — Gośka uniosła się z krzesła, chwyciła talerz z grzankami i przechylając się przez stół w stronę męża na tyle nisko, żeby zdążył zauważyć, że nie ma na sobie bielizny, podała mu pieczywo.
— Zamierzasz mnie dzisiaj uwieść? — dopytywał Aleks.
— Nic podobnego. Zamierzam się najeść, a potem zalec przed telewizorem. Tak sobie wymarzyłam ten wieczór.
— I co przed tym telewizorem?
— Będę leżeć i pachnieć.
— A ja?
— A ty będziesz próbował mnie od tego odwieść.
— Od leżenia?
— Niekoniecznie. To akurat mieści się w moich wyobrażeniach. Od oglądania telewizji.
— A co w zamian?
— No i tutaj właśnie, mój drogi, wkraczasz ty. Ja wysłałam twoją córkę do dziadków, kupiłam ingrediencje, przygotowałam kolację i założyłam sukienkę Pocahontas. Swoją drogą, trochę zbiegła się w praniu przez te lata, ale wciąż nie jest opięta. Wciąż mam figurę nastolatki i gładką skórę, ale z doświadczeniem rozwinęłam w sobie też inne talenty, z których możesz dziś skorzystać. Oboje możemy. No właśnie, i tutaj wkraczasz ty.
— Rozumiem. Stek jest idealny.
— A ty swoje. Niech będzie. To co, stukniemy się?
— Oczywiście! — podchwycił Aleks, po czym oboje podnieśli kieliszki i zadźwięczało szkło. — Za nas, kochanie!
— Mhm — potwierdziła Gośka, mając już wino w ustach.

Kończyli kolację, racząc się doskonałym merlotem i spoglądając na siebie raz po raz.

— A wiesz, co twoja córka dzisiaj wymyśliła? — spytała znienacka Gośka.
— No?
— Byłam z nią na zakupach i oznajmiła, że nie będzie jadła mięsa, bo zwierzaki cierpią.
— To co zamierza?
— Powiedziała, że będzie jadła tak jak tata.
— O, doprawdy? — zdziwił się Aleks. — Ale przecież ja jem mięso.
— No to ja nie wiem. Pewnie zwróciła uwagę na te twoje sałatki, humusy i kotlety z fasoli i tak postanowiła.
— Heh. — Zaśmiał się pod nosem.
— No — ciągnęła Gośka. — Dziecko dużo widzi, co? Czasem mnie to przeraża, ile ona o nas może wiedzieć i jaki obraz rodziców się rysuje wewnątrz tej jej małej głowy. Boję się, że jak za parę lat tam zajrzę, to nie znajdę drogi z powrotem.

Aleks odniósł wrażenie, że randkowy nastrój zaczyna im się wymykać. Przypomniały mu się rozmowy o kupach, kiedy Julka była młodsza. Upił kolejny łyk wina.

— No, rośnie nam córcia, nie ma co… — powiedział z zamyśleniem, zdając sobie sprawę, że nie ma pojęcia, jak przejść do mniej oficjalnej, choć pewnie przyjemniejszej części randki. Trwali tak chwilę w milczeniu, każde w swoim, po czym Gośka zapytała:
— Pozacierasz ślady? Ja skoczę do łazienki.
— Pewnie — odparł zadowolony, że żona znów przejmuje inicjatywę.

Wstał i zabrał się za sprzątanie ze stołu i pedantyczne układanie w zmywarce talerzy, sztućców i garnków. Po chwili w pokoju pojawiła się Gośka.

— Jakiś list do ciebie dzisiaj przyszedł. Zostawiłam go na szafce w przedpokoju, jak weszłam z tymi wszystkimi tobołami.
— Dzięki, później zobaczę. Teraz mam inne zajęcie.
— Jakie?
— Bardzo, bardzo ważne — odpowiedział, po czym podszedł do żony i bezceremonialnie zsunął jej sukienkę z ramion.
— Jakie? — kontynuowała naga, jeśli nie liczyć obrączki, patrząc mu w oczy. Aleks wiedział, że już mu się nie wywinie. Znał doskonale to spojrzenie i przez chwilę się nim napawał. Poczuł pierwotny instynkt, przy którym cała jej intelektualna tarcza rozsypywała się w pył. Podniósł żonę, posadził na kuchennym blacie i wyszeptał:
— Najlepsze zostawiłem sobie na koniec. Zamierzam teraz skonsumować deser.
— Ale ja nie zrobiłam deseru — szepnęła mu do ucha, próbując wyrównać przyspieszony oddech.
— Wiem. Dlatego to ja zadbałem o to, żeby znalazł się na kuchennym blacie.

***

Dziesięć minut później Aleks znowu patrzył w lustro w łazience. Nie kochali się od kilku tygodni, a dziś wszystko odbyło się niemalże mechanicznie, jakby oboje chcieli po prostu nakarmić zgłodniałe ciała. Coś było nie tak. Od pewnego czasu pojawił się między nimi rodzaj napięcia, którego nigdy wcześniej nie czuł. Zbyt dużo niedomówień, zbyt dużo aluzji, zbyt dużo złości, która nie znajdowała ujścia. Na myśl o tym, że za chwilę wyjdzie z łazienki i usiądzie obok żony, poczuł niepokój. Nie miał pojęcia, o czym ma z nią rozmawiać, a temat bezpieczny, czyli Julka, wydał mu się fasadą, za którą od pewnego czasu się chowają, nie mogąc się zdobyć na prawdziwą szczerość. Nie chciał rozmawiać o córce. Ani o pracy. Ani o wakacjach, bo dotkną tematu pieniędzy, a o nich nie chciał rozmawiać najbardziej. Frustrowała go sytuacja, w której musiał ukrywać przed żoną swoje aspiracje rozwojowe i w tajemnicy przed nią brać kredyt. Z drugiej strony wiedział, że Gośka nie jest w stanie zaakceptować jego fascynacji nowo poznanym światem, i zastanawiał się, jak zniesie wiadomość, że zapisał się na ośmiodniowe szkolenie. Prędzej czy później i tak się dowie, ale nie dzisiaj. Dzisiaj należało zachować pozory szczęśliwego związku, za wszelką cenę.

— Więc jednak leżysz i pachniesz? — rzucił w stronę żony leżącej na kanapie pod kocem i przerzucającej kanały w telewizji.
— No przecież mówiłam ci, że tak to sobie wymarzyłam.
— Chcesz jeszcze wina?
— Nie zrobię ci tego, kochanie. Wypij sobie resztę.

Aleks napełnił swój kieliszek, opróżniając butelkę, i usiadł obok żony.

— Co oglądasz?
— Nie wiem, nic nie ma w tej telewizji. Pooglądasz ze mną pochwy?
— Pochwy? — Aleks zakrztusił się winem.
— No jest taki program, w którym kobiety przychodzą do chirurga plastycznego i chcą, żeby je nareperował. Większość z nich ma jakieś konkretne problemy, ale były już dwie, które uznały, że mają nieładne, wiesz…
— Nieładne?
— No, nieładne. Dlatego mówię na to „pochwy”.
— A nie ma czegoś o zabijaniu?
— To może po prostu o remontach? — powiedziała Gośka, zatrzymując się na kanale, w którym ekipa remontowa demolowała ścianę działową w mieszkaniu jakiejś szczęśliwej pary.
— Może być.
Przez chwilę oboje gapili się bezrefleksyjnie w ekran, komentując raz po raz pomysły architekta wnętrz.
— Co to za list do ciebie przyszedł? — zapytała Gośka znienacka.
— Nie wiem, kotek, nie mam teraz ochoty gadać o żadnych listach.
— Normalnie też bym nie dopytywała, ale jakiś taki ekskluzywny się wydaje, więc jestem po prostu ciekawska.
— Ekskluzywny? — Aleks zamarł, domyślając się, co przyniósł listonosz.

Wstał i poszedł do przedpokoju, żeby sprawdzić, czy przeczucie go nie myli. Nie myliło. Grafitowa koperta ze złotym logo Beyond Limitations. Rozerwał ją nerwowo i pobieżnie przeczytał niedługi tekst. Podziękowanie za zapisanie się na szkolenie i informacja o tym, że musi zapłacić w ciągu najbliższego tygodnia, żeby załapać się na cenę zaoferowaną podczas eventu, na którym był ledwie tydzień temu.

— I co, wygrałeś miliony? — dopytywała Gośka sprzed telewizora.
— E tam, jakieś gratisy mi oferują po tych szkoleniach, które kupiłem w internecie, pamiętasz?
— No, pamiętam — odparła chłodno. — Nic już od nich nie kupuj.

Aleks wsunął kopertę do torby z laptopem leżącej przy wieszaku na kurtki i wrócił do salonu.

— Aleks… — odezwała się Gośka nieśmiało, kiedy usiadł obok. — Wiem, że ostatnio byłam nieznośna…
— Daj spokój, nie dzisiaj — uciął w obawie, żeby nie rozpętać piekła. Upił łyk wina, wpatrując się w telewizor.
— Ale czekaj, bo chciałam ci o czymś powiedzieć.

Poczuł, jak spinają mu się mięśnie.

— Nie wiem jeszcze, skąd mi się to wzięło, wiesz takie sprawdzanie wszystkiego, co robisz. Okej, byłam zła na twoje wydatki, ale już wcześniej coś mnie zaniepokoiło i potem ruszyło lawinowo. Ta cała twoja zmiana nawyków, od biegania przez jedzenie i chyba też inne traktowanie pracy. Mam wrażenie, że ostatnio trochę ją olewasz, a dotąd ją lubiłeś. Potem ci internetowi kaznodzieje. No i tak jakoś poszło. Wystraszyłam się, że tracę kontrolę nad naszym życiem.
— No właśnie — skomentował jej wyznanie Aleks. W chwili, w której wypowiadał ten komentarz, wiedział, że zrobił źle. Cóż, poszło…
— Ale co: „właśnie”?
— Tracisz kontrolę nad naszym życiem. Naszym.
— Aleks, nie rozumiem…
— Gośka, ja jestem dorosły. Duży ze mnie chłopiec. Naprawdę nie musisz mnie kontrolować, matkować mi. Uwierz, że nie ma nic gorszego dla faceta, jak nadopiekuńcza żona, która dba o wszystko, od prania gaci do kontrolowania finansów.
— Co?
— Czasem czuję się tym wszystkim przytłoczony.
— Ty, przytłoczony? Chłopie, czym? O nic się nie martwisz, cały dom ogarniam ja i nie mam z tym żadnego kłopotu, żebyśmy mieli jasność. A, nie, sorry, w weekend czasem pogotujesz, jak cię najdzie wena i przelecisz łazienkę, żeby się nie kleiła. I ty się czujesz przytłoczony?
— No właśnie o tym mówię.
— O czym, bo nie rozumiem?
— O tym, że chcesz mieć nad wszystkim kontrolę. Nawet nad ogarnianiem domu.
— Aleks, co ty mówisz? Przecież nie masz pojęcia, jak działa programator w pralce, gdzie sypie się sól do zmywarki, zresztą, czy ty w ogóle wiesz, że zmywarka potrzebuje soli? Raz poprosiłam cię o umycie okien, to wziąłeś akurat tę jedną, jedyną szmatkę, która zostawia włosy, i musiałam poprawiać — Gośka usiadła na kanapie i szczelnie okryła się kocem.
— No i randka w pizdu — skonstatował Aleks.
— Nie wyrażaj się. — Gośka powoli hamowała swój wybuch. Po chwili milczenia dodała: — Nie tak chciałam, przepraszam. Aleks, ja po prostu się martwię, bo widzę, że coś się dzieje, a ty nie mówisz mi co. Nie chodzi tyle o kontrolę, co o poczucie bezpieczeństwa, które daje mi ta kontrola. Do tej pory wszystko było w miarę poukładane i z tego poukładania czerpałam siłę. Teraz zaczyna mi się sypać jakaś część układanki i czuję się niespokojna. Dlatego tak drobiazgowo cię sprawdzam, bo chcę wiedzieć, na czym stoję, rozumiesz? — Pochyliła się w stronę męża i chwyciła go za rękę. — Żeby czuć się dobrze, muszę czuć się pewnie. Zniosę najgorszą prawdę, ale muszę ją znać. A mam wrażenie, że ostatnio coś przede mną ukrywasz. I nie chodzi o to, że przyłapałam cię… — przerwała, widząc, jak Aleks przewraca oczami w reakcji na jej ostatnie słowa. — Przepraszam. Więc: że zauważyłam, że coś tam kupujesz, ale raczej o to, co się z tobą dzieje. Wiem, że tak duża zmiana trybu życia i kupowanie tych całych szkoleń to jedynie objawy. Ale nie wiem czego i to męczy mnie najbardziej, wiesz? — zakończyła łagodnie.
— No i co mam ci powiedzieć? — odparł Aleks po chwili milczenia, której potrzebował na strawienie słów żony.
— Prawdę.
— Prawdę…
— Dobra, Aleks. Masz kogoś?

W jednej chwili dotarło do niego, dlaczego dzisiejszy seks wydał mu się taki mechaniczny. Spojrzał na żonę i powiedział spokojnym głosem:

— Oszalałaś? Gocha… — Objął ją ramieniem i pocałował w głowę.
— Po prostu nie wiem, co myśleć. Przekroczyłeś trzydziestkę i kto cię tam wie? — mówiła nieprzekonana.
— Hej, popatrz na mnie. — Odwrócił się w stronę żony i objął jej twarz rękami. — Nikogo nie ma, rozumiesz? Nie mam żadnej kobiety poza tobą.
— To może kolegę jakiegoś miłego?
— Tak. Poznałem niedawno tajskiego transwestytę i się zakochałem.
— Widzisz? Miałam rację! — droczyła się.
— Halo, tu ziemia! Nie ma nikogo. Ty jesteś, jasne?

Gośka odsunęła się i sięgnęła po jego kieliszek z winem. Upiła łyk.

— W takim razie, jeśli nie to, to co?
— Ale co?
— No, jeśli nie masz romansu, to co się dzieje? Skąd taka nagła zmiana? — drążyła.
— Bo przekroczyłem trzydziestkę i kto mnie tam wie? — Uśmiechnął się.
— Aleks, poważnie. Zgodzisz się chyba, że od jakiegoś czasu zachowujesz się inaczej niż przez poprzednie trzydzieści i przez ostatnie siedem lat, odkąd cię pocałowałam po raz pierwszy.
— No, ale to chyba dobrze, co? Wstaję wcześniej, szykuję wam śniadania, biegam, lepiej się odżywiam, a i Julka, jak mówiłaś, chce przestać jeść mięso, więc co jest nie tak?
— Ja to wszystko widzę, ale nie wiem, co się nagle stało, że zacząłeś to wszystko robić. Rozumiesz chyba, że mogę podejrzewać cię o romans?
— No wiem, że z zewnątrz tak to może wyglądać, ale naprawdę nikogo nie ma.
— To już wiem — odparła zrezygnowana. — Aleks, kręcimy się w kółko. Ja swoje, ty swoje, nie docieramy do sedna.
— A jeśli nie ma żadnego sedna? Może za bardzo rozkminiasz, co?
— Nie wiem… Może.

Siedzieli chwilę w milczeniu, wpatrując się w migające w telewizorze obrazy.

— Dobra, to ostatnie pytanie. — Nie poddawała się Gośka. — Aleks, niczego przede mną nie ukrywasz?

Nie zareagował.

— Ziemia do Aleksa…

Nadal milczenie.

— Halo, ziemia…

Pamiętając wciąż brzmiące mu w uszach słowa Gośki o tym, że zniesie każda prawdę, postanowił zaryzykować.

— No dobra, powiem ci, tylko się nie denerwuj…
— Aleks, tego ci nie zagwarantuję. Przecież to na tych twoich kursach mówili, żeby ostrożnie używać słowa „nie”, prawda? Że mózg jest tak skonstruowany, że żeby coś zanegować, musi to sobie najpierw wyobrazić. Więc właśnie wyobraziłam sobie siebie zdenerwowaną. Popracuj teraz nad tym, żebym to zanegowała. Dajesz.
— Gośka, zapisałem się na jeszcze jedno szkolenie, ale nie martw się…
— Nie martw się? Mój mózg właśnie dołożył martwienie się do zdenerwowania. Kiepsko ci idzie.
— Nie będzie żadnych poważnych konsekwencji finansowych…
— To teraz wyobraziłam sobie jeszcze konsekwencje finansowe. Jesteś mistrzem w budowaniu napięcia. Ile nas to kosztowało?

Aleks spojrzał jej prosto w oczy i powiedział:
— Siedem tysięcy.

Gośka zaczęła się w sobie zapadać jak dmuchany zamek dla dzieci podczas awarii agregatu pompującego powietrze.

— Siedem tysięcy…
— Gośka, posłuchaj…
— A ja nie kupiłam Julce kurtki.
— Gośka…
— Oszczędzam mojego Lancôme’a na specjalne okazje.
— Gośka, nie nakręcaj się.
— A teraz jeszcze mój mózg wyobraża sobie, jak się nakręcam… Zaneguj to, Aleks. Kłam. Zrób cokolwiek.
— Pieniędzmi się nie… — Aleks uciął, szukając zamiennika, w którym nie użyje słowa „nie”. — O pieniądze się zatroszczyłem.
— Zatroszczyłeś się? — Spojrzała na niego niewidzącym wzrokiem.
— Tak, zostaw to mnie.
— Aleks, jak się zatroszczyłeś, powiedz, proszę. Okradłeś kogoś, kochany?
— Wziąłem kredyt.
— Jezu… — jęknęła Gośka.
— Rata jest niska, trzysta złotych miesięcznie, spokojnie, udźwigniemy — tłumaczył pospiesznie.
Gośka zacisnęła na sobie koc jeszcze mocniej, wstała, weszła do sypialni i po chwili wróciła ubrana w świeżą piżamę. Podeszła do lodówki i wyjęła z niej napoczętą butelkę wódki.
— Będziesz piła?
— Masz jakieś fajki? — Zignorowała jego pytanie beznamiętnym tonem.
— Nie — skłamał.
— W takim razie możesz iść spać. Nie będziesz mi już dzisiaj potrzebny.
— Gośka… — Aleks wstał i skierował się do żony, która napełniała schłodzonym alkoholem największy dostępny w kuchni kieliszek do wódki. Kiedy podszedł, odwróciła się do niego i opróżniła szkło jednym haustem.
— Uuch! Dobra wódka, pożywna — powiedziała, otrząsając się z niesmakiem, po czym odwróciła się tyłem do męża i napełniła kieliszek kolejny raz.
— Aleks, nie wiem, jak to powiedzieć wyraźniej, zostaw mnie samą, okej?

Aleks wiedział, że pora odpuścić. Dopił wino, wziął smartfon i udał się do sypialni. Przebrał się w piżamę i położył, ale sen nie nadchodził. Słyszał zza drzwi dźwięki telewizora, który stał się towarzyszem niedoli jego żony. Minęła może godzina, kiedy usłyszał kroki bosych stóp na parkiecie.

— Śpisz? — powiedziała Gośka, stojąc w drzwiach i podpierając się ręką.

Zastanawiał się, ile kieliszków w siebie wlała.

— Zasypiam, a co?
— Jutro spłacisz ten kredyt razem z odsetkami czy innymi karami za wcześniejszą spłatę, rozumiesz? — bełkotała.
— Gośka, daj spokój, pogadamy jutro.
— Jutro nie będę z tobą rozmawiała. Przeleję ci pieniądze z mojego subkonta i spłacisz ten cholerny kredyt, rozumiesz?
— Jakie pieniądze, o czym ty mówisz?
— O naszej wymarzonej Grecji — odparła i zamknęła drzwi od zewnątrz, by po chwili znowu je otworzyć. — Aha, i jutro poinformujesz naszą córkę, że nie obejrzy żółwi. Możesz też przygotować tzatziki do obiadu, bo chyba to mieści się w twojej nowej lepszej diecie, co? O musakę nie proszę, bo niezdrowa.
— Gośka, poczekaj…

Zamknęła za sobą drzwi i wróciła na kanapę, a Aleks nie zasnął na dobre do rana, przewracając się w łóżku z lewej na prawą i z powrotem.”

Fragment pochodzi z książki „Event”, której autorem jest Adam Walerjańczyk.

Jeśli zaintrygowała Cię historia Aleksa i chcesz wiedzieć, jak to wszystko potoczyło się dalej, to dowiedz się tego właśnie dzięki tej książce.

Aleks
5 (100%) 2 votes

< < Poprzedni <<
>> Następny >>
darmowy ebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


(wymagane)