Archives:

e-biznes i sprzedaż, rozwój osobisty i osiąganie celów

Uwierz w siebie jak Richard Branson

21 września 2017

W dzisiejszych mediach na każdym kroku można znaleźć informacje, które skutecznie zniechęcają do tego, aby założyć własny biznes i zostać przedsiębiorcą. Wszyscy powtarzają, że to ogromne ryzyko, ponieważ z dziesięciu nowo powstałych biznesów niemal natychmiast upada dziewięć. Z tych ocalałych natomiast większość upadnie w trochę dłuższym odstępie czasu. Ludzie czytając i słuchając o takich statystykach w mediach, są skutecznie odwodzeni od tego, aby podjąć jakiekolwiek działanie w kierunku kreowania własnego biznesu. Do takich osób nie należał jednak Richard Branson.

Oczywiście miał on świadomość tego, że życie przedsiębiorcy nie jest proste, ale nie potrafił także wyobrazić sobie siebie w pracy na etacie, więc była to jedyna słuszna droga, którą zdecydował się ostatecznie wybrać.

W swojej karierze biznesowej Branson miał wiele momentów, w których mógł się poddać i rzucić wszystko w diabły. Miał wiele momentów, kiedy firmę dzielił zaledwie krok od bankructwa. Co więc sprawiało, że Virgin wciąż utrzymywała się na powierzchni?

Wiara w powodzenie. Wiara w to, że połączenie ciężkiej pracy, cierpliwości oraz wytrwałości przyniesie pożądany rezultat. Sam Branson twierdzi: „Pierwszą rzeczą, w którą trzeba wierzyć, podejmując jakiekolwiek przedsięwzięcie, jest to, że się uda, i że jesteśmy w stanie je zrealizować”. Podczas trudnych momentów w biznesie, które przeżywał co pewien czas (szczególnie na początku), Richard zawsze miał wybór. Mógł zrezygnować, uginając się pod ciężarem danego problemu, lub spróbować skupić się na szukaniu jego rozwiązań. Zawsze wybierał to drugie.

Wiara, jaką prezentował Branson, stanowiła jego ogromną siłę w drodze do zbudowania wielkiego imperium, jakim po pewnym czasie stała się Virgin. Poziom jego wiary postrzegam jako pewnego rodzaju nadludzką moc, którą zawdzięcza po części rodzicom. Pokazali mu oni, że ucieczka przed problemem nie jest tożsama z jego rozwiązaniem. Zawsze można spróbować stawić mu czoło.

Tylko w bezpośredniej konfrontacji z problemem jest szansa, aby się przekonać, czy rzeczywiście jest on nie do przejścia. Świetnie wpisują się w to słowa Roberta De Niro, który powiedział kiedyś: Jeżeli się z tym nie zmierzysz, nigdy się nie przekonasz.

Uwierz w siebie jak Richard Branson!

Zobacz książkę „Wielcy”, z której pochodzi ten fragment.

e-biznes i sprzedaż, rozwój osobisty i osiąganie celów

Potęga czterech zadań

11 stycznia 2017

Jesteśmy zagonieni, zestresowani i mamy zbyt dużo rzeczy do zrobienia. Nadmiar obowiązków wytwarza poczucie, że pracy zamiast ubywać, to ciągle przybywa i nie widzimy drogi wyjścia z tej sytuacji. A to powoduje stres.

Nie od dziś wiadomo, że stres to odpowiedź naszego organizmu na otaczające nas okoliczności i zdarzenia, które się dzieją w naszym życiu. Nie zawsze mamy wpływ na to co się dzieje, za to zawsze mamy wpływ na to jak to odbieramy i jak na to reagujemy.

Wystarczy więc przestać się emocjonować tym co się nam przydarza i sprawa stresu rozwiązana 🙂

Łatwej to jednak powiedzieć niż zrobić. Na szczęście znalazłem sposób na zdecydowanie zmniejszenie stresu związanego z nadmiarem obowiązków. Jest to sposób bardzo prosty, a jednocześnie skuteczny. Sprawdź, może u Ciebie też zadziała.

O co chodzi? O listy zadań!

Jeśli w tym momencie wydałeś jęk zawodu, „jej, znowu lista rzeczy do zrobienia – u mnie to nie działa”, to czytaj dalej 🙂

W przypadku osób zapracowanych lista z zadaniami nie zdaje egzaminu z prostego powodu. Jest na niej tak dużo rzeczy, że bardzo szybko traci się nad nią panowanie. Jednak dwa proste triki pozwolą Ci na znaczne usprawnienie jej działania.

Po pierwsze lista zadań do zrobienia powinna być tworzona dzień wcześniej. Najpóźniej wieczorem, jednak u mnie dużo lepiej się sprawdza sporządzanie jej na zakończenie dnia pracy, około godziny 17-18.

Oczywiście rzeczy do zrobienia planujemy zgodnie z ich priorytetami – najważniejsze na samej górze.

Dzięki temu następnego dnia rano wstajemy już z gotowym planem działania i możemy szybciej zabierać się za najważniejsze rzeczy do zrobienia. Nie musimy tracić czasu na opracowywanie planu od czego zacząć, bo już to wiemy. Powoduje to szybsze wykonanie pierwszego zadania i daje motywację do rozpoczęcia kolejnych.

Drugim bardzo ważnym trikiem jest ograniczenie liczby zadań do… czterech.

Nie wiem jak Ty, ale gdy ja widzę na swojej liście 20 rzeczy do zrobienia, to odechciewa mi się robienia czegokolwiek. Gdy widzę tylko cztery, to mam o wiele większą motywację do ich wykonania.

No dobrze, ale co z pozostałymi zadaniami, które są ważne? One w fazie planowania zostają przeniesione na dzień następny. Gdy uporam się z bieżącymi czterema, to dopiero wtedy biorę się za rzeczy z kolejnego dnia i wrzucam je do zrobienia na dziś.

Bardzo pomaga mi w tym aplikacja Remember The Milk – prosta i dostępna na wszelkie możliwe platformy na których działam – komputer, telefon czy ipada.

Oczywiście życie jest dynamiczne i w trakcie dnia często pojawiają się nam kolejne rzeczy do zrobienia. W takim przypadku również dużo łatwiej zdecydować pośród czterech priorytetów, gdzie umieścić nowe zadanie, niż gdybyśmy ich mieli tyle, że od samego patrzenia mieniłoby się nam przed oczami.

A co zrobić, gdy okazuje się, że zadań „na kolejny dzień” mamy już dobrze ponad sto? Wtedy jest najwyższy czas na automatyzację, zbudowanie zespołu i sprawne delegowanie zadań. A o tym możesz poczytać tutaj 🙂

e-biznes i sprzedaż

5 powodów, dlaczego system zawsze wygrywa

14 grudnia 2016

Rozejrzyj się wokoło. Czy masz wśród Twoich znajomych osoby, które biegają od rana do wieczora, wydaje się, że załatwiają mnóstwo spraw, są cały czas zajęci, a jakoś nie przekłada się to ani na wynik finansowy ani na ich poczucie szczęścia?

A może znasz takie przykłady, gdy komuś biznes świetnie wystrzelił, ale po jakimś czasie musiał dać za wygraną, bo przygniótł go ogrom bieżących drobiazgów do załatwienia i wyprzedziła go konkurencja?

Dlaczego tak się dzieje? Bo osoby te zamiast rzeczywiście budować swój biznes skupiają się tylko i wyłącznie na bieżącej sprzedaży. Nie myślą perspektywicznie i ich działania nie mają na celu sprawienia, by w przyszłości było im coraz łatwiej. Myślą tylko o tym co tu i teraz, bo… nie mają czasu na zaplanowanie swoich działań.

A w dłuższej perspektywie dobrze stworzony system zawsze wygra z krótkimi zrywami nawet największej i najbardziej skutecznej aktywności. Dlaczego? Choćby z powodu tych pięciu poniższych twierdzeń.

1. Klient potrzebuje czasu (by Ci zaufać)

Przy pierwszym kontakcie rzadko kiedy się zdarza, by zamknąć transakcję. Regułą jest raczej odrzucenie i niechęć do kupowania czegokolwiek przez potencjalnego klienta.

Co się więc dzieje, gdy nie masz wdrożonego systemu stałego kontaktu z klientem? Większość pieniędzy „zostawiasz na stole”. Jeśli jesteś chodzącą maszyną sprzedażową i masz niesamowitą skuteczność zamykania nawet 20% transakcji, to wciąż 80% osób odchodzi.

80% z których, jak pokazują badania, jeszcze połowa byłaby w stanie coś od Ciebie kupić, gdybyś tylko pozostał z tymi ludźmi w kontakcie, przypominał o swoim istnieniu i dostarczał im jakiejś wartości na co dzień.

Ciężko szybko zdobyć czyjeś zaufanie. Szczególnie w takim stopniu, by ktoś powierzył Ci swoje ciężko zarobione pieniądze. Co innego, gdy w grę wchodzi dłuższy termin. Macie wtedy okazję się poznać, klient ma okazję zobaczyć, jakie są rzeczywiste Twoje intencje jako sprzedającego i nabrać do Ciebie coraz większego zaufania.

Co więcej, w momencie gdy przedstawiałeś swoją propozycję, to klient mógł być JESZCZE nią niezainteresowany. Ale ponieważ życie jest dynamiczne, to patrz punkt 2.

2. Zmienia się sytuacja klienta

Tak jak zmienia się sytuacja każdego z nas, tak zmienia się też sytuacja naszych klientów. Wczoraj ktoś jeszcze nie myślał o kupnie nowego samochodu, ale gdy dziś kolejny raz stracił pół dnia u mechanika, to zaczyna się jednak rozglądać za nowym pojazdem.

Spadł śnieg i przemokły mu buty, więc idzie kupić nowe. Chociaż jeszcze wczoraj myślał, że te co ma są wystarczająco dobre.

Cały czas coś się dzieje w życiu naszego klienta. I jeśli będziemy mu towarzyszyć przez cały ten czas i dyskretnie o sobie przypominać, to w końcu możliwe, że nastąpi taki moment, że klient będzie potrzebował czegoś, co oferujemy. A wtedy sprzedaż staje się już bardzo łatwa i nikogo do niczego nie trzeba nakłaniać, zbędne też są sztuczki, sposoby i sposobiki na sprytne zamykanie sprzedaży.

Systematyczny kontakt z potencjalnym klientem, który wyraził wstępne zainteresowanie naszym produktem, jest też znacznie tańsze i przyjemniejsze niż ciągła pogoń za nowymi ludźmi.

3. Możliwość dopracowywania

Kolejna przewaga systematycznej pracy o jasno określonych celach nad szybkimi zrywami, to możliwość dopracowywania skuteczności naszych działań.

Nikt nie jest alfą i omegą i nie jest w stanie do końca przewidzieć, co zadziała, a co będzie całkowitą klapą. Które działania spotkają się z entuzjastycznym przyjęciem na rynku, a które przejdą bez echa.

Jedyna metoda to testowanie, zbieranie danych, porównywanie ich i wybieranie rozwiązań, które działały lepiej niż inne. Te wybrane, skuteczniejsze rozwiązania, znowu trzeba przetestować i kolejny raz wybrać to, co działa najlepiej.

Jest to więc proces ciągłego dążenia do doskonałości – stąd się bierze pewność siebie, skuteczność, a tym samym spokój działania.

Jak jednak chciałbyś cokolwiek dopracowywać, gdy nie masz żadnego systemu, jednego wypracowanego sposobu działania, tylko za każdym razem próbujesz czegoś nowego? Jakie wnioski możesz wyciągnąć, gdy z każdym klientem przeprowadziłeś zupełnie inną rozmowę, czy wysłałeś zupełnie różne maile?

Skąd wiesz, czy bardziej skuteczny jest kontakt następnego dnia po spotkaniu czy może trzy dni później? A może warto zadzwonić jeszcze w tym samym dniu? A może w tym samym dniu wysłać maila, a zadzwonić dzień później?

Nie wiesz, jeśli tego nie przetestujesz. A gdy zaczniesz testować i wyciągać odpowiednie wnioski, to będziesz mógł swoją machinę sprzedażową cały czas dopracowywać.

Jaką masz wtedy przewagę nad konkurencją, która dopiero wchodzi na Twój rynek, nie mając żadnej wiedzy na jego temat? Ogromną!

4. Utrzymanie jakości

Pomyśl, o ile zwiększy się Twoja pewność siebie i jak będzie ona widoczna w Twoich wszelakich komunikatach marketingowych, gdy będziesz mógł dać gwarancję klientowi, że usługa zostanie uruchomiona do godziny od podpisania umowy. Albo że towar wyjedzie z Twojego magazynu maksymalnie następnego dnia od złożenia zamówienia.

Możesz gwarantować jakość Twoich produktów i usług. Ale tylko wtedy, gdy stoi za Tobą sprawnie działający system. Jeśli nie zatrudniłeś odpowiednich ludzi i nie wiedzą oni, co tak naprawdę mają robić, to ich działania nie są powtarzalne.

Będą okresy, że wydajność ich pracy będzie fantastyczna, ale zdarzą się też kolosalne wpadki. A gdy działasz na mocno konkurencyjnym rynku (a który taki nie jest w obecnych czasach?), to możesz być pewien, że klienci szybko znajdą alternatywę dla Twojej firmy. Taką, która zapewni im odpowiednią jakość.

5. Możesz więcej wydać na pozyskanie klienta

Może zastanawiasz się czasem, jak to się dzieje, że Twój konkurent wydaje piękny, kolorowy błyszczący katalog, a Ciebie nie stać nawet na marne, czarno-białe ulotki? Albo ktoś płaci stawki za reklamę tak wysokie, że konkurowanie z nim z marszu staje się dla Ciebie nieopłacalne.

Rozwiązaniem zagadki jest bardzo często odpowiednio wdrożony system wielokrotnej sprzedaży dla jednego klienta. Gdy masz działający, przetestowany mechanizm, to doskonale wiesz, że na stu klientów dwudziestu z nich kupi jeszcze drugi, droższy produkt, a dziesięciu dokupi jakieś dodatki. Co więcej, powtórzą oni swoje zakupy za pół roku, średnio wydając kwotę x.

Mając te dane doskonale wiesz, jaki będzie Twój zysk z jednego klienta w ciągu najbliższego roku. I możliwe, że nic nie zarobisz albo nawet stracisz przy pierwszej sprzedaży – koszty pozyskania nowego klienta przekroczą potencjalny zysk. Jednak w przeciągu kolejnych miesięcy zaczniesz już na takim kliencie zarabiać, co spowoduje, że nagle sposoby reklamy dotychczas dla Ciebie nieopłacalne zaczną być w zasięgu ręki.

Jeśli więc do tej pory nie planowałeś swoich działań, nie masz zaprojektowanej strategii na najbliższe lata, bo „nie masz na to czasu”, to… znajdź czas. Bo dobry system zawsze wygrywa.

rozwój osobisty i osiąganie celów

Trudne decyzje – jak je podejmować?

5 września 2016

Całe nasze życie polega na podejmowaniu decyzji. Mówi się nawet o tym, że osoby osiągające dużo w swoim życiu to te, które nie boją się podejmować decyzji i to tych dużej wagi, niosących za sobą spore ryzyko.

Coś w tym jest, że im więcej wyborów dokonujemy i im większy mają one potencjalny wpływ na nas i nasze otoczenie, tym łatwiej nam przychodzi podejmowanie kolejnych.

Lecz nawet mimo tego, że w ciągu całego życia podejmujemy ich całe mnóstwo i nawet jeśli ktoś, patrząc na nas z zewnątrz, może stwierdzić, że często są to decyzje sporego kalibru, to gdy dochodzi do takich najważniejszych, życiowych, to bardzo często dotyka nas paraliż.

Dlaczego tak się dzieje?

Ano dlatego, że nie lubimy, gdy coś tracimy. A decyzja z samej swojej natury powoduje, że coś musimy odrzucić i wybrać inną ścieżkę. Boimy się, że będziemy takiej decyzji żałować. Że nasze życie może stać się gorsze niż było do tej pory.

Ekscytacja potencjalnymi możliwościami zmiany przyćmiewana jest znacznie większym strachem, że coś może pójść nie tak.

Proces podejmowania decyzji to takie wieczne balansowanie pomiędzy tym ile zyskamy w wyniku zmiany, a tym ile możemy stracić, gdy jednak nie wszystko pójdzie po naszej myśli.

Czasem ten niepokój ma uzasadnienie w przeszłych wydarzeniach, a czasem nie ma realnych podstaw, bazuje jedynie na negatywnych wyobrażeniach przyszłości.

Zauważ, że cały strach wynika z tego, że mamy założony z góry jakiś scenariusz, chcemy by się on ziścił i nie chcemy żadnych, ale to absolutnie żadnych od niego odstępstw. A nie wiemy przecież, czy założony przez nas scenariusz jest faktycznie czymś dla nas najlepszym. Może czeka nas coś wspanialszego niż wyobrażaliśmy sobie w najśmielszych snach?

Z tego wynika pierwszy punkt przy podejmowaniu ważnych decyzji:

1. Daj sobie trochę luzu

Jeśli dopuścisz myśl, że pewnie nie wszystko pójdzie idealnie tak jak sobie zaplanowałeś, ale koniec końców wszystko się jakoś ułoży, to będzie Ci łatwiej puścić się nici wiążącej Cię z Twoim obecnym życiem i zaryzykować pójście w nieznane. Zmniejszysz trochę ciśnienie i być może ocieplisz myśli związane ze zmianą. Że co by się nie działo, to czeka Cię ciekawa przygoda i może już dla niej samej warto się zdecydować na zmiany.

Jeśli zmiana Cię nie zabije, to zawsze jakoś się odnajdziesz w nowej rzeczywistości.

2. Wymyśl trzeci scenariusz

Jeśli przeraża Cię zrobienie jednego, dużego kroku i masz do wyboru tylko dwa scenariusze, gdzie pierwszy to zostawienie wszystkiego po staremu, a drugi to duża zmiana, np. przeprowadzka do innego kraju, zmiana pracy czy partnera życiowego, to może będziesz w stanie wymyślić coś pośredniego?

Może nie inny kraj, tylko inne miasto w Polsce, gdzie też będziesz miał większe możliwości rozwoju niż w obecnym miejscu zamieszkania? Może nie zmieniać pracy tylko znaleźć sobie zajęcie dodatkowe? Może nie porzucenie partnera, tylko zmiana zasad panujących w waszym związku?

Daj sobie przestrzeń na znalezienie pośredniej drogi, nie wszystko jest czarno-białe.

3. pogłębiaj zrozumienie

Wydaje Ci się pewnie, że wiesz dlaczego chcesz daną decyzję podjąć, ale może tylko Ci się wydaje? Dotrzyj do trzonu tego, co Cię pcha do przodu, co jest Twoją siłą napędową w tej konkretnej sytuacji i dlaczego w ogóle pragniesz jakichkolwiek zmian.

To da Ci większą pewność siebie i więcej energii do działania poprzez bardziej klarowny obraz tego dokąd dążysz i dlaczego.

A jak to zrobić? Poprzez zadawanie sobie pogłębionych pytań „dlaczego / po co to robię”?

Na przykład chcę zmienić pracę. A dlaczego? Żeby mieć więcej pieniędzy. Ale po co? Żeby móc częściej wyjeżdżać na wakacje. Ale po co? Żeby odpoczywać razem z moją partnerką. A dlaczego? Żeby poświęcić sobie wzajemnie więcej czasu i stale wzmacniać nasz związek.

Zobacz, że z każdym pytaniem schodzimy do coraz ważniejszej, głębszej motywacji. Na odpowiednim poziomie jest nam łatwiej podjąć decyzję, bo wyraźnie zwiększają się korzyści, jeśli zmienimy coś w naszym dotychczasowym działaniu i zaczynają one przewyższać strach.

4. spisz za i przeciw – razem z punktacją

Prawdopodobnie masz mętlik w głowie i całe kłębowisko myśli. Ciężko w takiej sytuacji podjąć jakąś decyzję, bo nie masz nawet klarownej wizji tego co tak naprawdę stracisz, a co zyskasz wybierając jedno czy drugie rozwiązanie.

Spisz więc wszystkie za i przeciw dla każdego z możliwych wyborów, ale nie kieruj się tylko tym, czy długość kolumny z korzyściami przewyższa tę z wadami. Bardziej chodzi o wagę poszczególnych punktów, ponieważ jedna zaleta innej nierówna.

Dlatego do każdego stwierdzenia przypisz wartość punktową. Na przykład przy przeprowadzce zaletą może być to, że będziesz miał bliżej do pracy, a wadą to, że w nowej miejscowości nie ma Twojej ulubionej kawiarni. Bliskość miejsca pracy możesz ocenić na +5 punktów, a brak kawiarni na -2. Sumarycznie jesteś więc 3 punkty do przodu, choć na pierwszy rzut oka zalet jest tyle samo co wad – po jednej 🙂

ebook Sekrety prawa przyciągania

Sekrety prawa przyciągania

A może chcesz zdobyć ebooka za darmo?

Jak dzięki mocy swoich myśli osiągnąć, co zechcesz
w każdej dziedzinie swojego życia?

O tak! Chcę ebooka!

5. przyjrzyj się swojej decyzji w różnych stanach emocjonalnych

Gdy decyzja jest naprawdę poważna będzie w Tobie wywoływać różne emocje, czasem bardzo skrajne. Ciągłe myślenie o niej może też na dłuższy czas wprowadzać Cię w różny nastrój – zadumy, refleksji, ale może powodować też głęboki smutek czy nieuzasadnioną euforię.

Gdy już przemyślisz swoją decyzję i spiszesz różne ZA i PRZECIW, to daj sobie kilka dni na to, żeby przyjrzeć się swoim notatkom w innym stanie emocjonalnym. Gdy całość spisywałeś, gdy byłeś zadowolony i czułeś, że możesz przenosić góry, to podjęta decyzja może być oparta o zbyt optymistycznych przesłanki.

Z drugiej strony jeśli byłeś zdołowany, to może rozpatrywałeś całość w zbyt czarnych barwach i wszelkie scenariusze wydawały się nie do spełnienia?

Dając sobie czas i sposobność do przeżywania różnych emocji będziesz w stanie podjąć bardziej racjonalną, zrównoważoną decyzję.

Gdy decyzja jest już podjęta.

Gdy już podjąłeś decyzję, tak naprawde, czyli podążyło za nią już jakieś działanie, to odetnij wszystkie inne możliwości i przestań nad nimi rozmyślać. Teraz nie ma już czasu ani miejsca na to, aby się roztkliwiać nad tym, co by mogło się wydarzyć, gdybyś wybrał inaczej.

Teraz potrzebujesz 100% energii na wspieranie tej wersji którą wybrałeś, więc nie oglądaj się za siebie, tylko przyj do przodu na pełnych obrotach i wspieraj całkowicie… siebie w upewnianiu się, że decyzja którą podjąłeś była słuszna. Słuszna, bo Twoja i nie ma co się nad tym dłużej zastanawiać.

e-biznes i sprzedaż, rozwój osobisty i osiąganie celów

Jak być lepszym szefem?

31 sierpnia 2016

Bycie dobrym szefem, podobnie jak bycie dobrym człowiekiem nie jest łatwe. Co nie znaczy, że nie należy próbować.

Na to jakim jesteś lub będziesz szefem duży wpływ ma Twoja osobowość. Niektórzy w naturalny sposób bardziej skupiają się na ludziach, inni na liczbach i wynikach. Twoim zadaniem jako szefa całej firmy lub jakiegoś jej działu jest spowodowanie, by Twój zespół osiągał konkretne wyniki, czyli aby pojawił się zakładany rezultat.

Jednak jeśli ten rezultat ma się pojawić, to musisz w odpowiedni sposób traktować ludzi w Twoim zespole, by byli oni efektywni w działaniu i wystarczająco zmotywowani do osiągania założonych celów.

Konieczne jest więc dzielenie Twojej uwagi pomiędzy dwie sfery. Pierwsza to twarde dane, liczby i monitorowanie Waszych działań, a druga to relacje z ludźmi i rozwiązywanie wszelkich problemów, które na tej płaszczyźnie się pojawiają.

Tutaj przydają się umiejętności miękkie – komunikacja, negocjacje, postawienie się w sytuacji drugiego człowieka i takie cechy jak empatia i sprawiedliwość.

I o ile pierwszej, liczbowej sfery, stosunkowo łatwo się nauczyć, to w przypadku drugiej wygląda to przeważnie znacząco gorzej. Dlatego też, aby być dobrym szefem, warto pracować szczególnie nad wszelkimi umiejętnościami, które poprawią nasze relacje z innymi ludźmi i ułatwią zrozumienie ich zachowań.

Jeśli miałbym wydzielić pięć złotych zasad jak postępować, aby być dobrym szefem, to uwypukliłbym takie zachowania:

1. szanuj ludzi

Prawdziwie i szczerze. Dotyczy to wszystkich ludzi, ale szczególnie ważne jest w przypadku Twojego zespołu. Od tego się wszystko zaczyna. Jeśli nie będziesz miał szacunku do osób, które z Tobą pracują, a już szczególnie do tych, dla których jesteś zwierzchnikiem, to będzie to widoczne we wszystkich Twoich zachowaniach – choćbyś bardzo starał się to ukryć.

A działa to z wzajemnością, więc wtedy inni nie będą też szanowali Ciebie. A dla szefa, którego się nie szanuje, nikt nie zrobi nic więcej ponad to, co ma sztywno zapisane w umowie o pracę.

2. rób drobne przysługi – traktuj innych jak chcesz, żeby traktowano Ciebie

Jeśli nie zaburza to pracy reszty zespołu, to zgadzaj się na drobne ustępstwa, aby ułatwić życie Twoim ludziom. Ktoś nagle potrzebuje przyjść dwie godziny później, a zaległości odrobi w sobotę – zgódź się na to. Masz możliwość przyspieszenia załatwienia dla kogoś ważnych dla niego dokumentów, na przykład zaświadczenia o zarobkach do banku? Zrób to.

Właśnie takimi drobnymi gestami buduje się wdzięczność, lojalność i zaangażowanie pracowników. Pamiętaj, że prędzej czy później Ty również będziesz potrzebował przysługi od kogoś z Twojego zespołu, na przykład zostania po godzinach, aby skończyć jakiś ważny projekt.

3. deleguj zadania, a nie zrzucaj odpowiedzialności

Poprawne delegowanie zadań polega na tym, aby oprócz dokładnych wytycznych jaki ma być efekt końcowy dać też odpowiednie narzędzia osobie, która to zadanie ma wykonać. Poza tym, jeśli nie wynika to jasno z zakresu obowiązku danej osoby, wytłumacz dlaczego akurat jej zlecasz dane zadanie. Jeśli zadanie jest ciekawe i rozwijające dla tej osoby, będzie to nobilitacja. Często jednak jest to coś, co po prostu trzeba zrobić, a osoba której to zlecasz ma najlepsze ku temu kwalifikacje z całego zespołu – warto to podkreślić.

Upewnij się też, że dana osoba ma odpowiednią wiedzę jak to zadanie wykonać, a nie zrzucaj na nią po prostu rzeczy których nie lubisz lub nie chce Ci się robić.

4. ufaj ludziom i unikaj mikrozarządzania

Jeśli już masz zespół, to nie po to, żebyś wszystko robił za kogoś i sprawdzał na każdym kroku, czy na pewno wszystko jest zrobione w taki sposób w jaki sobie wymyśliłeś.

Cała siła zespołu polega na różnorodności, więc musisz się pogodzić z tym, że zadania które zlecasz będą robione W INNY sposób, niż Ty sam byś je wykonywał. Natomiast ważny jest efekt końcowy, żeby spełniał założenia, które wspólnie na początku ustaliliście.

5. dziel się sukcesami, nie przypisuj ich sobie

Nigdy, ale to przenigdy nie przypisuj sobie sukcesów całego zespołu tylko sobie. Podobnie z pomysłami na różnego rodzaju usprawnienia w firmie. Jeśli ktoś wpadł na świetny pomysł, to podkreślaj to na każdym kroku, że jest to pomysł tej osoby, a nie Twój.

Twój image na tym nie ucierpi, bo w końcu masz być osobą ZARZĄDZAJĄCA, a nie wymyślającą. A w ten sposób zachęcisz też innych do dzielenia się swoimi pomysłami, dzięki czemu w dłuższej perspektywie zyska na tym cała organizacja.

Mam nadzieję, że powyższe wskazówki pozwolą Ci być lepszym szefem. U mnie się sprawdzają i choć nie jestem idealny, to staram się zawsze do nich stosować 🙂

rozwój osobisty i osiąganie celów

Jak być dobrym człowiekiem

29 sierpnia 2016

Już samo zadanie sobie tego pytania pokazuje, że jesteś na właściwej ścieżce, aby być dobrym człowiekiem. A może jeszcze lepszym pytaniem będzie „jak stać się lepszym człowiekiem”?

Dlaczego „stać się”, a nie „być”? Ponieważ każdy z nas idzie przez życie jakąś drogą, jednak często z niej schodzimy i błądzimy gdzieś dookoła. W końcu znowu odnajdujemy tę naszą słuszną, jedynie prawdziwą ścieżkę, a przynajmniej tak nam się wydaje przez jakiś czas. Wtedy czujemy, że robimy to co powinniśmy, mamy poczucie spełnienia i jesteśmy zadowoleni z naszego życia.

Nie można jednak stać się dobrym człowiekiem i już cały czas nim być. Dlaczego? Bo życie jest dynamiczne, wystawia nas na różne pokusy i zachęca do pójścia na skróty.

bycie dobrym człowiekiem to bardzo często właśnie wybieranie tej dłuższej i trudniejszej, ale słusznej drogi.

Dlatego lepiej mówić o stawaniu się lepszym człowiekiem, każdego dnia, krok po kroku. A na co zwracać uwagę by być postrzeganym, a przede wszystkim by czuć, że jest się dobrym człowiekiem? Zobacz poniższą listę, którą ja traktuję jako życiowe drogowskazy.

1. akceptuj

To podstawa wszystkiego. Zaakceptuj siebie i innych. Najpierw swoją osobę, ze swoimi silnymi stronami i słabościami, a dopiero wtedy innych. Jeśli zaakceptujesz siebie dokładnie takiego jakim jesteś, to jest to fundament pod to, żebyś był świadomy swoich zachowań i by budować pewność siebie i akceptację dla innych. Bez akceptacji swojej osoby nie zbudujesz silnego charakteru, nie staniesz się też wystarczająco silny by pomagać innym ludziom.

2. szanuj innych ludzi

Każdy z nas jest inny. Każdy ma jakiś talent – czasem widoczny gołym okiem, czasem głęboko ukryty. Niektórzy z nas potrafią trzymać się przez dłuższy czas słusznej drogi, a niektórzy błądzą całe życie. Niezależnie od tego każdemu należy się szacunek. Jeśli jest to dla Ciebie ciężkie, by bezwarunkowo szanować innych, to znajdź w drugiej osobie choćby niewielki okruch tego, za co możesz obdarzyć ją szacunkiem.

3. nie patrz tylko na siebie – troszcz się o innych

Zauważ ile jest wokół Ciebie osób, które są słabsze od Ciebie w jakiejś dziedzinie. Coś, co dla Ciebie jest banalnie proste dla innych może stanowić nielada wyzwanie. I vice-versa. Nie oczekuj zapłaty za każde Twoje działanie, tylko troszcz się o osoby z Twojego otoczenia i bezinteresowanie pomagaj tym, którzy takiej pomocy potrzebują. Nie daj się jednak wykorzystywać – będziesz wiedział gdzie postawić granicę, gdy będziesz świadomy tego, kim jesteś.

4. dotrzymuj danego słowa

Traktuj swoje słowo jako coś najcenniejszego na świecie – raz straconą reputację ciężko odbudować. Nie rzucaj słów na wiatr i jeśli komuś coś obiecasz, to za wszelką cenę staraj się tę obietnicę spełnić. Dzięki temu budujesz pozycję człowieka, na którym można polegać.

5. szczerze przepraszaj

Nie wszystko zawsze się udaje. Nie da się uniknąć tego, że czasem zawiedziesz na całej linii. Jeśli wiesz, że coś jest Twoją winą, szczerze i jak najszybciej przeproś osobę, którą zawiodłeś. Nie ma nic gorszego niż udawanie, że nic się nie stało.

6. bądź uczciwy, nie oszukuj

Nie oszukuj innych dla osiągnięcia własnych korzyści. Oszustwa prędzej czy później wychodzą na jaw i powodują, że całkowicie tracisz zaufanie u innych ludzi. A zaufanie jest podstawową walutą, jeśli chcesz osiągnąć cokolwiek w życiu.

7. bądź lepszym każdego dnia

Nie ustawaj w wysiłkach, by stawać się lepszym każdego dnia. W dzisiejszych czasach kto się nie rozwija, ten się cofa. A gdy stajesz się lepszym stanowisz wzór i inspirację dla innych. Zostajesz liderem, za którym ludzie podążają.

Brakuje Ci celu w życiu?

 

Zdobądź ZA DARMO legendarnego ebooka Napoleona Hilla „Prawa Sukcesu” Superumysł oraz Określony Cel Główny.

Prawo Sukcesu

  • Wreszcie skupisz się na tym, czego naprawdę pragniesz.
  • Dowiesz się na czym w rzeczywistości polega PLANOWANIE i jaką ma moc w realizacji Twoich celów.
  • Poznasz 4-stopniową formułę, która pozwoli Ci zająć się w życiu tym, co przynosi Ci najwięcej satysfakcji i zysków

Pobieram ebooka!

8. słuchaj

Słuchaj innych tak, żeby faktycznie ich usłyszeć i zrozumieć. Uwaga którą poświęcasz drugiemu człowiekowi jest bardzo cenna, ponieważ po pierwsze poświęcasz mu swój czas, którego juz nie odzyskasz, a po drugie… niewiele osób to robi. Od razu pozytywnie wyróżniasz się wśród innych.

9. nie dawaj rad niepytany

To, że kogoś wysłuchasz nie daje Ci automatycznie pozwolenia, aby udzielać mu jakichkolwiek rad. Nigdy nie znasz pełnej sytuacji drugiej osoby, więc na jakiej podstawie twierdzisz, że dobrze mu doradzisz? I czy weźmiesz odpowiedzialność za to, co się wydarzy, jeśli ta osoba postąpi zgodnie z Twoją radą?

Co innego, jeśli ktoś sam prosi o to, byś mu doradził. Wtedy masz pełne prawo wesprzeć go swoją radą, według Twojej najlepszej wiedzy.

10. nie przypinaj etykiet

Szufladkujemy ludzi ze względu na wygląd, wykonywaną pracę, wykształcenie, sposób wypowiedzi i na tysięce innych sposobów. Tak działa nasz mózg, ułatwiając sobie życie, by nie musieć cały czas podejmować tych samych decyzji co do każdej osoby – łatwiej to zrobić w odniesieniu do całej grupy.

Staraj się tego nie robić, bo bardzo często jest to krzywdzące dla osób które poznajesz. Pamiętaj – każdy z nas jest inny, każdy z nas jest wyjątkowy.

Wyszukano w Google m.in. przez frazy:

rozwój osobisty i osiąganie celów

Jaką książkę warto przeczytać i dlaczego?

25 sierpnia 2016
Latające książki - co warto przeczytać?

To bardzo ogólnie i śmiało postawione pytanie, ponieważ każdy potrzebuje czegoś innego. Jednak biorąc pod uwagę, że jako ludzie dążymy do szczęścia i każdy z nas chce być szczęśliwy, to już można wskazać jakiś kierunek.

Co to bowiem znaczy, że dążymy do szczęścia? Skoro dążymy, to znaczy, że jeszcze nie jesteśmy w pełni szczęśliwi. Każdy w jakiś sposób do niego zmierza, ale jeszcze nie osiągnął stanu idealnego.

Skoro więc chwila obecna nie jest idealna, to oznacza, że chcemy coś zmienić. A w jakich obszarach najczęściej potrzebujemy zmian, by odczuwać lepszą jakość naszego życia? W bardzo różnych, zależy czego komu brakuje.

Niektórzy ciągle się zmagają z brakiem pieniędzy i to przesłania im piękno świata i możliwość cieszenia się nim. Chcieliby spełniać swoje marzenia, lecz na to potrzebują gotówki. A brak spełniania marzeń powoduje, że ich życie staje się szare i nudne.

Inni są stale samotni, a chcieliby dzielić życie ze swoją drugą połówką, z którą stworzą wspaniałą parę i z którą będą się wzajemnie wspierać. Brakuje im wspólnych spacerów, wyjść do restauracji czy do teatru.

Ktoś jeszcze inny narzeka na swoją pracę, czuje, że nie może w niej rozwinąć skrzydeł, że zasługuje na coś lepszego, że gdzie indziej mógłby się bardziej spełniać. Każdego dnia budzi się ze świadomością, że znowu musi robić coś, czego szczerze nienawidzi.

Inna osoba, która straciła zdrowie, oddałaby wszystko, by tylko je odzyskać. Zmagając się z codziennym bólem i niedogodnościami nie czuje się szczęśliwa, bo chciałaby aby los był dla niej łaskawszy.

Jak więc widzisz powody do zmartwień mogą być bardzo różne i ile ludzi tyle różnych definicji szczęścia i warunków, co musi być spełnione, żeby ktoś poczuł się w pełni szczęśliwy.

Co łączy jednak te wszystkie osoby? Jaki jest wspólny mianownik dla każdego z tych przypadków?

Otóż wszystkie te osoby pragną zmian.

Nie są zadowolone ze stanu obecnego i pragną coś zmienić. Najlepiej szybko. Bo w obecnym świecie wszystko musi dziać się szybko, nikt nie chce czekać latami na efekty.

Biorąc to pod uwagę odpowiedź na pytanie „jaką książkę warto przeczytać i dlaczego” jest już łatwiejsza.

Dlaczego? Bo idealną książką do zmiany życia jest pozycja Rhondy Britten „Zmień swoje życie w 30 dni”.

Autorka przeżyła w dzieciństwie koszmar, gdy ojciec na jej oczach zabił matkę, a następnie zastrzelił siebie na podjeździe ich domu. Od tego czasu Rhondę męczyły koszmary i nie mogła poradzić sobie z codziennym życiem. Starała się nawet trzykrotnie popełnić samobójstwo.

Próbowała wszystkiego – terapii, książek, warsztatów, szkoleń itp., ale nie mogła się wyrwać ze szponów strachu, który był wszechobecny i cały czas ją ogarniał.

Dopiero gdy zrozumiała, że strach nie zniknie, jest naturalną częścią naszego bytu, natomast można go opanować i wieść szczęśliwe życie, to dopiero wtedy zaczęła krok po kroku odkrywać co robić. Co robić, żeby zmienić swoje życie i zbliżyć się do idealnego stanu wiecznego szczęścia.

Co robić, żeby każdego dnia wstawać rano z uśmiechem i być w pełni prawdziwym sobą. I wszystko czego się nauczyła w tym procesie opisała w książce „Zmień swoje życie w 30 dni”. Jako podręcznik z serią praktycznych ćwiczeń na każdy dzień.

Wiemy więc już jaką książkę warto przeczytać. A co z drugą częścią pytania, czyli DLACZEGO warto ją przeczytać? To akurat jest łatwe. Żeby wieść bardziej szczęśliwe i pełne pasji życie.

I tego z całego serca Ci życzę.

e-biznes i sprzedaż

5 sposobów na motywowanie zespołu

1 czerwca 2016

Drogi przyjacielu, przedsiębiorco

 

Czy miałeś kiedyś taką sytuację, że wszyscy w firmie mają tylko do Ciebie pretensje i żądają więcej pieniędzy?

A może masz wrażenie, że tylko Ty harujesz, a ludzie pracują tylko wtedy, gdy na nich patrzysz?


Jakie myśli wtedy przechodzą Ci przez głowę?

Czy nie zastanawiasz się wtedy, jak to jest możliwe, że ludzie mogą być tak niewdzięczni?

Zapewniasz im pracę, harujesz, żeby było Cię stać na ich wynagrodzenia, a jedyne co słyszysz to jęki niezadowolenia.

Może marzysz o tym, żeby ktoś w końcu docenił to co robisz?

Żeby mieć jakąś magiczną różdżkę, która sprawiłaby, że Twoi ludzie chcieliby pracować nie tylko ze względu na wynagrodzenie, które dostają, ale tak… sami z siebie?

Jakby zmieniło się Twoje życie, gdyby Twoi współpracownicy codziennie, z uśmiechem na ustach przychodzili do pracy, tryskali kreatywnością i chcieliby Ci pomóc?

Chciałbyś mieć system, który na to pozwoli?


Sprawdź kurs „Team motivation” za 1 zł!

Team Motivation

Team Motivation

Dzięki temu kursowi dowiesz się:

  • jak stworzyć SYSTEM motywacji, żeby nie musieć motywować ludzi z Twojego zespołu każdego dnia
  • jakie jest 5 podstawowych strategii motywowania ludzi i jak zastosować wszystkie 5 w Twojej firmie
  • co to jest feedback i dlaczego jest tak ważny przy prowadzeniu zespołu
  • jak poprawnie przekazywać informację zwrotną, żeby zwiększyć motywację do pracy, a nie zgasić czyjegoś entuzjazmu
  • jaki powinien być format cyklicznych spotkań, by cały zespół napędzały do działania

Nazywam się Marcin Kądziołka, jestem współzałożycielem i prezesem największego wydawnictwa elektronicznego w Polsce – Złote Myśli.

Stworzyłem ten kurs, żeby pomóc osobom takim jak Ty i ja – przedsiębiorcom, którzy chcą zdobyć praktyczną wiedzę, która działa. Jednak nie chcą za nią płacić stawek jak dla korporacji. Chciałbym, aby każdy był w stanie stworzyć wydajny, zmotywowany zespół, dlatego postanowiłem zrobić coś, żeby każdy mógł skorzystać z tej wiedzy.

Wiedzy, którą możesz od razu wdrożyć w Twojej firmie.

Jeśli jesteś początkującym przedsiębiorcą i zaczynasz budować swój pierwszy zespół lub czujesz, że Twój zespół mógłby osiągać lepsze rezultaty niż do tej pory, to kurs „Team Motivation” to coś dla Ciebie.

Normalnie ten kurs kosztuje 79 zł i możesz go kupić tutaj.

Możesz też otrzymać ten kurs za symboliczne 1 zł udostępniając ten wpis na facebooku tak, aby również Twoi znajomi mogli skorzystać z tej okazji.

Jeśli Cię to interesuje, to czytaj dalej.

Jakie zagadnienia obejmuje kurs (60 minut wiedzy):

Wstęp
Długość: 00:00:47


cz. 1 – motywowanie systemowe
Długość: 00:01:58


cz. 2 – misja, wizja
Długość: 00:04:34


cz. 3 – spotkania
Długość: 00:11:08


cz. 4 – system motywowania
Długość: 00:16:05


cz. 5 – feedback – zasady
Długość: 00:06:30


cz. 6 – feedback – system
Długość: 00:17:09


cz. 7 – zakończenie
Długość: 00:02:31

Jeśli uważasz, że Ty i Twoi znajomi skorzystają ZA 1 zł z tego kursu, to udostępnij ten post, klikając w logo facebooka poniżej.

60 minut praktycznej wiedzy w formie wideo i audio!

No chyba, że wolisz zapłacić 🙂

rozwój osobisty i osiąganie celów

O dzieciach, ale jednak nie o dzieciach

29 kwietnia 2016

„Coś o dzieciach napisz” – tak powiedziała moja przyszła żona. „Tak dla kobiet, bo kobiety lubią czytać o dzieciach”. No ba, wiadomo, że kobiety. Ale co można napisać o dzieciach, gdy już chyba wszystko o nich zostało napisane?

No dobra, w 1899 roku Charles H. Duell też chciał zamknąć biuro patentowe w USA, bo „wszystko, co było do wynalezienia, zostało już wynalezione”.

Więc poniżej znajdziesz coś takiego, czego jeszcze nigdy nie czytałaś. Całkowita nowość i powiew świeżości jeśli chodzi o artykuły o dzieciach 🙂

Serio.

A mianowicie – jak nasze umiejętności wpływają na rozwój dziecka?

Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, ile musisz potrafić, żeby wychować mądre i szczęśliwe dziecko? Toż to przecież życia nie starczy, żeby się nauczyć wystarczająco dużo, by poradzić sobie z rosnącym mądralą.

Ja w rozmowie z dzieckiem wykorzystuję WSZYSTKO, czego do tej pory się nauczyłem z książek i ze szkoleń z rozwoju osobistego. Wszystko – cały arsenał.

Komunikacja? Bez wątpienia. To podstawa podstaw.

Negocjacje? Proszę bardzo – na każdym kroku.

Odporność na manipulację, tę oczywistą i tę subtelną – nieoceniona umiejętność (cały czas przegrywam, ale coraz rzadziej).

Umiejętność kotwiczenia stanów i przywoływania ich w odpowiednim momencie – niezastąpione w sytuacjach krytycznych.

Planowanie, dynamiczne zmiany planów, reguły, zasady, przeramowania, zmienianie punktu skupienia, asocjacja, dysocjacja, tłumaczenie osiemnaście razy tego samego innymi słowami i metoda zdartej płyty… Długo by wymieniać.

A na koniec jeszcze kontrola nad sobą, żeby nie wybuchnąć w trudnych chwilach.

Czasem czuję się, jak na poligonie lub jak saper na środku ogromnego pola minowego. Ale saper dobrze wyszkolony. Wyposażony w najlepsze narzędzia i aparaturę, która pozwala mu przetrwać.

Przetrwać – to dobre słowo. Bo przecież nie „wyjść zwycięsko z każdej potyczki”.

Wszystko po to, by pomóc młodemu człowiekowi wyjść na ludzi i by on potem mógł tego samego nauczyć swoje dzieci. Wprowadzać zasady i nie odpuszczać. Być coraz lepszym w zawodzie pod tytułem „rodzicielstwo”.

Gratuluję, jeśli tak jak ja jesteś rodzicem. To nie jest łatwy kawałek chleba…

relacje i związki, rozwój osobisty i osiąganie celów

Zdążyć z wdzięcznością

13 kwietnia 2016

BAM!

Głuchy, nieprzyjemny dźwięk dobiegł do jej uszu. Odgłos, który prawdopodobnie będzie ją prześladował do końca życia.

Wbiegł prosto pod koła. Kierowca nie miał szans.

Cały świat zamarł. A przynajmniej tak jej się wydawało. Ptak szybujący na tle pięknie świecącego słońca zdecydował się nagle zatrzymać. Kot przechadzający się chodnikiem lekko przechylił głowę i przyglądał się z ciekawością rozgrywającej się scenie.

Cudowny poranek – pachnący powoli budzącym się światem i zapowiadający radosny, wiosenny dzień pełen nadziei na przyszłość. Nie dla niej.

Zaczęła powoli odwracać głowę. Chciała jak najszybciej zobaczyć, co się stało, chociaż wiedziała. Przeczuwała najgorsze. Jednocześnie chciała i tak bardzo nie chciała zobaczyć, co się wydarzyło. Jakaś cząstka jej doskonale wiedziała, że to koniec.

Tak się mówi – „to koniec”. Czasem to nawet brzmi romantycznie. Nie tym razem. Tym razem to był naprawdę koniec.

Leżał na asfalcie. Daleko od auta, które go uderzyło. Zbyt daleko, by miał szanse. Jakiekolwiek.

To nie tak, że chciała mu wygarnąć te wszystkie rzeczy. Po prostu była na niego zła. Chwilowe uniesienie się w emocjach, które jest przecież normalne. Które się zdarza. Każdy ma przecież prawo się zdenerwować i czasem powiedzieć coś, czego tak naprawdę nie myśli.

Nie spodziewała się, że zareaguje tak emocjonalnie. Do tej pory tego nie robił. Wydawało jej się, że żadne jej słowa nie robią na nim jakiegokolwiek wrażenia.

Kochała go. Była mu wdzięczna za wszystko, co dla niej robił. Nie zdążyła mu tego wszystkiego powiedzieć.

Nie zdążyła.

rozwój osobisty i osiąganie celów

Nie musisz zachorować, żeby żyć

8 kwietnia 2016

Choroba. Rak. Brzmi jak wyrok śmierci. I bardzo często niestety nim jest.

Jednak nie zawsze. Mówi się, że wszystko zależy od nastawienia. Być może tak, być może nie. Pewnie dużo zależy od indywidualnego przypadku.

Ja wierzę, że nastawienie w takim przypadku jest kluczowe. Nie jest wszystkim, ale jest kluczowe.

I dla tych osób, którym się udaje zwalczyć chorobę, którzy otwierają oczy kolejnego poranka i dowiadują się, że choroba się cofa, słońce wygląda już zupełnie inaczej. Muśnięcie wiatru, które delikatnie odczuwają na twarzy, zapach świeżo zmielonej kawy, dotknięcie ręki ukochanej osoby, wszystko nagle nabiera nowego znaczenia.

Te osoby dostają nową szansę. Nowe życie. Mają możliwość jeszcze coś zrobić, coś osiągnąć lub może zacząć cieszyć się życiem i doceniać każdą chwilę.

I wtedy powstaje pytanie – dlaczego czasem musi wydarzyć się coś tak niszczącego w naszym życiu, coś co musi nami wstrząsnąć, żebyśmy zaczęli żyć?

Czy dopiero mocne, negatywne wydarzenia potrafią wskazać nam właściwy punkt skupienia?

Czy naprawdę musimy czekać na chorobę, musimy doświadczyć ogromnego bólu, musimy jednym palcem dotknąć śmierci, by docenić życie?

Czy jako osoby inteligentne, potrafiące obserwować i wyciągać wnioski nie możemy przejść do życia pełnią życia BEZ wyniszczającej nasz organizm choroby?

Życie jest ulotne. Przez lata budowane szczęście może pęknąć jak bańka mydlana.

Wybierz mądrze. Wybierz szczęście. Żyj życiem przez duże Ż. Nie czekaj na chorobę.

rozwój osobisty i osiąganie celów

Kto z nas ma największe problemy na świecie?

5 kwietnia 2016

Czy masz czasem tak, że wydaje Ci się, że wszystko wali Ci się na głowę?

Problemy się piętrzą, nawarstwiają i zanim zdążysz rozwiązać jeden, pojawia się pięć następnych.

Być może pytasz wtedy „dlaczego ja?!”

No właśnie, dlaczego? Dlaczego to akurat Tobie los rzuca kłody pod nogi, a inni wiodą życie spokojne, pełne pasji i uśmiechu? Zastanawiałeś się nad tym?

Pewnie nie raz. I pewnie za każdym razem dochodzisz do wniosku, że po prostu masz w życiu pecha i to Ciebie los doświadcza najciężej ze wszystkich osób jakie znasz.

A gdybym Ci powiedział, że to nieprawda? Że inni ludzie również mają problemy i wyzwania – czasem większe, czasem mniejsze, jednak zawsze jakieś. Tylko bardzo często o nich nie opowiadają i nie pokazują. Przez to, że tej codziennej walki nie widać, to żyjesz w iluzji, że tylko Ciebie świat tak ciągle krzywdzi.

W rzeczywistości każdy z nas się zmaga z jakimiś wyzwaniami.

Co dla jednego będzie problemem nie do przeskoczenia, dla innego będzie dziecięcą igraszką. Być może dla Ciebie ogromnym problemem będzie odezwanie się do nieznajomego, bo jesteś osobą samotną i jest to bariera nie do przejścia. A może wiecznie nie masz pieniędzy i ciągle się martwisz jak przeżyjesz następny miesiąc?

Ktoś inny może powiedzieć „co to za problemy!? To jakaś farsa. JA to mam prawdziwe problemy! Pół miliona długu, komornicy na głowie, drugi rozwód w ciągu pięciu lat. Co Ty wiesz o problemach?!”

Tyle tylko, że dla każdego to jego wyzwania wydają się tymi najpoważniejszymi. Ktoś może działać na większą skalę, stąd też i jego problemy będą miały inną wydźwięk. Jednak ta skala jest istotna tylko patrząc z zewnątrz. Dla danej osoby to zawsze będzie „duży problem do rozwiązania”.

Jeśli więc masz czasem poczucie winy, że tak naprawdę przejmujesz się drobiazgami, a inni zmagają się z czymś dużo poważniejszym, to przestań. Każdy ma swoje zadania do wykonania i lekcje do przerobienia. Dla każdego są one istotne i każdy działa w innej skali.

Jeśli zaś wydaje Ci się, że los się akurat na Ciebie uwziął, to porozmawiaj szczerze z tymi wszystkimi osobami, które wiodą takie beztroskie życie. Z pewnością okaże się, że beztroskie to ono jest tylko z pozoru. A codzienny uśmiech tym osobom daje NASTAWIENIE do problemów, a nie ich brak.

A nastawienie, to już możesz w sobie zmienić. Ale to temat na osobny wpis…

rozwój osobisty i osiąganie celów

Spójrz prawdzie w oczy – jesteś zbyt słaby

31 marca 2016

Popatrz na siebie. Mógłbyś być KIMŚ. Ale nie jesteś. Nie jesteś na własne życzenie.

A dlaczego? Przez ten nieszczęsny głos w Twojej głowie, który ciągle Cię ogranicza.

Spójrz prawdzie w oczy

Mógłbyś oczywiście napisać książkę, ale jeszcze nie teraz. Jeszcze masz za mało wiedzy, jeszcze nie jest dobry moment, jeszcze musisz zdobyć nieco doświadczenia.

Mógłbyś mówić do ludzi, ale jeszcze chwilę. Jeszcze musisz przejść dwa kursy na ten temat i skończyć kolejny projekt, żeby zdobyć lepszą wiedzę, być bardziej cenionym ekspertem.

Mógłbyś założyć firmę, ale oczywiście jeszcze nie w tym roku. Masz jak na razie zbyt małe wyczucie rynku i nie wiesz jeszcze wszystkiego odnośnie biznesu.

Mógłbyś, mógłbyś, mógłbyś…

Wiesz, że mógłbyś, ale jakoś nie możesz. Cały czas czekasz na lepsze warunki, na idealny moment, na to, by stać się lepszym.

Za co byś się nie zabrał, to głos w Twojej głowie szybko sprowadzi Cię na ziemię. Głos, który wciąż powtarza tylko jedno zdanie:

NIE JESTEM WYSTARCZAJĄCO DOBRY

A Ty go słuchasz. Słuchasz, bo ten głos jest Ci dobrze znany. Jest taki Twój. Osobisty. Kochany.

Zabójczy.

Nic nie osiągniesz, słuchając tego głosu.

Nie podejdziesz do dziewczyny, która Ci się podoba. Nie pójdziesz na rozmowę do firmy, w której chciałbyś pracować. Nie pójdziesz na spotkanie z klientem, który mógłby odmienić Twój finansowy los.

I żadna książka, żaden poradnik i żadne szkolenie tego nie zmienią. Możesz to zmienić tylko Ty sam. Teraz, za rok, za dziesięć lat lub NIGDY.

A zegar cichutko tyka, odmierzając czas do Twojego pogrzebu.

rozwój osobisty i osiąganie celów

Od jutra!

21 marca 2016

Od jutra zacznę ćwiczyć! Od jutra zacznę się uczyć angielskiego! Od jutra zmieniam dietę!

Naprawde? Jakoś Ci nie wierzę…

Dlaczego nie wierzę? Bo sam wielokrotnie tak mówiłem. Że po co dzisiaj się męczyć, jutro zrobię dwa razy więcej. Dzisiaj to już jestem zmęczony… A jutro – wiadomo. Nowy dzień, nowe możliwości. Jutro da się zrobić wszystko!

Tylko co się okazuje? Że jutro też mamy dużo zajęć i też, podobnie jak dziś, niesamowicie ciężko jest wcisnąć nowe aktywności.

Szczególnie jeśli nawarstwiły się one z ostatnich kilku dni.

Jak w piątek zrobić ćwiczenia, które mieliśmy rozłożone na cały tydzień? Przez pół dnia siedzieć na siłowni? A potem następne pół dnia powtarzać słówka, bo jakoś tak dziwnie się złożyło, że od poniedziałku do piątku nie mieliśmy czasu?

Nie… spokojnie. Można to przecież przełożyć na weekend!

I tak odkładamy i odkładamy samemu się oszukując, że już kolejnego dnia nadrobimy poprzednie.

A przecież doskonale wiemy, że największy progres osiąga się dzięki systematyczności. Lepiej popracować nad czymś 15 minut, ale każdego dnia, niż starać się znaleźć wolny blok dwugodzinny.

To działa jak procent składany w finansach. Niewielka praca wykonana każdego dnia sumuje się z poprzednią i nagle po miesiącu okazuje się, że sami jesteśmy zdziwieni postępami.

Przeczytaj dzisiaj dwie strony książki. Naucz się dziesięciu nowych słówek. Zrób 20 pompek. Przebiegnij 1km. Zrób cokolwiek, ale zrób. Dzisiaj. I jutro. I pojutrze. Każdego dnia.

efekty Cię zadziwią.

rozwój osobisty i osiąganie celów

Darmowy ser znajdziesz tylko w pułapce na myszy

13 sierpnia 2015

Każdy, kto oglądał lub obejrzy film Titanic — czy to w wersji tradycyjnej z roku 1998, czy w technologii 3D z roku 2012, czy też w 5D w roku 2020 — wie, jakie jest zakończenie. Okręt tonie, a wraz z nim wszyscy pasażerowie znajdujący się na pokładzie.

Podobnie rzecz się ma w przypadku współczesnego świata.

Wystarczy tylko rozejrzeć się wokół, aby dostrzec, w jak nieudolny sposób państwa zarządzają swymi budżetami oraz jak bardzo manipulują całą gospodarką. Wkrótce dojdzie do załamania istniejącego systemu. Ucierpią na tym całe społeczeństwa. Oczywiście będą i tacy, którzy się na tym wzbogacą. Będą to ludzie skłonni wziąć na siebie ryzyko, chętni do wyjścia naprzeciw nieuchronnym zmianom oraz umiejący wyprzedzać trendy. Tradycyjny sposób myślenia ulegnie radykalnej przemianie, pojawią się nowe wyzwania, a ten, kto wskaże pozostałym, gdzie szukać rozwiązań, odniesie prawdziwy sukces. Podobnie bywało w przeszłości.

Prawdziwy dobrobyt zawsze budowano dzięki wymianie wartości. W przyszłości nastanie ogromny popyt na jednostki oraz firmy zdolne zaoferować nowatorskie rozwiązania. Dawna taktyka polegająca m.in. na lokowaniu zaoszczędzonych środków na koncie, nabywaniu obligacji skarbu państwa lub poleganiu na rządowych projektach emerytalnych — stała się dziś taktyką ryzyka. W wielu krajach rządzący nadal pozostają wyznawcami teorii Johna Maynarda Keynesa.

Mimo iż zyskała ona powszechną akceptację — teoria ta w ogóle się nie sprawdza. Keynesizm bowiem głosi, iż jedynie rządy mające wiedzę na temat funkcjonowania rynku (według mnie to absurd) są w stanie dla dobra ogółu kontrolować gospodarkę (co okazuje się być totalnym absurdem w kontekście katastrofalnych skutków bieżących wydarzeń). Dziennie przeprowadza się setki tysięcy transakcji, z których każda wynika z potrzeby zabezpieczenia własnego interesu. Czynienie tego w systemie, w którym przyjęto, że rząd centralny wie, co jest najlepsze dla wszystkich zainteresowanych, jest nie tylko niedorzeczne, lecz również niebezpieczne.

Teorie te sugerują nam, że państwa mogą wydawać więcej, niż otrzymują, a jeśli deficyt zostanie zeskalowany do określonej wartości procentowej PKB, nie ma on większego znaczenia. Tak samo było w przypadku analityków, którzy podczas bańki internetowej promowali modele biznesowe nieprzynoszące dochodów, a fakt, iż wszyscy chcieli wierzyć w ich przyszłą skuteczność, nie spowodował, że analitycy mieli rację.

Dyskusje wokół tematu o nazwie „internetowy biznes” oraz polityka, jaką prowadzi rząd, są równie śmieszne, jak w powiedzeniu: „Tracimy pieniądze na każdej sprzedaży, ale odbijamy to sobie na jej ilości”.

Słowa te piszę w momencie, gdy rządy państw Unii Europejskiej przeżywają niemały wstrząs. W Grecji dochodzi do publicznych demonstracji. Kraje, które sprawniej zarządzały swoim budżetem, są wściekłe na te, którym się to nie udało. Domagają się od nich ograniczenia wydatków, aby wyrównać równowagę budżetową. W wielu krajach dochodzi do buntu społecznego. W całej Europie coraz częściej słyszy się o celowych zwolnieniach tempa pracy, strajkach i demonstracjach.

Jestem głęboko przekonany, że waluta euro upadnie w efekcie obecnych zawirowań politycznych. Już wkrótce okaże się, że politycy rządzący owymi zbankrutowanymi państwami nie będą w stanie narzucić swym obywatelom dyscypliny ekonomicznej, jakiej wymagają od nich pozostałe państwa członkowskie. Państwa bogatsze nie będą w stanie wytłumaczyć swoim obywatelom konieczności podwyższenia podatków, których celem jest zdobycie środków na subsydiowanie biedniejszych członków UE. Próby uczynienia tego naraziłyby i już narażają niejednego z rządzących na utratę poparcia wyborców i w rezultacie — dymisję.

Idea stworzenia wspólnej waluty euro była sama w sobie wadliwa, a sposób, w jaki została wcielona w życie, bynajmniej nie ułatwił samego zadania. W miejsce rzeczywistej unii fiskalnej z określoną polityką dotyczącą podatków oraz wydatków budżetowych twórcy strefy euro wprowadzili reguły określające wielkość zadłużenia oraz deficytu budżetowego krajów członkowskich. Zasady te — choć zostały jasno określone w traktacie z Maastricht, nie były i nie są stosowane przez żaden z tych krajów — wliczając konserwatywne pod względem polityki fiskalnej Niemcy.

Co powoduje taką sytuację?

Jeśli jeden z bogatszych krajów Unii jako pierwszy zdecyduje się na wystąpienie ze strefy euro, fakt ten wywoła efekt domina. W przeciągu kilku miesięcy niemal wszystkie pozostałe prężne kraje zdewaluują lub wycofają euro. (Zaledwie garstka państw założycielskich jest w stanie utrzymać tę walutę w ryzach). Większość, a może nawet wszystkie państwa UE, powrócą do dawnej waluty krajowej. Jeśli to nastąpi, nie omieszkają one skorzystać z okazji podreperowania swego budżetu poprzez dewaluację starej formy waluty, na rzecz nowo wprowadzonej do obiegu.

Być może przyniesie to tymczasową ulgę. Na dłuższą metę wywoła coraz poważniejszą inflację oraz dalekosiężne konsekwencje dla każdego z tych krajów. To z kolei przyczyni się do katastrofy finansowej, która wpłynie na kurs dolara, funta, jena i wielu innych.

Wielu straci fortuny… Znajdą się również tacy, który je zdobędą…

 


Fragment książki Randy’ego Gage’a „Ryzykownie znaczy dziś bezpiecznie”

Zaciekawił Cię ten fragment? Pobierz więcej za darmo
DARMOWY FRAGMENT

Artykuły, rozwój osobisty i osiąganie celów

Pędzić naprzód, niszcząc po drodze przeszkody

30 lipca 2015

Pedzić naprzód, niszcząc po drodze przeszkody

Powyższy cytat, który wybrałem jako tytuł niniejszego rozdziału, był codzienną mantrą dla Marka Zuckerberga i jego facebookowego klanu. Czerpali z niego siłę każdego dnia, kiedy z małej internetowej stronki dla studentów stawali się stopniowo największym w świecie społecznościowym medium o niszczycielskiej sile. Niszczenie tego, co napotyka się na drodze, może być ryzykowne, lecz wiara w bezpieczeństwo jest dziś gwarancją porażki.

Świat przewrócił się do góry nogami. Przełomowe osiągnięcia, o których była mowa w poprzednich rozdziałach, nie tylko redefiniują nam pojęcie sukcesu, lecz wyznaczają nową drogę do jego osiągnięcia. Ci, którzy trzymają się kurczowo przeszłości, pozostaną w tyle. Ci zaś, którzy mają chęć pędzić do przodu i niszczyć po drodze przeszkody, osiągną sukces, którego kaliber dopiero poznamy.

A oto niewielki, lecz potrafiący przyprawić o zawrót głowy opis tego, w jaki sposób wyzwania z tym związane niosą ze sobą wspaniałe możliwości.

Nowe realia marketingu

Żyjemy w epoce zalewu informacyjnego. Nigdy wcześniej ludzki mózg nie był zmuszony do przetwarzania tak dużej ilości danych. Przeciętna osoba wprost tonie w potoku rozpraszających uwagę bodźców docierających do jej świadomości przez większość dnia. W efekcie tego nasza zdolność skupiania uwagi skurczyła się, a mechanizmy obronne uległy wzmocnieniu. Przedsiębiorcy muszą szukać dziś nowych sposobów dotarcia do swoich klientów. Jak dotąd, żadnemu z nich się to nie udaje.

Chłopski rozum podpowiada nam, że przesyłanie informacji drogą pocztową odeszło już do lamusa. Tymczasem zauważyłem, że kiedy próbuję w ten właśnie sposób dawać innym znać o mających się odbyć seminariach z moim udziałem, okazuje się, że jest to wciąż niezwykle skuteczna metoda. Powód? Moi konkurenci uwierzyli, że zwykła poczta to przeżytek i przestali z niej korzystać. Gratulują samym sobie, ciesząc się z zaoszczędzonych pieniędzy, które musieliby wydać na drukowanie i wysyłkę swoich materiałów promocyjnych. Jest to kolejny dowód na to, że warto podążać w kierunku przeciwnym do reszty.

Nie należy przy tym zapominać o czynieniu tego w sposób inteligentny. A teraz podam przykład odwrotnej sytuacji.

Swój apartament w Miami Beach, gdzie obecnie mieszkam, kupiłem od pewnego lekarza ponad 6 lat temu. Od tamtego czasu co tydzień znajduję w skrzynce całą masę materiałów promocyjnych i ulotek reklamujących różnego rodzaju konferencje, nowy sprzęt medyczny bądź nowe leki. Wydawać by się mogło, że podstawową regułą marketingową powinno być rutynowe weryfikowanie adresów potencjalnych lub stałych klientów (na ogół bywa tak, że co miesiąc 2% adresatów umiera lub zmienia miejsce zamieszkania).

Na rynku działa obecnie około 50 firm oferujących medyczne produkty swoim klientom, z których żadna nie uaktualniła swojej bazy danych adresowych ani razu w ciągu tych 6 lat! Według statystyk każdy z adresatów znajdujących się w ich bazie danych albo zmienił adres, albo nie ma go już wśród żywych. Co piąty zaś uczynił i jedno i drugie aż dwukrotnie! Firmy te pewnie narzekają na słaby odzew ze strony klientów, co utwierdza je w przekonaniu, że tradycyjna poczta stała się anachronizmem. Poczta dalej świetnie działa, choć w sposób nieco inny niż 20 lat temu.

Agencje reklamowe próbują pewnie przekonać zarząd niejednej z takich firm do tego, aby zainwestowali w listę e-mailingową. Tu również kryje się mała zagwozdka, ponieważ system poczty elektronicznej zdaje się coraz mniej wydajny. Czeka go niechybna śmierć, jeśli nie znajdzie się ktoś, kto dokona radykalnych zmian w sposobie funkcjonowania tego medium.

Coraz częściej użytkownicy sieci rezygnują z poczty elektronicznej i wybierają SMS-owanie. Trend ten prawdopodobnie utrzyma się przez jakiś czas. Nie wspomnę już o eksplozji mediów społecznościowych oraz mikroblogów. Od lat nie otrzymałem żadnego e-maila od swoich siostrzenic i bratanków. Porozumiewamy się wyłącznie przez Facebooka. 5- i 6-latki łączą się ze sobą za pomocą oprogramowania FaceTime działającego na ich iPadach. Nie wiedzą nawet, czym jest e-mail, i pewnie jak żyją, w ogóle nie słyszeli tego słowa.

Natrętny, oldskulowy marketing, aby móc dotrzymać kroku współczesnej technologii, przybrał jeszcze bardziej agresywną formę. Stosuje się idiotyczne tricki, których celem jest przede wszystkim zwrócenie uwagi konsumenta. Niestety, skutkuje to jedynie przyciąganiem niewłaściwych osób. Ci sami marketingowcy rzucili się na społecznościowe media, wykorzystując je jako platformę reklamową. Nie rozumieją oni jednak pewnych niuansów będących sprawą oczywistą dla stałych użytkowników niektórych portali, nie dostrzegają funkcji, jakie owe portale spełniają względem swoich użytkowników na poziomie emocjonalnym. (Aby lepiej zrozumieć tę kwestię, proponuję przeczytać książkę BezMarketing napisaną przez Scotta Strattena).

Na każdym kroku spotkać dziś można kogoś, kto uważa się za „eksperta w dziedzinie mediów społecznościowych”. Ludzie wierzą, że śledzenie dwóch tysięcy nieznajomych osób na Twitterze oraz wiedza o tym, jak założyć fan page na Facebooku potrafi uczynić z nich guru w tej dziedzinie. Udzielają innym zupełnie nietrafionych rad, których słuchanie skutkuje popełnianiem wciąż tych samych, klasycznych błędów. Oferowanie rabatowych kuponów na zakupy w zamian za „zalajkowanie” profilu na Facebooku nie jest złym pomysłem. Dobrze by było mieć jednak jakiś plan tego, co nastąpić ma potem.

Media społecznościowe zmieniają dziś całą dynamikę procesu komunikacyjnego. Mimo to nie powinny być traktowane jako kolejny kanał dystrybucyjny dla treści, które pragniemy przekazać światu.

Media społecznościowe dają klientom możliwość znalezienia nas w sieci, sprawdzenia naszej wiarygodności oraz zakupienia naszych produktów lub usług. Działa to również w drugą stronę: umożliwiają nam odnalezienie sprzedawcy, zasięgnięcie opinii na jego temat oraz nabycie tego, co nas interesuje. Eliminujemy w ten sposób licznych pośredników (a tym samym etaty, które zajmowali). Kontrolowanie marki produktu i jej wizerunku staje się wówczas bardziej skomplikowane, co może obniżyć jego cenę.

Z drugiej strony, media społecznościowe mają wiele zalet. Możesz w sposób bezpośredni łączyć się ze swoim plemieniem, monitorować obecność swojej marki w czasie rzeczywistym oraz otrzymywać natychmiastowe powiadomienia o bieżących problemach. Media społecznościowe wprowadziły nowe zasady gry, jeśli chodzi o budowanie świadomości marki.

Cała prawda na temat budowania świadomości marki

Zdeklarowany nonkonformista Joe Calloway ma niezwykle ciekawą teorię na ten temat. Według niego nie należy zbytnio starać się o uzyskanie wiodącej pozycji w swojej kategorii. Lepiej stworzyć własną i być jej jedynym przedstawicielem.

W swojej książce Becoming a Category of One prezentuje czytelnikowi kontrowersyjne podejście do zagadnienia pozycjonowania marki, na które warto poświęcić trochę czasu.

Poruszanie się po minowym polu brandingu i pozycjonowania nigdy nie było łatwym zadaniem. Obecnie jest ono jeszcze bardziej skomplikowaną czynnością. Pełna kontrola nad daną marką nigdy nie była w pełni osiągalna, lecz przynajmniej można było próbować. W dobie mediów społecznościowych jest to praktycznie niewykonalne. Różnica polega na tym, że obecnie wiadomo, co dana marka reprezentuje na rynku, a także co należy ulepszyć w jej wizerunku (lektura obowiązkowa — książka Bruce’a Turkela Building Brand Value).

Marka nie ogranicza się do logo lub kolorystyki. Nie chodzi tu o konkretny produkt lub usługę. Marka jest odzwierciedleniem produktu lub usługi. Jest tym, co postrzegają inni. Marka to doświadczenie klienta nabyte w wyniku kontaktu z nimi. Internet umożliwił ludziom intensywną wymianę tego typu doświadczeń, co ma ogromny wpływ na wizerunek produktów i usług.

Dzięki mediom społecznościowym budowanie świadomości marki stało się czymś niezwykle interesującym. Na zewnątrz marka bywa tym, co postrzegają inni. Na głębszym poziomie chodzi o sposób, w jaki twój produkt lub usługa są w stanie przysłużyć się klientowi. Na poziomie najgłębszym z możliwych — do tej kategorii należą nieliczne marki takie jak Apple, Cirque Du Soleil, Starbucks i Nike — kwintesencją pojęcia jest dobre samopoczucie, jakie jesteś w stanie podarować swoim klientom.

Zdarzyło ci się pewnie parę razy zobaczyć grubasa podróżującego w górę ruchomymi schodami w jakimś centrum handlowym? Pewnie nieźle zasapałby się podczas gry w szachy. Człowiek taki uważać się będzie za wielkiego atletę, ponieważ ma na sobie sportową bluzę z napisem Just Do It!

Sam jestem dziś łysym 50-latkiem, przedstawicielem rasy białej i korzystam z maca.

Kiedy odwiedzam salon Apple i spotykam tam dzieciaki na wrotkach, ludzi z towarzyszącymi im czworonogami oraz wszystkich fantastycznych pracowników działu obsługi technicznej — czuję się świetnie!

Podobnie czują się klienci stojący w kolejce po fantazyjną kawę w Starbucksie, przeglądający nowe produkty w sklepie ze sprzętem firmy Apple, a także ci, którzy z zapartym tchem oglądają kolejny występ Cirque Du Soleil. Wszyscy oni gotowi są z całego serca polecać innym produkty, które sami nabywają, a mówiąc ściślej — których doświadczają.

Klienci tacy mają zaufanie do produktu lub usługi, w które zainwestowali i pragną podzielić się swym dobrym samopoczuciem ze wszystkimi znajomymi.

W nieświadomy sposób przestają być jedynie klientami, a stają się zespołem marketingowców. Tak skutecznej reklamy nie da się nabyć za żadną cenę. Fenomen ten opisał dokładnie Seth Godin w swojej książce pod tytułem Plemiona.

Kiedy marka inspiruje całe plemiona społecznościowe, może to przynieść nam fortunę. Dla ludzi największą inspi racją bywa dobre samopoczucie pochodzące z zewnątrz.

Dzięki produktom Nike wszyscy czują się w doskonałej formie, smakosze kawy ze Starbucksa tworzą elitarny klub towarzyski, gadżety firmy Apple sprawią, że każdy dzieciak poczuje się fajowo, zaś występ Cirque Du Soleil porywa naszą wyobraźnię i przenosi nas w zaczarowane miejsca. Koncern Chrysler przyjął tę samą filozofię, promując swoje słynne Vipery. Odniósł tak niebywały sukces, że kiedy firma znalazła się w tarapatach finansowych, rozważano nawet możliwość sprzedania Vipera jako niezależnej marki.

Obecnie korporacja prowadzi elitarny Viper Club mający swe oddziały na całym świecie. Zarządza jego witryną, w ramach której edytuje magazyn elektroniczny, umieszcza filmy wideo oraz wydaje luksusowy magazyn z lśniącymi stronami. Na stronie internetowej klubu, w części dla zarejestrowanych, plemiona społecznościowe mogą łączyć się ze sobą poprzez fora dyskusyjne oraz blogi i tworzyć w ten sposób coraz większą aurę pozytywnych emocji wokół swej ulubionej marki.

Raz do roku lub raz na dwa lata firma organizuje ogólnokrajowe zloty szczęśliwych posiadaczy tych wypasionych, supermęskich demonów szybkości.

Wystarczy raz wziąć udział w takim wydarzeniu, by ujrzeć, z jakim wielkim zapałem obecni tam uczestnicy kupują wszystkie cenne drobne przedmioty typu łańcuszki na klucze, kurtki, miniaturowe modele pojazdów i tym podobne drobiazgi. Jeśli wybierzesz się do sklepu z pamiątkami Cirque Du Soleil tuż po przedstawieniu, zobaczysz, w jak błyskawicznym tempie koszulki w cenie 125 dolarów za sztukę znikają z półek. Ponieważ sam należę do obydwu z tych plemion, zapewniam czytelników, że emocje odczuwane w trakcie tych zakupów są naprawdę szalone.

Posiadam całą kolekcję viperowskich kołpaków, skórzanych kurtek, koszulek polo, mat na podłogę robionych na zamówienie, uchwytów dźwigni zmiany biegów, miniaturowych modeli, plakatów, zegarów oraz książek. Popijam swój ulubiony napój, czyli Dr. Peppera (tak, należę do tego plemienia) z klubowych kubków lub z eleganckich szklanek z wygrawerowanym napisem Viper, które stawiam na pasujących do nich firmowych podkładkach, na których widnieje charakterystyczne logo (niech czytelnik nie myśli, że żartuję).

Poza tym, mam tyle ubrań kupionych w sklepie Cirque Du Soleil, że wystarczyłoby mi ich na otworzenie własnego butiku pod szyldem tej firmy. Posiadam również płyty CD i DVD ze wszystkimi występami, które miałem przyjemność oglądać na żywo.

Wszyscy chcemy zachować część naszych wrażeń, dlatego lubimy kupować tego rodzaju produkty. Świadome budowanie marki zawsze na tym polegało. Nowe technologie oraz media społecznościowe znacznie ułatwiły to zadanie (lub uczyniły je trudniejszym dla tych, którzy nie rozumieją, na czym cała ta gra polega) oraz sprawiły, że proces ten przebiega w krótszym czasie.


Fragment książki Randy’ego Gage’a „Ryzykownie znaczy dziś bezpiecznie”

Zaciekawił Cię ten fragment? Pobierz więcej za darmo
DARMOWY FRAGMENT

Artykuły, rozwój osobisty i osiąganie celów

Spójność i konsekwencja drogą do prawdziwego sukcesu i spełnienia

28 lipca 2015
Anna Węgrzyn

Porzuciłaś twardy biznes na rzecz stworzenia od początku portalu www.zmianywzyciu.pl. Opłacało się? Co Ci to dało? Skąd w ogóle taki pomysł?

Kiedy słyszę słowa „opłacało się”, to natychmiast wracam do cytowanych już nie raz słów śp. profesora Bartoszewskiego „Na pewno nie wszystko, co warto w życiu, się opłaca, ale jeszcze pewniej (…) nie wszystko, co się opłaca, jest w życiu coś warte”. Jednak gdybym musiała powiedzieć wprost, to tak, opłacało się.

To, czego dowiedziałam się o sobie przez ostatnie trzy lata, każdego dnia tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że zawsze trzeba działać w zgodzie ze sobą. Chodzenie w czyichś butach, podziwianie życia sąsiada lub swoich idoli to droga donikąd. Tylko wsłuchując się w siebie i przyglądając się sobie mamy możliwość realizowania swojego życia w pełni świadomie. Możemy mieć wiele, ale jeśli nie potrafimy tego zobaczyć i docenić, to całe życie spędzimy na biegu w niewłaściwym kierunku.

Portal Zmiany w Życiu jest moim autorskim projektem – prowadząc go od początku kieruję się własnymi doświadczeniami i obserwacjami życia. Dlatego tak bardzo wierzę w jego skuteczność. Bardzo skrupulatnie dobieram autorów tekstów i gości wywiadów.

Tu nie chodzi o ilość „lajków”, tylko o wartość dla czytelnika. Przez rok prowadzenia portalu tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że warto zmienić kierunek przepływu informacji – nie skupiać uwagi na sobie i na tym, co ja mądrego mam do powiedzenia, tylko na tym, co czytelnik może dla siebie wziąć.

Tak samo będzie na organizowanej 12 września konferencji Zmiany w Życiu – pierwszy krok. Cała uwaga będzie skoncentrowana na uczestniku – po to, by z konferencji nie wyszedł tylko z dobrą energią, która szybo zgaśnie, ale także z refleksją nad swoim życiem i gotowym planem działania. Nauczmy się sami rozwiązywać problemy i wytwarzać potrzebne nam emocje, aby nie uzależniać się od energii innych osób lub bodźców.

Często wspominasz o spójności i konsekwencji. Czym się kierujesz prowadząc portal?

Spójność i konsekwencja to mój klucz, który otwiera wszystkie drzwi (śmiech). W życiu rzadko przyznajemy się do swoich prawdziwych potrzeb. Oficjalnie interesują nas estetyczne przedmioty, drogie wakacje w pięknych miejscach, dobre jedzenie i muzyka klasyczna.

A w rzeczywistości okazuje się, że spanie na trawie jest super, chleb z masłem też smakuje dobrze, a na weselu czy imprezie integracyjnej najlepiej sprawdza się disco polo i wszyscy znają słowa 🙂 To jest dla mnie mechanizm tej spójności, tego wewnętrznego flow, za którym warto iść.

Konto na Facebooku założyła mi koleżanka dwa lata temu, bo sama tego nie potrafiłam. Tworząc portal zapłaciłam swoją cenę, bo na wejściu zostałam oszukana przez bliską mi osobę, ale jednocześnie we wszystkich decyzjach kierowałam się intuicją i doświadczeniem życiowym. Oczywiście bardzo dużo się nauczyłam i dziś w naszym panelu administracyjnym śmigam jak szalona!

Patrząc na odsłony portalu i na naszą liczącą sobie 16 000 fanów społeczność na Facebooku bardzo świadomie twierdzę, że to ta spójność mnie tu zaprowadziła. Nie wrzucam postów, które nie są w zgodzie ze mną, nie promuję – nawet za duże pieniądze – rzeczy, których sama bym nie wykorzystała. Nie szukam ludzi, którzy zrobią sensację i ”lajki” – po prostu robię swoje tak, jak czuję.

Sama też nie mam potrzeby pokazywać na Facebooku swojego prywatnego życia, a mimo to codziennie dostaję wiele zaproszeń i pozytywnych komunikatów. Liczby, miłe komentarze i brak tzw. hejtów mówią same za siebie, że to najlepsza droga działania.

Jaka jest na co dzień Anna Węgrzyn? Czy zmiana to twoje drugie imię?

Tak, bez wątpienia na drugie imię zamiast „Ewa” mogłabym mieć „Zmiana”. Już od najmłodszych lat ciągnęło mnie do nowych doświadczeń. Świadczy o tym moja droga zawodowa: z wykształcenia jestem prawnikiem, a pracowałam jako kolejno księgowa, dyrektor HR, stewardessa, dyrektor sprzedaży i redaktor naczelna. Zmiany towarzyszą mi także w życiu prywatnym – mam tu na myśli otwartość na podróże, idealnie się adaptuję do nowego klimatu i warunków.

Byłam już w chmurach jako stewardessa i pod wodą, robiąc kurs nurkowania. W związkach też nie mam tzw. swojego typu. Wiek, kolor włosów czy ich brak nie mają dla mnie znaczenia. Ważne jest to, aby mieć o czym ze sobą rozmawiać i móc się wzajemnie wspierać i podziwiać. Uwielbiam szpilki, ale w butach płaskich też potrafię chodzić – chociaż słabiej (śmiech). Na śniadanie miksuję sobie koktajle ze szpinaku, ananasa czy pietruszki, ale jak zobaczę dobrą golonkę, to nie odmówię.

Często mówię w redakcji do moich najwspanialszych dziewczyn, że największych zmian w swoim projekcie doświadczam ja. Na co dzień Anna Węgrzyn to kobieta z każdym dniem coraz bardziej spełniona, kierująca się tymi samymi wartościami, co w biznesie. Doświadczenie, które tam zdobyłam bardzo mi pomaga i teraz, chociaż robię dużo nowych rzeczy. Zakładam szpilki i kostiumy na spotkania, ale też t-shirty do redakcji.

Najważniejsze jest jednak to, że moja wewnętrzna spójność daje mi poczucie spełnienia niezależne od okoliczności i równie mocno cieszą mnie wakacje spędzane pod palmą w dalekim kraju, jak i na własnym tarasie, jedząc jajko na miękko – te ostatnie może nawet bardziej.

Dużo się ostatnio mówi, że przeszliśmy od etapu zachłyśnięcia się dobrobytem i osiągania sukcesu za wszelką cenę do doceniania tego co mamy. Do zatrzymania się i spojrzenia wstecz ile już osiągnęliśmy. Modne ostatnio słowa to balans pomiędzy pracą, a prawdziwym życiem – work-life balance. Czy portal zmianywzyciu.pl to nie jest po prostu próba wypłynięcia na nowo tworzącym się trendzie?

Portal Zmiany w Życiu powstał w momencie największych zmian w moim życiu. Jeżeli te zmiany pojawiły się, jak to mówisz, w nowo tworzącym się trendzie to pewnie ktoś może tak na szybko pomyśleć. Wierz jednak, ze po zagłębieniu się w lekturę moich wywiadów i artykułów publikowanych na portalu, szybko można się zorientować, że to bardzo osobisty projekt i nie ma nic wspólnego z tym co dzieje się wokół.

Moje działania są spójne ze Strategią błękitnego oceanu. Wszystko co robię jest związane z moimi doświadczeniami i obserwacjami. Również osoby, które współpracują z portalem myślą podobnie i dzielą się swoimi doświadczeniami.  Nie opisują tego co przeczytali w książkach tylko czego dotknęli osobiście.

Ja np. nie piszę o podróżach, pomimo iż odwiedziłam prawie wszystkie kontynenty, bo moje podróżowanie nie było tak głębokie jak np. Agnieszki Kuczyńskiej.

Organizowana przez mnie 12 września Konferencja, też nie ma nic wspólnego z obecnymi na rynku. Nie będzie żadnej sprzedaży ze sceny. W informacji o szczegółach konferencji zachęcam np.  aby każdy przygotował się do niej i przejrzał swoją bibliotekę, aby nie kupować książek pod wpływem chwili. Ja nie używam terminu work–life balance – ja po prostu komunikuję, aby nie biec za tłumem tylko poznać siebie i swoje prawdziwe potrzeby na tyle, aby czerpać przyjemność z każdego momentu w życiu.

Prawdziwe potrzeby czyli jakie? Po czym poznać, co jest prawdziwą potrzebą, a co wydmuszką wykreowaną przez media i społeczeństwo? Czy osoby występujące na konferencji podpowiedzą nam jak spojrzeć głęboko w siebie? 

Prawdziwe potrzeby? Cieszę się za to pytanie w tym momencie. Mam idealny przykład. Dwa lata temu założyłam konto na fb, nawet wspominałam o tym. Nie byłam do niego przekonana, ale pomyślałam sprawdzę. Aby zachować siebie, nikt nigdy nie dowiedział się, na jakich wakacjach byłam albo co miałam na talerzu.

Niemniej jednak mimo mojego zerowego wkładu w intensywność działań ( oprócz informacji z portalu) w ciągu dwóch lat zdobyłam ponad 4 tys. znajomych. Kilka dni temu usunęłam konto, bo moją prawdziwą potrzebą jest spokój. Oczywiście dla administrowania portalu musiałam założyć drugie, ale tutaj będzie już na nim bardzo wąskie grono. To jest właśnie ta prawdziwa potrzeba, posłuchania siebie i działania.

Na logikę można powiedzieć, że usunięcie konta z ponad 4 tysiącami kontaktów przed organizowaną konferencją jest nielogiczne. Może jest, ale jest moją potrzebą. Jak się zna siebie to przychodzi taki moment, kiedy wciśnięcie guzika przychodzi łatwo. Ważne jest tylko aby ten moment zauważyć i go nie przegapić. Oczywiście mam kilka relacji z tego czasu i one zostaną zachowane, ale do tego nie potrzeba fb, bo mamy swoje telefony, e maile a nawet ustalone terminy spotkania ☺. 

Jeśli chodzi o ostatnie pytanie, to z pełną świadomością mówię tak, szczególnie za siebie. Ja prowadzę konferencję, mam swoją prelekcję. Przygotowuję zeszyt coachingowy w taki sposób aby każdy na tyle przyjrzał się sobie i na tyle poznał metody aby stosować je również po konferencji. U mnie onedziałają, jak widać ☺ zapraszam więc na www.zmianywzyciu.pl/konferencjana hasło zlotemysli dostępny jest rabat 10%

Konferencja "Zmiany w Życiu"

Konferencja „Zmiany w Życiu”


Anna Węgrzyn

Z wykształcenia prawnik, z doświadczenia księgowa, dyr. HR, sprzedaży i marketingu, z powołania i zamiłowania coach International Coaching Community.

Założyłam i prowadzę portal www.zmianywzyciu.pl gdzie zachęcam do zmian na poziomie myślenia i działania. Jako coach pomagam firmom, ich pracownikom a także indywidualnym klientom wydobyć wszystkie najlepsze cechy z siebie i innych, by móc je wykorzystać w drodze do wspólnego sukcesu.

Dla moich klientów słowa takie jak motywacja, potencjał osobisty, rozwój zaczynają nabierać znaczenia, kiedy we współpracy ze mną uświadamiają sobie, jak wymierny może być efekt ich starań, gdy potrafią zarządzać własnymi naturalnymi umiejętnościami. To największa satysfakcja w mojej pracy być świadkiem zmian, które czynią człowieka szczęśliwszym.